John McLaughlin
Wywiady
John McLaughlin

Miles Davis, Tony Williams Lifetime, Mahavishnu Orchestra, Shakti, Paco de Lucia, Al Di Meola, Blue Flames, Graham Bond Organisation, Brian Auger Group, Night Timers, Georgie Fame Band, Gordon Beck Quartet… czy referencje tego dżentelmena są wystarczające? Zapytajmy więc Johna o kilka aspektów związanych z muzyką instrumentalną.

2019-01-09

Gitarzysta: Co pociąga Cię w instrumentalnej muzyce gitarowej?

John McLaughlin: Moja odpowiedź jest chyba oczywista: kocham gitarę odkąd zacząłem na niej grać w wieku lat jedenastu. Jakkolwiek zawsze lubiłem ludzki głos, moja prawdziwa pasja to gitara, a wielcy gitarzyści mają w moim sercu specjalne miejsce. Od samego początku pragnąłem więc, aby to co robię nie polegało zaledwie na tworzeniu tła dla głosu. Chciałem grać muzykę na gitarze „naprawdę”.

Jakie według Ciebie cechy, których nie posiada piosenka z tekstem, ma w sobie kompozycja instrumentalna?

Przyjemności jakich dostarcza muzyka instrumentalna nie są takie same jak te dostarczane przez muzykę z wokalem. Uważam, że na tym świecie nie ma ekwiwalentu dla ludzkiego głosu. Jest to najdoskonalszy instrument, ale z pewnością nie każdy człowiek potrafi doskonale śpiewać. Przykładowo, ja sam śpiewam okropnie, więc nigdy nie szedłem w kierunku zostania wokalistą. Myślę, że każdy z nas powinien podążać za własnymi talentami i wykorzystywać to co dostał od bogów. Jeśli chodzi o muzykę instrumentalną: jest to piękno muzyki samej w sobie, głębia uczuć grającego instrumentalisty, mistrzostwo muzyka osiągnięte wytrwałą pracą. Te elementy występują oczywiście także u wokalistów, ale poświęcenie jakie słyszę u genialnego muzyka instrumentalnego jest czymś unikalnym.

Co jest najważniejsze z punktu widzenia artysty grającego muzykę instrumentalną?

Bycie muzykiem wymaga poświęcenia całego życia na solidne opanowanie czterech kluczowych elementów muzyki: rytmu, harmonii, melodii i brzmienia. Chciałbym podkreślić znaczenie jeszcze jednego elementu, bez którego zgłębianie czterech wymienionych wcześniej nie ma żadnego sensu. Chodzi o samoświadomość. W muzyce, którą się zajmuję, najważniejsza jest improwizacja, a pytaniem podstawowym jest: „Co chcesz powiedzieć w swojej improwizacji?” Żeby powiedzieć coś pięknego w języku muzyki, trzeba znać samego siebie. Innymi słowy, trzeba się w pewnym stopniu zbliżyć do tajemnicy sensu ludzkiego istnienia.

Czy forma i struktura tradycyjnej piosenki przydają się w komponowaniu utworów instrumentalnych?

Dowolna struktura może być z powodzeniem wykorzystana w muzyce. Tutaj nie chodzi o to „co” grasz, tyko „jak” grasz.

Czy studiowanie rozwiązań stosowanych w tradycyjnych piosenkach bywa przydatne?

Oczywiście, każdy rodzaj studiów związanych z muzyką może być przydatny, ponieważ rozszerza warsztat i słownik artysty.

Jak zaczynasz pisanie swoich kompozycji?

Pisanie muzyki jest w moim przypadku związane z oczekiwaniem. Jest mi niezwykle ciężko ot tak po prostu usiąść i napisać coś wartościowego, więc raczej tego nie robię. Czekam, aż usłyszę muzykę w swojej głowie – wówczas gram ją na gitarze, albo nucę melodię, nagrywając ją na telefonie. W tym aspekcie głos się instrumentaliście przydaje. Szczególnie jeśli znasz system Konokol, czyli sposób śpiewania rytmów rozwinięty tysiąc lat temu. Tak więc śpiewam rytmy i melodie, ignorując całkowicie okropne brzmienie mojego głosu.

Co starasz się osiągnąć, stojąc na środku sceny?

Mój osobisty cel, do którego dążę, to wyzwolenie. Jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało, jest to czysta prawda. W improwizacji kluczowa jest spontaniczność, a ta wiąże się z podejmowaniem ryzyka. Nie mamy kontroli nad inspiracją, ale możemy być przygotowani na jej nadejście. Poprzez spontanicznie improwizowaną muzykę istnieje szansa na indywidualne lub grupowe wyzwolenie.

Jakie masz sposoby na rozwijanie gitarowej solówki wewnątrz instrumentalnej kompozycji?

Staram się o tym nie myśleć i nie analizować, bo jakakolwiek próba przyjrzenia się temu ludzkim szkiełkiem i okiem zabija momentalnie ducha spontaniczności. Nie da się grać spontanicznie, planując.

Jakiego rodzaju brzmienia wybierasz do grania muzyki instrumentalnej?

W muzyce akustycznej wybieram gitarę z pudłem i nylonowymi strunami. W muzyce elektrycznej nie mogę się obejść bez odrobiny przesterowania, dzięki czemu nuty mają nieco dłuższy sustain i stają się – o ironio losu – bardziej „wokalne”.

Czy masz jakieś ulubione tempa albo tonacje, w których lubisz komponować?

Wszystkie tonacje i wszystkie tempa są dla mnie równie dobre. Gitara grawituje w kierunku tonacji wykorzystujących puste struny – a więc E, A czy D sprawdza się najlepiej. Niemniej dorastałem w świecie standardów jazzowych, przez co musiałem nauczyć się grać także w tonacjach bliższych dęciakom, takich jak F, Bb, Eb i tym podobne. Frajdę sprawiają mi rozmaite tempa, ale tym co tak naprawdę mnie bawi są złożone cykle metryczne, np. 5/4 + 7/4 + 9/4 i tak dalej.

Czy jesteś przywiązany do jakichś konkretnych skal?

Pentatoniki molowe i durowe to coś co zawsze się sprawdza. Ale intensywnie korzystam także ze skali harmonicznej i melodycznej molowej, ze względu na ich interesujący aspekt harmoniczny. Szczególnie fascynujące są możliwości kryjące się w wariacjach interwałowych danej skali. Mam tu na myśli prosty do odkrycia na pewnym etapie edukacji każdego muzyka fakt, że skali nie trzeba grać po kolei od dołu do góry. Wiele różnych wariantów interwałowych kryje się wewnątrz każdej skali. Czekają tam, aż je ktoś odkryje.

A co z modulacjami do innych tonacji?

Uwielbiam zmieniać tonacje wewnątrz jednego utworu. Na płycie „Time Remembered”, będącej hołdem dla Billa Evansa, aranże modulują w każdym utworze.

Co lubisz najbardziej w interakcji z muzykami na scenie?

Lubię interakcję samą w sobie. To ona jest tym tajemnym i pięknym składnikiem. Jeśli słucham zespołu i nie ma tam interakcji to od razu wiem, że coś jest nie tak.

Jakie masz podejście do harmonizowania melodii?

To już zależy od samej melodii – czasem, jeśli się to robi na siłę, można zniszczyć nawet najlepszą melodię. Trzeba być subtelnym i zachować najwyższą ostrożność, majstrując przy oryginalnej melodii.