Daniel Popiałkiewicz
Naszym rozmówcą jest gitarzysta jazzowy Daniel Popiałkiewicz, absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.
Tym samym pojawiają się pytania o to, kim jestem teraz i co definiuje moje "ja". Są to jedne z tych trudnych i ważkich pytań, na które koniec końców człowiek nie uzyskuje jednoznacznej odpowiedzi, a zagłębianie się w temat grozi rychłym zwariowaniem. Poszukiwanie tożsamości i pragnienie identyfikacji, wybory, które w końcu człowieka doganiają... Otóż wydaje mi się, że działając na wielu płaszczyznach, znajduję się na styku różnych kultur, stylów czy obyczajów. I podczas gdy każdy z tych obszarów kulturowych bądź religijnych ma sobie tylko sprzyjającą delikatność i szorstkość, dostanie się gdzieś "pomiędzy", tam gdzie te obszary się przecinają, grozi utratą wszelkiej oczywistości, a w konsekwencji - cierpieniem. Schodząc z piedestału filozoficznych dywagacji, powiem, że owe outsiderstwo niewątpliwie znalazło odbicie w stylu mojej muzyki. I właśnie do tego wszystkiego odnosi się tytuł najnowszego albumu, jak również w większym lub mniejszym stopniu odnoszą się tytuły poszczególnych utworów. Zbyt osobiste, by mówić więcej. Reszta to muzyka.
Najogólniej mówiąc, tak jak w muzyce jazzowej dość mocno da się odczuć kult odtwórcy, instrumentalisty, tak i w muzyce poważnej mamy do czynienia z kultem kompozytora, pisarza. Oczywiście w mojej muzyce jest wciąż dużo improwizacji, a nawet gdzieniegdzie też free jazzu, sporo jest jednak jazzowego frazowania, bowiem mój język jest najbliższy temu właśnie stylowi. Bardziej skłoniłem się w stronę przemyślenia przebiegu utworu, starając się raczej wyrównać proporcje pomiędzy umiejętnością gry a tym, na czym kreujemy owe umiejętności, tzn. kompozycją. Krótko mówiąc, "The Hope For Tomorrow" pod względem użytych środków instrumentacyjnych, założeń improwizacji na bazie tematów (z małymi wyjątkami w postaci "Towards Freemom") czy z uwagi na przeważający stosunek improwizacji nad aranżacją - ma znacznie wyraźniejsze konotacje jazzowe.
Na pewno nie jestem zwolennikiem pisania na zamówienie, choć, jak wiadomo, niejedno arcydzieło powstało na zapotrzebowanie jakiejś instytucji czy klasztoru. Jednak jak jest potrzeba, by coś wymyślić lub usiąść wspólnie i coś nakreślić - mam pustkę w głowie.
Dodatkową ciekawostką są struny. Po wieloletnich próbach z różnymi rodzajami i markami strun, przy niezastąpionej pomocy Pani Nell Henglewskiej, zdecydowałem się na endorsement wspaniałych, szlifowanych strun o grubości .010" firmy Thomastik, które świetnie sprawdzają się w całym spektrum brzmieniowym. Fakt, że są szlifowane, dodaje przesterowanemu brzmieniu szlachetności. Brzmienie to traci ordynarność, a zyskuje poetyckie piękno. Niesamowity efekt!
Kolejna nowość to instrument, który wypatrzyłem w jednym z warszawskich sklepów muzycznych. Jest to Ovation VXT, gitara z niewielkim pudłem - a więc świetnie brzmiąca akustycznie - lecz bez wycięć w korpusie, co ułatwia granie przesterowane. Dodatkowo zamontowany przetwornik piezo i stereofoniczne wyjście pozwalają uzyskać akustyczne brzmienie. Tę linię podłączam do wzmacniacza AER Alpha Plus. Potencjometrem na gitarze balansuję pomiędzy akustykiem a wyjściem na dwa wzmacniacze, o których wspomniałem wcześniej. Gram więc na trzech brzmieniach, ustawiając proporcje w zależności od potrzeb i kreując swój własny sound.
Czytam całkiem sporo książek, choć niejeden kolega z mojej szkolnej ławki bardzo by się temu dziwił. W szkole byłem słabym uczniem - nie czytałem lektur, wolałem grać cały czas na gitarze. Do dziś nie lubię powieści. Odbieram je jako stratę czasu. Jak już się wezmę za jakąś powieść, to żałuję, choć czytam ją konsekwentnie do końca. W zasadzie lubię czytać tylko te książki, które dają mi czystą wiedzę o świecie, przy czym są to luźne zainteresowania krążące wokół kultury, psychologii, antropologii, filozofii, kiedyś religii, no i oczywiście dotyczące także sztuki. Przykładowo, ostatnio przeczytane książki to "Historia stroju", "Ameryka i Europa w nowym porządku świata" - ale nie czas, by wymieniać. Teraz czytam o Chinach, bo pojutrze tam lecę na jakiś czas. Bardzo cenię wszystkie książki Ericha Fromma i jego spostrzeżenia, zwłaszcza dotyczące destrukcyjnej natury człowieka, i jego dyskusje na ten temat z Konradem Lorenzem, autorem świetnej książki "Tak zwane zło".
Jeśli chodzi o materiały, to również w tym temacie nigdy nie byłem zapaleńcem. Do tego, czego nie dostałem na akademii, dochodziłem raczej intuicyjnie. Wiem na pewno, że obecnie dostępność jest znacznie lepsza niż kiedyś, zanim jeszcze zacząłem grać, ale nie wiem, czy to lepiej. Mianowicie jeden z moich profesorów wspominał o tym, jak kiedyś czekało się przy radyjku do chwili, aż będzie leciał konkretny utwór, by spisać kolejne dwa takty. Mówił, że taka nauka dawała najtrwalsze rezultaty. Uważam, że dziś, przy tak dobrej dostępności materiałów, problem leży raczej w inwencji ich twórczego wykorzystywania z pewnym polotem.
Sławomir Sobczak
Zdjęcia: Ania Lucid i Dominik Staniszewski