Janek Pentz
Wywiady
Janek Pentz

"Przede mną znajduje się jeszcze wiele przestrzeni czekających na odkrycie" - rozmawiamy z Jankiem Pentzem - młodym gitarzystą obracającym się w stylistyce fingerstyle, muzyce rockowej oraz klasycznej.

Wojciech Wytrążek
2018-05-08

Wojtek Wytrążek: Wybrałeś gitarę sam czy ktoś Ci w tym pomógł w jakiś sposób?

Janek Pentz: Zacząłem przygodę z tym instrumentem w sposób nietypowy – gdy w 2006 roku pobrałem pierwsze lekcje gitary niewiele wskazywało, by ta znajomość miała doczekać się takiej zażyłości. Nie znaczy to, że nie miałem drygu do grania! W tamtym czasie zafascynował mnie świat heavy metalu i to perkusja była głównym obiektem mojego zainteresowania. Jednakże przez cały czas tliła się we mnie chęć poznania jakiegoś instrumentu, który pozwalałby na ekspresję melodyczno-harmoniczną. Nim zdążyłem się spostrzec, tata zapisał mnie na gitarę: „spróbuj, może ci się spodoba”. Po niedługim czasie gitara pochłonęła mnie bez reszty i tak pozostało do dzisiaj. Moi pierwsi nauczyciele – Grzegorz Kowalewski, Aleksander Wilgos i Andrzej Olewiński – kładli duży nacisk na naukę gitary klasycznej. Jestem im za to bardzo wdzięczny i wciąż rozwijam się w tym kierunku.

Co ci dała szkoła, którą przeszedłeś na gitarze klasycznej?

Uważam, że kształcenie w zakresie gry na gitarze klasycznej pozwala na wieloaspektowy rozwój, tak naprawdę wykraczając poza sam fakt grania na instrumencie. Klasycy podchodzą do muzyki w sposób, który w dzisiejszych, pełnych pędu i wszechobecnego gwaru czasach nabiera pewnej elitarności. Jest to podejście pełne dbałości o dźwięk, wyraz, całokształt, szlachetność wykonania i kompozycji. Ważne jest rozwijanie wrażliwości i kultury muzycznej. Obcowanie z takim światem niezwykle wpływa na postrzeganie muzyki, jak i sztuki w ogólności. Jest to sprawa specyficzna i powiązana z rozwojem mentalnym, artystycznym. Przede mną znajduje się jeszcze wiele przestrzeni czekających na odkrycie. Mam duże szczęście, że trafiłem w tej podróży na prof. Ryszarda Bałauszko. Wciąż się uczę.

Jakie momenty w swoim dotychczasowym rozwoju muzycznym uważasz za najważniejsze?

Jako ludzie mamy pewne skłonności do mitologizacji naszych przeżyć i uczuć, tworzenia zamkniętych życiowych historii na wzór powieści. Myślę, że wielu z nas tak ma. W moim przypadku do rangi legendy urosła płyta „Brave New World” zespołu Iron Maiden – to album, który usłyszany po raz pierwszy pociągnął za sobą ciąg poważnych zmian. Jako mały chłopiec zacząłem wreszcie słuchać dobrej muzyki! Bez tego pewnie nigdy nie sięgnąłbym po instrument. Niewątpliwie wielki wpływ na mój muzyczny rozwój miały spotkania z kolejnymi nauczycielami. Spotykamy czasem opinie, że uczyć możemy się sami – nie mogę się z tym zgodzić! Już w starożytności ludzie mieli świadomość, że w nauce nie chodzi tylko o wiedzę, a kontakt z mistrzem inspiruje i czyni obiekt uczniowskiej pasji namacalnym. Spotkanie dwóch osób można porównać do zetknięcia się wszechświatów, co poszerza perspektywę jak nic innego. Na mojej muzycznej drodze spotkanie z niektórymi łączyło się też z bezpośrednim doświadczeniem – tak było, gdy otwierałem koncerty takich artystów, jak Tommy Emmanuel, Andy McKee, Luca Stricagnoli czy Marek Napiórkowski.

Jakich kompozytorów i wykonawców cenisz i za co?

Niezwykle ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie w sposób konkretny i jednoznaczny. Sądzę, że nasza osobowość, w tym również artystyczna, podlega nieustającej przemianie. O tym też opowiada mój utwór „Transformations”, do którego klip został niedawno opublikowany na kanale YouTube amerykańskiej wytwórni CandyRat Records. Zmieniają się nasze perspektywy, źródła inspiracji, można by powiedzieć za Heraklitem: panta rhei – wszystko płynie. Toteż w sposób pełny możemy określić to tylko, co kształtuje nas w chwili obecnej. W ostatnim czasie największy wpływ na moje postrzeganie instrumentu ma Mark Knopfler. Nie tylko znakomity gitarzysta, ale również wielki muzyk i kompozytor. Nie jestem do końca przekonany co do słuszności niektórych trendów, z którymi spotykamy się w dzisiejszym graniu. Wielu gitarzystów gna po gryfie, pisząc partie solowe głównie pod kątem techniki i zapominając o tym, że forma nie powinna przytłaczać treści naszej twórczości. U Knopflera liczy się muzyka, a gra na instrumencie służy całokształtowi utworu. Piękna sprawa. Bardzo cenię również twórczość Mariusza Dudy, zarówno w ramach Riverside, jak i Lunatic Soul. Eksploruje niezwykłe przestrzenie, odkrywając najgłębsze pokłady kreatywności i wrażliwości. Uwielbiam obcować z tą sztuką.

 

Zaznaczyłeś swoją obecność debiutanckim albumem „Heroic Dreams...”. Opowiedz proszę, jak nad nim pracowałeś.

Od samego początku postawiłem na granie tylko autorskich kompozycji, tak też było i tym razem. Materiał został zarejestrowany, zmiksowany i zmasterowany w Red Yeti Studio Tomka Korczaka pod Warszawą. Nagrywaliśmy gitary techniką mikrofonową, chcieliśmy uzyskać naturalne, ciepłe, na swój sposób intymne brzmienie instrumentów. Utwory, które znalazły się na płycie, to solowe kompozycje fingerstyle’owe – za każdym z nich kryje się pewna myśl, refleksja, historia, pod tym względem ta muzyka ma charakter opowieści, zwierzenia. Tytułowy „Heroic Dreams” jest apelem o podtrzymywanie świadomości, że nasza ludzka małość jest pozorna, gdyż w każdej chwili jesteśmy we wszechświecie, a wszechświat jest w nas. Stąd każdy czyn, jak skromny by nie był, przynosi określony skutek. Zawsze możemy coś zmienić. „The Moral Chaos Suite” opowiada o relacji między akceptacją i walką, zaś utwór „Stars” wiążę z fragmentem mojego wiersza: „Nadeszła noc/W milczeniu/ Odpłyną mgławice/Świt ogłosi nową gwiazdę”. W bonusie znajduje się ścieżka dźwiękowa do filmu „Lago de los Polacos” Darka Załuskiego, inspirowana surowością chilijskiej pustyni Atacama.

Na czym grasz?

Moje koncertowe gitary, których używam przy okazji solowej działalności, to dwa piękne instrumenty Baton Rouge Guitars X7C/ GACE Suzanna. Dla uzyskania przestrzennych efektów perkusyjnych i sprężystych basów zamontowałem w nich Fishmany Rare Earth Blend, pickupy magnetyczne z mikrofonami na szyjce. Sygnał z piezo MiSi i Fishmana miksuję razem we wzmacniaczu Rolanda celem otrzymania optymalnego brzmienia instrumentu. Okablowanie, z którego korzystam, pochodzi w całości od firmy KLOTZ AIS, mój ulubiony model to Titanium, świetnie sprawdza się na scenie i w studio. Struny zostały mi polecone przez Tommy’ego Emmanuela w czasie trwania jego polskiej trasy – to zestaw Martin SP Flexible Core 11-52.

Fingerstyle to ostatnio coraz bardziej pojemne pojęcie, ale czy perkusyjny sposób w jaki grasz to jeszcze ten styl, czy może już coś innego?

Rzeczywiście, od początków tej techniki grania ewoluowała ona niesamowicie. Zmieniają się rodzaje instrumentów, styl, inspiracje… Fingerstyle przypomina w pewnym sensie gitarową muzykę klasyczną z czasów jej rozkwitu. Wówczas gitarzyści dążyli do przełożenia na sześć strun muzyki, która z powodzeniem mogłaby zostać wykonana przez większe zespoły, a nawet orkiestry symfoniczne. Dawny fingerstyle czerpał garściami z country. Dzisiejszy przekłada na gitarę styl i fakturę charakterystyczne dla muzyki popularnej, rockowej, metalowej, jazzowej czy elektronicznej. Stąd też często spotykany perkusyjny sposób grania w fingerstyle. Myślę, że patrząc z tej perspektywy nie ma potrzeby wyodrębniać nowego stylu. Mianownik pozostaje ten sam: solowy gitarzysta akustyczny wykonujący instrumentalną muzykę zawierającą w sobie elementy otaczającego go muzycznego świata.

W jaki sposób ćwiczysz i rozwijasz technikę?

Mój program ćwiczeniowy oparty jest niemal całkowicie na instrumencie klasycznym. Sposób grania na gitarze akustycznej w otwartych strojach i z wykorzystaniem perkusyjnych uderzeń różni się zasadniczo od grania na gitarze klasycznej. Odnoszę wrażenie, że technika gry na gitarze akustycznej, którą praktykuję, jest efektem nie tyle ćwiczeń, co kreatywnego podejścia do możliwości tego instrumentu w oparciu o doskonałą bazę, którą oferuje technika klasyczna. To właśnie przy klasycznym instrumencie, jego wrażliwości i dużych wymaganiach możemy kształcić dźwięk, pozycję, sprawność, słowem - różnorodne i fundamentalne zagadnienia techniczne. Nie uważam się za wyjątkowo sprawnego technicznie gitarzystę. Mam świadomość, że przede mną jeszcze wiele pracy.

 

Co jest dla Ciebie najważniejsze w muzyce?

Nazywam to relacją między nadawcą i odbiorcą artystycznej wiadomości. Muzyka to akt, który będzie pozostawał niepełny, jeśli nie dotknie istoty artystycznej ekspresji. Często po koncercie pytam sam siebie, czy udało mi się wyrazić na tyle głęboko i intensywnie, by słuchacze nie przyjęli treści powierzchownie, lecz odnaleźli muzykę głęboko w sobie i wynieśli ją z sali, zabrali to coś ze sobą, by następnie – w formie uśmiechu, dobrego słowa, cierpliwości, wyrozumiałości czy pogody ducha – przekazać to swoim bliskim czy też innym osobom, z którymi się zetkną. Rozumiem to jako swego rodzaju sens muzyki, podstawę jej bytu.

Nad czym pracujesz obecnie i jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

W chwili obecnej zajmuję się promocją klipu do „Transformations” dla CandyRat Records. Niedługo pojawi się nowy film Darka Załuskiego, do którego skomponowałem muzykę – będzie emitowany na kanale Planete+. Kwiecień przyniesie targi Musikmesse we Frankfurcie nad Menem, gdzie pojawię się, również muzycznie, na standach Baton Rouge Guitars. W międzyczasie rozwijam nowe projekty. Cały czas występuję w różnych miastach naszego kraju. Patrząc dalej wprzód, czekają studia... Dzieje się sporo, na nudę narzekać nie mogę! Zapraszam do śledzenia informacji o mojej działalności na Facebooku!

Co jest Twoim największym muzycznym marzeniem?

Grać tak długo, jak to możliwe. I to tak, by przestrzeń dookoła czynić wciąż odrobinę piękniejszą.

Zdjęcia: Mirosław Kliński (kolor) i Seweryn Sołtys (czarno-białe)