Quazarre & Icanraz (Devilish Impressions)
Wywiady
Quazarre & Icanraz (Devilish Impressions)

Młoda Polska, budowanie aury za sprawą gitar, samotne wilki, ostracyzm, ogień i miecz, inkwizycja, profesjonalizm, metal i ekstrema. To tylko słowa i określenia. Sloganowy wstęp do albumu "The I" wydanego przez opolski Devilish Impressions, czyli kapelę, która konsekwentnie i śmiało zaznacza swoją obecność na krajowym i światowym rynku metalowej ekstremy.

2017-11-09

Zespół, któremu przewodzi Quazarre, okazuje się nie tylko doskonałym konstruktorem metalu, ale również filozoficzną odpowiedzią na współczesne czasy. Słowa, znaczenia i symbole stanowią ważną cześć muzyki Devilish Impressions, a jej twórcy nie obawiają się trudnych pytań. Są elokwentni i wściekli. Czy słuchacze zdołali już dorosnąć do ich twórczości? Konrad Sebastian Morawski rozmawia z Przemysławem Olbrytem (Quazarre) i Łukaszem Sarnackim (Icanrazem).

Logo
Ave Devilish Impressions! Na wstępie gratuluję znakomitego materiału. W jakich okolicznościach powstał album "The I"?


Logo
Quazarre: Witam! Dzięki za ciepłe słowo o "The I". Prace nad albumem zaczęliśmy już w 2015 roku, jeszcze chyba zanim ukazała się winylowa wersja EP "Adventvs". Był to proces dość długotrwały, w pewnym sensie dlatego, że nie mieliśmy jakiegokolwiek deadline’u, którego w tamtym okresie musielibyśmy się trzymać. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze się stało, dzięki temu bowiem mogliśmy nabrać odpowiedniego dystansu do każdego z etapów sesji czy to przedprodukcji czy już nagrań właściwych albumu. Wszelkie riffy i aranżacje rodziły się w nas niespiesznie, bardzo nam zależało, by płytę dopieścić w każdym możliwym calu, by nie zostawiać w jej obrębie nie do końca trafionych pomysłów, by stanowiła ona kwintesencję wszystkiego, czym Devilish Impressions stał się na przestrzeni wszystkich tych lat jako byt stojący ponad tym, kim jesteśmy jako jednostki go współtworzące…


Logo
Jak wspomniałeś, część materiału została nagrana jeszcze w 2015 roku. Co zadecydowało, że tyle czasu upłynęło do premiery?


Logo
Quazarre: Poszczególne etapy sesji nagraniowej zostały rozłożone w czasie z uwagi na dokonany przez nas wybór kilku studio nagraniowych. Ponieważ od lat jesteśmy rozrzuceni po całym kraju, wcześniej również poza jego granicami, uznaliśmy, że łatwiej z punktu widzenia logistyki będzie zrealizować cały projekt w taki sposób, by każdy z nas zrobił swoje w dogodnym dla siebie czasie i miejscu. A to - jak wiadomo - determinuje konieczność dopasowania terminarza nie tylko każdego z nas, ale i kolejnych kilku osób w taki, czy inny sposób w projekt ten uwikłany. Mam tutaj na myśli nie tylko realizatorów, ale również gości, których można usłyszeć na płycie. Dość długo zajęło nam też przygotowanie warstwy tekstowej albumu. Tym razem teksty nie są wyłącznie mojego autorstwa.


Logo
Kto pomagał Ci je tworzyć?


Logo
Quazarre: Ich współtwórcą jest Darky, wieloletni przyjaciel, którego - z racji bliskości wszystkiemu, co związane z Devilish Impressions - od dłuższego już czasu określamy mianem nieformalnego członka zespołu. Opracowanie koncepcji lirycznej "The I" w oparciu o nasze wspólne pomysły poprzeplatane zapożyczeniami z wybranych autorów Młodej Polski tak, by stanowiły pewną spójną całość, okazało się nie lada wyzwaniem.


Logo
Co było później?


Logo
Quazarre: Mając za sobą ten etap przystąpiliśmy do rejestracji wokali, później re-ampingu gitar. Potem zaś przyszedł czas na zdający się ciągnąć w nieskończoność miks płyty. Nigdy wcześniej nie poświęciliśmy aż tyle czasu i uwagi kwestiom brzmieniowym oraz ustaleniu odpowiednich proporcji pomiędzy każdym z instrumentów. Przemieliliśmy naprawdę przeogromną ilość wersji. Za każdym razem, gdy byliśmy przekonani, że to już to nagle Przemek z Impressive Art Studio podsyłał kolejną, która w naszym mniemaniu okazywała się lepsza, czasem nieco gorsza w ujęciu ogólnym, wówczas wyłapywaliśmy najlepsze elementy spośród wszystkich otrzymanych, tworzyliśmy kolejne i… w końcu dobrnęliśmy do punktu, w którym po prostu utknęliśmy. Wtedy potrzebowaliśmy na chwilę od całości odpocząć, by po jakimś czasie wrócić do pewnych propozycji ze świeżym, że tak powiem, uchem. Ostatecznie udało nam się osiągnąć pewien konsensus, ubrać "The I" w brzmienie jakie charakteryzowało nasze ulubione pozycje z połowy lat '90 w połączeniu z odpowiednią dozą nowoczesności. W międzyczasie trwała oczywiście burza mózgów w sprawie oprawy graficznej albumu, burza trwająca kolejne miesiące. Chwilę po zakończeniu prac nad płytą trafiliśmy pod skrzydła Extreme Management Group, zanim jednak rzuciliśmy się wspólnie w wir poszukiwania wydawcy dla "The I" pochłonęły nas przygotowania do dużej trasy w Chinach i na Tajwanie. Dopiero po powrocie mogliśmy w pełni oddać się dalszym działaniom wokół albumu, ponieważ jednak zbliżał się martwy sezon około-świąteczny i noworoczny pewnych spraw znów nie dało rady załatwić. Później kolejne zmiany składu, rozmowy z zainteresowanymi wydaniem płyty wytwórniami, podpisanie kontraktu i… kolejny dylemat w postaci takiej, czy wydawać płytę na szybko wczesną wiosną czy dopiero jesienią 2017. Klamka zapadła, reszta to już historia…


Logo
W jaki sposób można porównać "The I" do poprzednich nagrań Devilish Impressions?


Logo
Quazarre: Już poprzedzająca pełny album EPka "Adventvs" stanowiła swoistą zapowiedź zmian stylistycznych i brzmieniowych wokół zapowiadanej wówczas, nowej odsłony Devilish Impressions. Ponieważ nie do końca uzasadnione było utożsamianie nas tylko i wyłącznie z nadaną nam przy okazji "Simulacra" nalepką ‘Symphonic Black Metal’ już na "Adventvs" właśnie zrezygnowaliśmy z rozbudowanych orkiestracji, w 100% stawiając na budowanie aury głównie za sprawą gitar. Tak naprawdę zresztą, co też wielokrotnie podkreślałem przy okazji wielu wywiadów, nasza muzyka od samego początku w głównej mierze bazowała w oparciu o konstrukcje budowane za pomocą tychże. Klawiory i wszelkie inne dodatki zawsze stanowiły uzupełnienie, a nie fundament naszych kompozycji. I absolutnie nie chodzi mi o to, że próbujemy teraz zdystansować się do tego, co nagraliśmy wcześniej. Uwielbiam brzmienie syntezatorów i absolutnie nie zamierzam się tutaj zarzekać, że nigdy już w twórczości Devilish Impressions ich nie użyjemy. Gdybym jednak miał porównać płytę "The I" do wcześniejszych wydawnictw sygnowanych naszym logo, nazwałbym ją w pewnym sensie logiczną kontynuacją kursu obranego na "Adventvs". Jest mroczniej, ciężej, brzmieniowo bardziej organicznie, więcej tu powietrza, zwolnień, całościowo też materiał przeważnie oscyluje wokół średnich temp, przez co cechuje go największy w naszej dyskografii ‘groove’. Pojawiło się kilka opinii, iż jest to album zawierający, podobnie jak "Diabolicanos", pewne elementy grania progresywnego. Jest więcej solówek, sporo też tutaj smaczków, zmian nastroju. Bez cienia wątpliwości jest to płyta składająca się z naprawdę wielu warstw i potrzeba wysłuchać jej przynajmniej kilkakrotnie, by móc wychwycić rzeczy, których nie da się usłyszeć za pierwszym razem.
 

Logo
Album jest piekielnie ciężki, ale można na nim odnaleźć grupę urozmaiceń, tajemnych efektów, które budują tożsamość kapeli i wyróżniają Devilish Impressions na tle innych zespołów. W jaki sposób wy to widzicie? Jak wygląda współczesna scena ekstremalnego grania i jakie miejsce zajmuje na niej Devilish Impressions?


Logo
Quazarre: Niespecjalnie, szczerze mówiąc, się nad tym zastanawiam. Pomimo wielu przeciwności losu od lat robimy swoje, odnosząc przy okazji mniejsze bądź większe sukcesy. Ktoś kiedyś powiedział, że na rodzimej scenie jesteśmy niczym samotny wilk i… być może coś w tym jest. Za mało ekstremalni dla zwolenników zespołów prawdziwie ekstremalnych, zbyt mało zaś melodyjni dla tych, którzy melodii w muzyce spod szyldu black metal szukają więcej. Zauważyłem natomiast, iż w obrębie pewnych środowisk od kilku już lat zapanował niezrozumiały dla mnie trend na swoiste koncesjonowanie tego, czego słuchać trzeba, a czego absolutnie słuchać nie wypada. I to jest dla mnie największy fenomen dzisiejszej sceny. W zasadzie chyba trudno nawet nazwać sceną coś, co praktycznie nie istnieje. Wszelkie te sympatie bądź antypatie sprowadzają się teraz bowiem wyłącznie do tworzenia się grup funkcjonujących w obrębie pewnych internetowych forów, których entuzjaści w zależności od tego, czy liżesz im rowa albo czy grasz na taką czy inną nutkę zespół twój będą obrzucać gównem lub hołubić do granic możliwości. Dla mnie temat zawsze był, jest i będzie prosty: ktoś mówi coś o jakimś zespole, sprawdzam, nie podoba mi się - nie słucham, idę z kumplami wypić browara. Nie żyję tym, czy zespół ten później odnosi jakieś sukcesy, czy ktoś inny go słucha. Jeżeli tak, to… gratulacje! Kompletnie mi to nie przeszkadza. Widocznie nie pokrywa się to z moim gustem, ale być może za jakiś czas posłucham raz jeszcze, może przy okazji kolejnej płyty. Natomiast jeśli ktoś nie akceptuje samego faktu istnienia twojego zespołu i na jego temat wypisuje później niekończące się elaboraty, przy każdej możliwej okazji próbując umniejszać jego wartość to świadczy to tylko o tym, że ten ktoś jest osobą kurewsko sfrustrowaną, najpewniej nieposiadającą w swoim własnym życiu czegoś, co sprawiałoby mu prawdziwą radość i satysfakcję. I tak naprawdę jedynym zajęciem takiej osoby jest później bezproduktywne przesiadywanie przed kompem i wylewanie żółci na wszystkich tych, którzy coś tam jednak robią. A ja sam w domu, albo z brzydką dziewczyną u boku, garstką pseudo-przyjaciół poklepujących mnie po plecach wyłącznie wtedy, gdy czołobitnie przyznaję im rację, do tego pysk jak ziemniaczana bulwa, duży brzuch, mały fiutek i pryszcze jak u piętnastolatka… I o ile mogę zrozumieć, że zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo solą w oku będzie istnienie chociażby Devilish Impressions, to za cholerę nie potrafię ująć w jakiekolwiek ramy wszystkich tych, którzy w obawie przed ostracyzmem tych opiniotwórczych ‘wannabees’ zginając karki pozwalają im prowadzić się na postronku niczym stado bezrozumnych owiec… W tym kontekście postrzeganie Devilish Impressions na scenie jako samotnego wilka bardzo mi odpowiada.


Logo
Icanraz: Amen!


Logo
Na "The I" wystąpili m.in. cenieni na metalowej scenie Mike Wead i Ares. W jaki sposób nawiązaliście kontakt?
 

Logo
Icanraz: Zarówno pojawienie się Mike Weada jak i Aresa wynikło z mojej inicjatywy. Mike’a poznałem parę lat wstecz podczas jednej z tras koncertowych, gdy pracowałem jako techniczny z jego zespołem Bibleblack. Na trasie okazało się, że Mike jest niezwykle kontaktowym człowiekiem z ogromnym sercem do muzyki, szczególnie tej undergroundowej. Niezwykle mi to zaimponowało, bo od lat traktowałem go jako kogoś wyjątkowego z racji uczestnictwa w zespołach King Diamond i Mercyful Fate, które uwielbiam i darzę ogromnym szacunkiem. Po trasie utrzymywaliśmy ze sobą kontakt przez Internet i któregoś razu mnie tknęło, aby zapytać go czy nie zechciałby nam wyrzeźbić solo do jednego z utworów. Mike zgodził się natychmiast, poza tym bardzo sumiennie podszedł do tematu pozwalając swojej wizji dojrzeć. Podsyłał mi co rusz kolejne wersje, ale trochę marudził, że nie jest usatysfakcjonowany. Wreszcie, może po tygodniu, dostarczył wersję finalną, no i wyrwało nas z butów... Pojawienie się Aresa natomiast, miało być pewnym ukłonem w kierunku jesieni 2006, kiedy to pojechaliśmy jako direct support z Aeternus na trasę po Europie. Były to pierwsze koncerty Devilish Impressions w karierze zespołu. Jesteśmy prawdopodobnie jednym z nielicznych polskich zespołów, które swój debiut sceniczny zaliczyły poza granicami naszego kraju. Spędziliśmy razem niemal trzy tygodnie w jednym autokarze. Relacje jakie nas połączyły były czymś bardzo specjalnym. Nigdy później nie doświadczyliśmy takiej chemii na żadnej trasie z żadnym innym zespołem co z Aeternus. Integracjom nie było końca, dogadywaliśmy się doskonale i cały czas miałem wrażenie, że jedni za drugich byliśmy gotowi pójść w ogień. Po trasie ciągle pozostawaliśmy w kontakcie, więc pomyślałem, że miło by było, gdyby Ares zostawił na "The I" jakiś ślad, w imię pięknie spędzonych wspólnych chwil na trasie ponad 10 lat wstecz. Przemek wysmarował do niego wiadomość i pozytywną odpowiedź mieliśmy w mgnieniu oka.


Logo
Okładka "The I" może przywoływać skojarzenia z… "All Is One" Orphaned Land. Kapela z Izraela na tamtym albumie mówiła, że wszystkie religie mogą się zjednoczyć i wielbić tego samego Boga. Domyślam się, że przesłanie Devilish Impressions jest nieco inne…


Logo
Quazarre: Zważywszy, iż w zasadzie od zarania dziejów znakomita większość konfliktów na całym świecie odbywa się na tle religijnym należy powątpiewać, czy faktycznie ludzkość zdolna jest do takiego połączenia ponad podziałami jak chcieliby to widzieć wspomniani przez Ciebie Izraelczycy… Szczerze w to wątpię. Ba! Jestem przekonany, że to niemożliwe! Przecież przeciętny katolik czy muzułmanin takiego, dajmy na to, ateistę, automatycznie skazuje na społeczny ostracyzm, bez jakiejkolwiek próby konfrontacji przekonań tegoż z własnymi z nienawiścią w oczach i nieskrywaną satysfakcją wyrzuca poza nawias społeczny… Co bardziej ortodoksyjni nie stroniliby nawet i dziś od jakże powszechnych niegdyś tortur względem innowierców, znajdywaliby nieskrywaną przyjemność w zadawaniu potwornej krzywdy każdemu, kto ideologicznie choćby odrobinę odbiega od światopoglądu przez nich samych uznawanego za jedynie słuszny. Stąd też moja względem nich tak ogromna nienawiść! Bo, paradoksalnie, to my, powszechnie uznawani za tych złych i niedobrych, nie odmawiamy nikomu prawa do wierzenia w takiego, czy innego boga, w prawo do powierzenia własnego losu jakiejkolwiek sile wyższej. Ideologiczny przekaz Devilish Impressions od samego początku jest zatem, jak sądzę, dość mocno określony i jednoznaczny. Nie inaczej jest w przypadku "The I", który w warstwie tekstowej po raz kolejny gloryfikuje kult jednostki, hołduje nieograniczonej woli i dokonywaniu samodzielnych wyborów, umiejscawia jednostkę w centrum wszechświata jako niezależny byt w dużej mierze zdolny tę pozycję kształtować… Oczywiście, zawsze jest tak, że nie mamy i mieć nie będziemy absolutnie żadnego wpływu na szereg rzeczy jakie napotykamy na swojej drodze, pozostaje zatem kwestia tego, czy nazwiemy to na przykład boską interwencją, czy po prostu takim, a nie innym splotem mniej lub bardziej sprzyjających nam okoliczności.


Logo
Wydaje mi się, że Kościół dziś nie upatruje przeciwnika w metalu. Chyba że grupa skrajnych idiotów niepróbujących nawet zrozumieć sensu tej muzyki. Zapytam jednak przewrotnie, nawiązując nieco do symboliki "The I". Czy metalowa ekstrema nie byłaby uboższa, gdyby Kościół dziś nie istniał?


Logo
Quazarre: Zależy, czy tę ‘metalową ekstremę’, jak to nazwałeś, rozpatrujemy tu w odniesieniu do ideologii wymierzonej w działanie zinstytucjonalizowanych form wiary, czy może w aspekcie bardziej ogólnym. Bo przecież wiele jest grup grających cholernie ekstremalnie, które z Kościołem ‘na pieńku’, że tak powiem, nie mają… Tych zaś fanatyków, którzy upatrują przeciwnika czy zagrożenia w istnieniu takich zespołów, jak nasz należałoby zapytać, co z haniebnymi kartami historii dobitnie ukazującymi, jak to ogniem i mieczem przez tysiąc lat niemal doszczętnie zniszczyli kulturowo-ideologiczną spuściznę każdego, kto stanął na ich drodze? Co z pieprzoną inkwizycją, jej krucjatami? Paleniem na stosach tych, którzy ośmielili się twierdzić, że Ziemia nie jest płaska i że to jednak Ziemia krąży wokół Słońca? Co z nazistami, którzy wymordowali miliony istnień dumnie paradując ze sztandarami ‘Gott mit uns’? Przecież społeczna szkodliwość wszystkich zespołów spod znaku Black czy Death metalu na świecie w porównaniu do całego tego gówna procentowo nie sięga nawet marnej ‘jedynki’… Zapraszam do polemiki, jeśli mimo tych faktów ktoś nadal twierdzi inaczej.


Logo
Przejdźmy do spraw technicznych. Quazarre, jakich gitar i efektów użyłeś na "The I"?


Logo
Quazarre: Jeśli chodzi o gity to w całości customowy model P. Kamecki Quazarre7 w konfiguracji z szeregiem różnych wzmacniaczy i pluginów, których nazwy nie pamiętam.


Logo
Icanraz, a Ty?


Logo
Icanraz: Od paru lat gram wyłącznie na zestawach Mapex Saturn IV oraz blachach Istanbul Agop z serii XIST. Nie używałem żadnych efektów poza drobnymi pogłosami. Wszystko co można usłyszeć na "The I" to w pełni naturalne brzmienie garów.


Logo
Jak oceniacie studia nagraniowe, w których powstawał materiał?


Logo
Icanraz: Beczki zarejestrowaliśmy w białostockim Dobra12 Studio z Piotrem Polakiem za heblami. Długo się wahałem nad wyborem studia. Bardzo mi zależało na złapaniu odpowiedniej nici porozumienia z realizatorem, aby zrozumiał wizję, a nawet się nią zaraził. Tak się złożyło, że przez krótką chwilę pracowaliśmy razem w jednym z muzycznych klubów w Białymstoku i po każdej imprezie spędzaliśmy całe noce na słuchaniu muzyki i dzieleniu się spostrzeżeniami i wizjami. Po tych kilku nocach uznałem, że znalazłem człowieka i miejsce, bo Dobra12 Studio to miejsce należące do Piotra właśnie. Ważne było też dla mnie to, że studio znajduje się w mieście, w którym mieszkam. Dawało mi to poczucie równowagi oraz najlepszą z możliwych form regeneracji i odświeżenia umysłu przed każdym dniem nagrań. Faktem jest też to, że współpracowaliśmy razem już parokrotnie przy okazji nagrań dla moich poprzednich projektów, jak Abused Majesty czy Pigface Beauty chociażby, także pod żadnym względem nie był to przysłowiowy ‘kot w worku’. Na plus przemawiał też fakt, że Piotr przepracował swoje w Hertz Studio przy produkcji beczek na płyty chociażby Decapitated, Behemoth czy Vader. Nie zrozum mnie źle - nie chciałem brzmieć jak wyżej wymienieni, ale współpraca z człowiekiem, który maczał palce w ich produkcjach dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Nadmienię jeszcze, że sesja bębnów do "The I" zapoczątkowała trwającą do dziś współpracę między mną a Piotrem i od czasów tej sesji nagrałem z nim kolejne trzy długograje. Doskonale się rozumiemy i w sumie uzupełniamy. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.


Logo
Quazarre: Partie gitar i basu na ‘The I’, podobnie zresztą jak w przypadku EP ‘Adventvs’, rejestrowałem w domowym Icaros Studio. W zasadzie nie potrzebuję do tego jakichkolwiek fajerwerków, nagrywaliśmy bowiem czyste ślady, które później zostały wysłane do Impressive Art Studio do dalszej obróbki brzmieniowej. To właśnie tam przepuszczone zostały przez szereg paczek i wzmaków, tam nadany im został ich finalny charakter. Jeśli zatem chodzi o ocenę Icaros Studio to na myśl przychodzi mi jedno słowo - komfort. Bez pośpiechu, bez jakiejkolwiek presji. Oczywiście taki system pracy stwarza pewne komplikacje, wymusza bowiem postawienie się jednocześnie w pozycji tak artysty, jak i realizatora. Z drugiej strony, z uwagi na wspomniany przed chwilą komfort, pozwala na zdystansowanie się w stosunku do nagrań. Nie muszę przykładowo w ciągu jednego dnia ‘wbić’ wszystkie gity do powiedzmy dwóch, trzech numerów, mogę pozwolić sobie na to, że nagram wyłącznie jedną partię. Pozwala to, by do rejestrowanego materiału nabrać odpowiedniego dystansu, daje możliwość oceny tego, co powstaje z szerszej perspektywy. W Impressive Art Studio reampowaliśmy partie gitar i nagraliśmy wokale. Tam też płyta została zmiksowana i zmasterowana.


Logo
Skąd pomysł na Impressive Art Studio?


Logo
Quzarre: W swojej dotychczasowej ‘karierze’ miałem okazję nagrywać w wielu profesjonalnych, często bardzo drogich miejscach ze wspaniałymi ludźmi uchodzącymi w branży za niewątpliwe autorytety. I - żeby było jasne - jestem dumny ze wszystkiego, pod czym widnieje moje nazwisko czy artystyczny pseudonim. Jednakże już na etapie przedprodukcji tego, co dziś znane jest jako "The I", wiedzieliśmy, że chcemy pokazać zespół w nowej odsłonie brzmieniowej. Wybór Impressive Art podyktowany był zatem chęcią spróbowania czegoś zupełnie nowego, chcieliśmy zobaczyć jak to jest pracować w zupełnie innym, raczej mało w tamtym czasie jeszcze znanym miejscu, z człowiekiem za sterami, o którym w zasadzie nic w danym momencie nie wiedzieliśmy. Potrzebowaliśmy tej świeżości, potrzebowaliśmy innego miejsca i osobowej konfiguracji, by nowym dźwiękom nadać charakteru, z jakim nie będzie można porównać poprzednich dokonań Devilish Impressions. Jak się okazało, z Przemkiem Nowakiem, właścicielem studio, zarówno na płaszczyźnie ‘zawodowej’, jak i prywatnej bardzo szybko odnaleźliśmy wspólny język. Cechuje go ogromny profesjonalizm, w którym to w niczym nie ustępuje bardziej znanym kolegom. Przy okazji zaś jest też postacią cholernie intrygującą, człowiekiem, z którym jesteś w stanie przegadać całą noc i nad ranem ubolewasz, że ta noc była tak krótka. Nie bez znaczenia pozostaje umiejscowienie studia. Totalnie wyizolowane, otoczone górami i lasami. Jak dla mnie strzał w przysłowiową dychę i… już teraz wiem, że z ogromną przyjemnością będziemy tam powracać. Gorąco polecam innym zespołom.


Logo
Swoją drogą duża część materiału została zaśpiewana po polsku. Skąd ten zwrot w kierunku języka ojczystego?


Logo
Quazarre: Po raz pierwszy w języku ojczystym zaśpiewałem na "Adventvs", gdzie na tapetę poszły wybrane partie "Dzieci Szatana" Stanisława Przybyszewskiego. Wcześniej dość mocno się przed tym wzbraniałem, nie potrafiąc sobie wyobrazić czy połączenie języka polskiego ze światem dźwięków Devilish Impressions zabrzmi wystarczająco wiarygodnie i przekonująco. Pomyślałem jednak wówczas, że skoro używaliśmy do tej pory nie tylko angielskiego, ale i łaciny, dlaczego zatem nie spróbować do naszej twórczości włączyć elementy tego, co sercom naszym z racji miejsca urodzenia najbliższe. W momencie premiery "Adventvs" wiedziałem już, że na kolejnej, dużej płycie języka polskiego użyję w jeszcze większych proporcjach.


Logo
Jakie są nadchodzące plany Devilish Impressions?


Logo
Quazarre: W marcu zagramy parę sztuk w Polsce z norweską Endezzma i naszym rodzimym Proch w ramach ‘Stellar Darkness Over Poland 2018’. O innych planach wolałbym póki co nie opowiadać, bo całkiem niedawno okazało się, że znakomitą część tychże rzeczywistość nagle i skutecznie zweryfikowała…


Logo
Dzięki za wasz czas, a przede wszystkim za kawał kapitalnej muzyki. Ave!


Logo
Quazarre: To ja dziękuję za kolejną możliwość przedstawienia zespołu na łamach Gitarzysty. Pozdrawiam czytelników i piekielnie gorąco zachęcam do sięgnięcia po "The I".


Rozmawiał: Konrad Sebastian Morawski
konrad.morawski@wp.pl