Wywiady
Piotr Lekki

Od marzyciela i fana ciężkiego rocka, do gitarzysty i producenta muzycznego, który wyprodukował album nominowany do Fryderyka. Mr. Lekki może dzisiaj powiedzieć, że warto wierzyć we własne marzenia.

2017-09-20

Dzielił scenę nie tylko z najlepszymi rodzimymi gitarzystami, ale także z tuzami światowej gitary, a sceny były to nie lada. Zapraszamy na wywiad z Piotrem Lekkim, gitarową podporą zespołu 1One i duetu PiS (nie mylić z pewną organizacją polityczną).

Logo
Nie da się nie zacząć od pytania, skąd się wzięła u ciebie gitarowa pasja? Rodzina, czy przyjaciele? A może MTV?


Logo
Początek, to szkoła podstawowa i koledzy, których starsi bracia na swoich szpulowcach mieli nagrane zespoły, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Usłyszałem kilka rzeczy, które były dla mnie bardzo intrygujące, Led Zeppelin, Deep Purple, Black Sabbath i zaraz później całą New Wave of British Heavy Metal. Najbardziej wyjątkowe okazało się dla mnie jednak "Metal Heart" grupy Accept, z solem gitarowym Wolfa Hoffmanna, opartym na temacie "Dla Elizy" Ludwika van Beethovena. Przepadłem! Wtedy pojawiła się myśl, że może i ja bym spróbował. Pierwsze próby przeprowadzałem grając na rakiecie do tenisa, ponieważ w tamtym czasie byłem zapalonym tenisistą z perspektywami i każdą wolną godzinę spędzałem na korcie, który znajdował się po drugiej stronie ulicy. Z dnia na dzień rzuciłem tenisa dla gitary i to jej zacząłem poświęcać swój cały wolny czas. Miałem wtedy o kilka lat starszego ode mnie sąsiada (pozdrawiam Grześ), który otworzył przede mną ten cały bogaty świat. Dzięki niemu poznałem całą twórczość Accept, Saxon, Def Leppard, a później usłyszałem "Master of Puppets" Metalliki. Potem do tego doszła fascynacja bluesem. Mój pierwszy koncert, to był Dżem w małej remizie, nieopodal Bochni. To było magiczne, prawdziwe i wyjątkowe doznanie. Nie marzyłem wtedy nawet, że po latach będzie mi dane grać z Jurkiem Styczyńskim na jednej scenie.


Logo
Twój pierwszy instrument to...


Logo
Pożyczona radziecka gitara klasyczna z nylonowymi strunami. Łatwo nie było, ale można było z niej wydobyć dźwięki, więc był jakiś start. Później tata przywiózł mi podobną ze Związku Radzieckiego i miałem w końcu swoją pierwszą, wymarzoną. Następny był już elektryczny, trochę tuningowany Defil Aster (miałem ich kilka w tamtym czasie), aż po rodzinnych wczasach w NRD dorobiłem się akustycznej Musimy. Krok po kroku byłem coraz dalej, i w technice gry, i w jakości sprzętu. Przeszły mi przez ręce Kosmosy, Jolany i inne wynalazki, aż po ciężkiej walce - bo były to na tamte czasy wielkie koszty - stałem się właścicielem japońskiego Squiera. To była piękna gitara! Cały czas jest w rękach mojego kolegi w Bochni, ale łobuz nie chce mi jej odsprzedać (śmiech).

Potem stałem się posiadaczem Washburna, którego odkupiłem od Łukasza Targosza, gitarzysty dzisiaj znanego przede wszystkim z muzyki którą pisze do TVNowskich seriali. To była nowoczesna gitara, z Floyd Ros-em, co dawało mi nowe możliwości. Mam ją do dzisiaj i chyba zostanie już ze mną na zawsze. Grałem na niej przez kilka lat w grupie Obcy, aż do momentu, kiedy trochę zmieniły mi się priorytety i na kilka lat gitara zeszła na drugi plan, żeby potem wrócić ze zdwojoną siłą. Wedy też zaczęło się gromadzenie instrumentów, które trwa do tej pory. Niemały wpływ na to ma moja żona, Ela.



Logo
Jak dalej potoczyły się losy twojego grania?


Logo
Po różnych epizodach które przeszedłem z lokalnymi bluesowymi czy metalowymi zespołami, na początku lat 90. Mirek Szpilka - gitarzysta, który wcześniej współtworzył z Markiem Piekarczykiem zespół Balls Power, niedługo po rozwiązaniu owego, postanowił stworzyć nowy skład i zrobił to ze mną. Nazwaliśmy go Obcy. Za bębnami usiadł Wojtek Feć, z którym gramy teraz w grupie Evening Standard, na basie grał z nami Piotrek Żaczek, który już wtedy był gigantem i bardzo wiele się od niego nauczyłem, a po dłuższym poszukiwaniu wokalisty dokooptował do nas Janusz Radek, który w tamtym czasie doskonale odnajdywał się w rockowej konwencji. Zagraliśmy przez kilka lat wiele koncertów w kraju i za granicą. O włos nie podpisaliśmy wtedy kontraktu z Izabelinem i gdyby doszło to do skutku, Obcy pewnie istniał by do dzisiaj. W tamtym czasie już wiedziałem, że to kocham i moje życie nie może wyglądać inaczej. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Przed Obcym miałem band który nazywał się MofM (rozwinięcie skrótu nie przeszło przez gardło redaktorowi RMF który reklamował nasz koncert na antenie radia… Muzyka którą graliśmy wywodziła się z thrash metalu, a w repertuarze mieliśmy wiele utworów Metalliki. Wokalistą był wtedy mój dobry kumpel Sierściu (Robert Mastalerz, obecnie wokalista grupy 4szmery), z którym, jak się później okazało moje drogi miały się jeszcze zejść w akustycznym projekcie o równie kontrowersyjnej nazwie PiS.


Logo
Masz też w swojej biografii ważny element produkcyjny, włącznie z nominacją do Fryderyka.


Logo
Tak, to była fajna przygoda, która zakończyła się nominacją do Fryderyka. Poprzez naszego wspólnego znajomego zaprzyjaźniłem się z Jackiem Tokarczykiem z Agressivy 69. Z Jackiem zawsze mieliśmy nić porozumienia więc pewnego dnia, jak okazało się, że zespół ma nagrać płytę z piosenkami Republiki dla Metal Mind Production, zapadła decyzja, że zrobią to ze mną. Chłopaki mieli koncepcję, żeby płyta ta była mniej industrialna, a bardziej rockowa, więc koniec końców byłem dobrym kandydatem żeby nad tym popracować. To była dobra zabawa. Doświadczony zespół, który wie, o co mu chodzi, ale ma otwarte głowy na nieco inne podejście niż dotychczas. Miałem swoje problemy podczas pracy nad tą płytą, bo dopadło mnie uciążliwe zapalenie trąbek słuchowych, ale bardzo mile wspominam tę współpracę.

Z ciekawszych rzeczy, nad którymi pracowałem w studio była sesja z deathmetalowym Stillborn. Zrobiłem z nimi dwie płyty, ale druga z nich zatytułowana "Los Asesinos del Sur" odbiła się dużym echem na świecie i nawet w naszym rodzimym Metal Hammerze otrzymałem pod swoim adresem kilka komplementów. Napisano tam: "Słowa uznania należą się panu Piotrowi Lekkiemu, który zrealizował i zmiksował album, za odwagę i podjęcie ryzyka nagrania albumu pozbawionego przesadnej cyfrowej obróbki i taniego komputerowego badziewia. Szorstkie i treściwe brzmienie nadało całości charakteru i sprawiło, że kontakt z nią potrafi zadawać piekące rany." Kolejną fajną przygodą była współpraca z Pawłem Mąciwodą- Jastrzębskim, obecnym basistą grupy Scorpions. Nagrałem dla niego materiał, który grał ze swoją grupą Stirwater podczas koncertu w jednym z krakowskich klubów. Potem zrobiłem dla niego wstępny miks i spodobała mu się moja praca. Nagrałem dla niego kilka partii gitarowych i zaproponował mi, żebym zagrał w jego zespole. Zagraliśmy razem kilka koncertów i powstał bardzo fajny materiał, ale niestety drogi Pawła i wokalisty Efrema Wildera rozeszły się, a materiał nigdy nie został opublikowany. Paweł to bardzo otwarty i fajny człowiek i bardzo mile wspominam nasz wspólny czas.

O moich studyjnych przygodach mógłbym mówić godzinami, ale na koniec wspomnę o płycie którą zrobiłem dla basisty Bartka Szweda pod tytułem "Progresive Life". To materiał na którym pojawiło się wielu gości, m.in. wspomniany Paweł Mąciwoda, amerykański wokalista Efrem Wilder, Andrzej Nowak z TSA, Jacek Dewódzki i wielu innych doskonałych muzyków, i różnorodność tych osobowości nadała tej pracy wyjątkowości. Żałuję, że płyta nie została odpowiednio zauważona, bo warta jest tego z pewnością.



Logo
Przejdźmy więc do twoich brzmień. Poza Wolfem Hoffmannem były też zapewne inne inspiracje. Co szczególnego słyszysz w brzmieniu swoich dawnych idoli?


Logo
Moim przekleństwem w pewnym sensie jest to, że lubię bardzo skrajne gatunki muzyki, lubię wszystko. Odkąd pierwszy raz zobaczyłem u Ozziego Osbourne’a młodego gitarzystę Zakka Wylde, zafascynowałem się jego osobą. Po tym jak nagrał album Pride & Glory wiedziałem, że ta miłość nie zardzewieje. Kocham Zakka do dzisiaj i nawet było mi dane na jednej z tras Black Label Society otwierać wraz z grupą 1One jego polskie koncerty. Posiadam w swojej dosyć bogatej kolekcji efektów gitarowych, kilka efektów sygnowanych nazwiskiem Zakka, ale moim ulubionym urządzeniem jest Rotovibe Dunlopa, z którego on korzysta. Innym z moich idoli jest Pat Metheny. Muzykę Pata poznałem na początku szkoły średniej i mam na półce chyba wszystkie jego płyty, a to bardzo bogaty dorobek. Jego niegitarowe podejście do gitary jest fascynujące. Okrągłe brzmienie, bez wyrazistego ataku jest tak rozpoznawalne, że po pierwszym dźwięku jestem w stanie rozpoznać kiedy gra Pat. Geniusz naszych czasów, który na koncertach jeszcze dosadniej udowadnia swoją wielkość. Od niedawna Pat jest użytkownikiem Kempera, co było dla mnie oczywistą rekomendacją tego urządzenia. Pat może grać na wszystkim cokolwiek istnieje na świecie, a wybrał Kempera. Słyszałem jak brzmiał na nim na żywo i dlatego też sam zdecydowałem się na zakup tego urządzenia.

Bardzo lubię talent Richie Kotzena. Doskonały gitarzysta, wokalista i klawiszowiec ale przede wszystkim czujny muzyk i kompozytor. Widziałem go kilkakrotnie na żywo i to co robi na koncertach potwierdza jego wielki talent. U niego imponuje mi jego minimalistyczne podejście do strony technologicznej. Ostatnio widziałem go jak grał na klasycznym wzmacniaczu Marshalla lub Fendera (zamiennie na różnych koncertach), na jednej gitarze Fender, a od kilku lat zrezygnował z grania piórkiem i wszystkie dźwięki wydobywa palcami prawej ręki. Pod jego wpływem dosyć dużo czasu ostatnio poświęcam na ćwiczeniu rozległych układów legato, niestety jest to dla mnie dosyć trudne przy moich "dziecięcych" krótkich palcach lewej ręki.


Logo
Jak podchodzisz do brzmienia swoich instrumentów, bardziej, jak producent, czy jak gitarzysta?


Logo
Trudno mi do końca odpowiedzieć na to pytanie. Chyba jednak przede wszystkim jestem gitarzystą i przez ten pryzmat patrzę na nagrywanie tego instrumentu, co czasem wcale nie jest dobre. Wiem, co lubię i staram się szukać takiego charakteru brzmienia, które mnie zadowoli jako gitarzystę, a nie zawsze to jest dobre dla całokształtu brzmienia utworu, dlatego często posiłkuję się pomocnymi uszami moich kolegów, z którymi współpracuję w studiu, co pozwala mi odzyskać grunt pod nogami w sytuacjach, kiedy mam wątpliwości. Łatwiej mi jest w tej kwestii, kiedy nagrywam kogoś, a nie siebie. Jednym z przywilejów naszych czasów jest to, że mogę sam siebie nagrywać, ale jest to również przekleństwo bycia na raz muzykiem i realizatorem. Staram się tego unikać. Cudem techniki jest wspomniany powyżej Kemper, który otwiera przed nami nieosiągalne do tej pory możliwości brzmieniowe i produkcyjne. Możliwość nagrywania osobno efektów, wyboru symulacji paczek gitarowych i wzmacniaczy po doskonałe możliwości reampingu, aż się chce nagrywać gitary. Argumentem przetargowym w decyzji zakupu Kempera była recenzja Piotrka Łukaszewskiego, który polecał mi bardzo to urządzenie. Kemper doskonale sprawdza mi się również na żywo i to w każdym ze składów, nawet podczas koncertów akustycznych.


Logo
To pomówmy teraz nieco o twoim arsenale, jakich wioseł używasz i do jakich sytuacji? Sporo grasz akustycznych koncertów, więc pewnie tej kwestii też poświęcisz nieco czasu.


Logo
Jestem w dużej mierze olschoolowcem i dlatego lubię stare konstrukcje. Jestem wielkim fanem Gibsona Flying V. Mam dwie sztuki, czarną i białą i to jest spuścizna mojej miłości do Wolfa Hoffmanna. To trudne, szorstkie i niewymuskane gitary i chyba dlatego też je bardzo lubię, za ten charakter i za to właśnie, że nie są łatwe. Korzystam z nich podczas koncertów z 1One, bo dobrze sprawdzają się w hard rockowo-metalowym brzmieniu. Gdy gram w blues- -rockowym zespole Evening Standard bazuję przede wszystkim na customowym, japońskim Fenderze Telecasterze, sygnaturze Richie Kotzena. Piękna i wspaniale brzmiąca gitara. Gdy gram akustyczne koncerty, to już popuszczam wodze fantazji co do wyboru instrumentu.

Moja główna gitara to Martin dreadnought DC-16, ciemna w brzmieniu, bardzo charakterna i moja ulubiona. Grywam też na gitarze Ovation z lat 70., która relatywnie niedawno wpadła mi w ręce poprzez zaprzyjaźnionego lutnika i świetnego gitarzystę jazzowego Roberta Cichonia. Ta znajomość jest niebezpieczna, bo, obawiam się, że jeszcze wiele gitar od Roberta trafi do mnie. Często grywam także na 12 strunowym Furchu, Godinie ACS z nylonowymi strunami czy Martinie backpackerze. Konwencja duetu akustycznego, czyli wspomnianego powyżej PiS daje mi w wyborze gitary akustycznej wielkie możliwości, co bardzo lubię.

Bardzo duże wsparcie mam w mojej żonie, Eli. Wiele z gitar które posiadam, zawdzięczam jej "męskim decyzjom" (śmiech). Tam, gdzie ja mam wątpliwości, czy mogę wydać kolejne pieniądze na instrument, ona podejmuje decyzje za mnie i dokonuje transakcji. Ostatnio niebezpiecznie weszła w porozumienie ze wspomnianym lutnikem, Robertem, co już skutkuje kolejnymi zakupami i czekam właśnie na pięknego Gretscha Clippera z lat 70. Koledzy nie wierzą, że żona kupuje mi gitary, a ona oprócz tego jeździ ze mną na koncerty i nawet pomaga mi je organizować. Taki wybryk natury. (śmiech)



Logo
Wróćmy na chwilę do twojej gitarowej kariery i granych koncertów. Jest co najmniej kilku, a może nawet kilkunastu ważnych gości, z którymi dzieliłeś scenę. Opowiedz o nich.


Logo
Zdarzyło mi się otwierać koncerty moich ulubieńców, z czego jestem bardzo dumny. Z PiS dane mi było otwierać akustyczny koncert Richie Kotzena, Kipa Wingera czy zagrać kilka utworów z wokalistą bardzo popularnego teraz The Dead Daisies, Johnem Corabim, na jego solowej akustycznej trasie. Z 1One miałem wielką przyjemność supportować Zakka Wylde i jego BLS, jak już wspomniałem wcześniej. Obecnie zagraliśmy już kilkanaście koncertów w całej Polsce z legendarnym TSA, graliśmy na Metal Hammer Festiwal gdzie gwiazdą był Dream Theater, graliśmy też na Impact Festival przed zespołami Gojira i Slipknot. Z Evening Standard zdarza się nam gościć w naszych szeregach Jurka Styczyńskiego z Dżemu czy Sebastiana Riedla z Cree.

Największym chyba wydarzeniem w moim muzycznym życiu była możliwość zagrania z gigantem gitary Paulem Gilbertem, który dzięki staraniom menadżera 1One, Sławka Malickiego, zagrał z nami koncert w ramach cyklu Bochnia Rocks. Grałem również z pochodzącym Z Los Angeles perkusistą Jeffem Bowdersem, który gościnnie udzielał się w 1One, a na koncie ma współprace z Gilbertem, Satrianim, Kotzenem ale i Shakirą, a obecnie gra w projekcje G4 z powyższymi tuzami. Od czasów grupy Obcy przyjaźnie się z Jackiem Królikiem, którego bardzo szanuję jako człowieka i muzyka. Wielkim zaszczytem dla mnie było zagrać z nim i z Gigantami Gitary podczas koncertu, który zagrali w moim mieście. To było dla mnie wielkie przeżycie, Jacuś to prawdziwy gigant!



Logo
Do tego masz za sobą kilka koncertów w Los Angeles, w tym w kultowych miejscach. Jak tam trafiłeś?


Logo
Tak, dwukrotnie odwiedziłem Stany Zjednoczone z grupą 1One. Pierwszy raz w 2014 roku, w grudniu graliśmy 3 koncerty w trzech zacnych miejscach. To była szybka i bardzo męcząca, ale niezapomniana trasa. Miałem wtedy wielki zaszczyt zagrać w legendarnym klubie Whisky a GoGo, na scenie, na której grali wszyscy moi najwięksi idole. Jakby symboliczne było to, że spotkałem tam gitarzystę The Doors, Robbie Kriegera i mogłem sprawdzić czy jest prawdziwy. Wtedy graliśmy również w Las Vegas i sławnej Ramonie, koło San Diego gdzie dzieliliśmy scenę z Gregiem Howe i Nili Brosh. Równy rok później znowu dane mi było zagrać w Whisky a GoGo i to na dwa dni przed 70 urodzinami Lemmyego. Jak zobaczyłem na Facebooku, że na scenie, na której grałem, stoją Billy Idol, Slash, Duff McKagan, Scott Ian i cała masa innych moich ulubieńców, a ja leżę w hotelu 5 km od tego miejsca, to ciężko mi było zasnąć, ale wczesnym rankiem miałem samolot do Polski.

Graliśmy też w małym, ale klimatycznym klubie Skinny’s w północnym Hollywood. Miałem wtedy już kilka wolnych dni na to, żeby pozwiedzać Los Angeles. Udało mi się wziąć udział w koncercie charytatywnym, na którym koledzy zbierali fundusze na ciężko chorego Tony McAlpine’a. Dołożyłem swoją cegiełkę na ten szczytny cel i miałem okazję zobaczyć na scenie teatru Wiltern wielu moich idoli na raz. Zagrali tam John5, Zakk Wylde, Mike Portnoy, Derek Sherinian, Billy Sheehan, Steve Vai, Paul Gilbert, Tom Morello i Nuno Bettencourt, a wieczór prowadził Eddie Trunk. Nie zapomnę tego wydarzenia do końca życia. Dzień przed koncertem spotkałem na ulicy i zamieniłem kilka słów z Mikiem Portnoy’em! Amerykański sen.



Logo
Powiedz, co planujesz, muzycznie, na najbliższe miesiące?


Logo
Z 1One kontynuujemy trasę z TSA po Polsce. Jest plan, by w przyszłym roku znowu odwiedzić Stany. Z Evening Standard pracujemy nad swoim autorskim materiałem. Wraz z Robertem, basistą Evening Standard, rozwijamy infrastrukturę studia i otwierają się coraz większe możliwości jeżeli chodzi o nagrania i produkcję. Mamy możliwość nagrywania na tzw. "setkę", czego nie miałem do tej pory, więc kłębi się w głowie coraz więcej pomysłów. Z Sierściem, w ramach PiS, cały czas czynnie koncertujemy i powoli pracujemy nad własnymi piosenkami, więc nie ma czasu się nudzić. Mój kumpel, Marcin Furmański, znany ze współpracy z Gigantami Gitary pracuje nad swoimi piosenkami, w czym staram się mu pomagać, a kroi się fajny materiał. Jeszcze, hobbystycznie, wraz z przyjaciółmi organizujemy koncerty Bochnia Rocks!, ale to temat na osobny, obszerny artykuł. To tylko kilka z rzeczy, które przede mną, a z pewnością czeka mnie jeszcze wiele niespodzianek.


Logo
Czy masz jakieś przesłanie dla gitarowej młodzieży? Jak realizować swoje muzyczne marzenia?


Logo
Kochać to, co robicie. Bez tej miłości nic nie wyjdzie. Spotykam sfrustrowanych młodych muzyków, którzy założyli sobie, że zrobią karierę, nagrali materiał, ale coś poszło nie tak, nie są pożądani i zauważani. Teraz są zgorzkniali i pełni wątpliwości co do słuszności tej swojej miłości do muzyki. Sprawę należy potraktować odwrotnie. Kochać to co się robi i robić swoje, ale nie oczekiwać nic w zamian, a w nagrodę muzyka się odpłaci. Ja jestem najlepszym przykładem na słuszność tego podejścia. Bardzo istotne w tym wszystkim jest wsparcie rodziny, bo przeszliśmy razem przez różne czasy. Dzięki Ela, Helena, Marianna i Leszek!


SPRZĘTOLOGIA
• Gitary: Gibson Flying V 67 black 2007 (Gibson Dirtyfingers/496R), Gibson Flying V 67 ivory 2005 (Seymour Duncan SH4/SH2), Fender Telecaster custom Richie Kotzen (DiMarzio DP384 Chopper T/DP173Twang King), Epiphone Les Paul custom Zakk Wylde Camo (EMG 81/85), Epiphone Les Paul custom Zakk Wylde Bull Eye (Gibson PAF classic 57plus /Seymour Duncan Antiquity), Squier Stratocaster Korea 1993, Washburn MG42, Epi PeeWee V, Godin ACS Koa + syntezator gitarowy Roland GR-55, Martin DC-16 GTE, Ovation 1112-4, Furch 12 strunowa, Martin Backpacker, Fender Dobro, Epiphone Hummingbird.
• Wzmacniacze: Kemper Profiler Power Rack, Orange Tiny Terror, Fender VibroLux, AER compact 60, paczki Marshall 1936 i Orange P112.
• Efekty: Wylde Wah, Dunlop Rotovibe, Root Vintage Drive, TCElectronic Hall of Fame, Vox Time Machine, MXR Custom Audio Electronics Boost/Overdrive, Ibanez Turbo Tube Screamer TS9DX (z modem), MXR Wylde OD, MXR Black Label Chorus, Xotic Robotalk, Electro Harmonix Hot Tubes, Danelectro Talk Box, Electro Harmonix Small Stone, Boss Flanger BF-2, Marshall Guv'nor, Boss PSM-5, Boss DD-7, Boss Equalizer GE-7, a także Fishman Aura DI, Boss Looper RC-20XL.
• Struny: Ernie Ball 10-52 (w Gibsonach Flying V i Epi Camo), D’Addario NYXL 10-46 (w Tele Richie Kotzen), Ernie Ball 10-46 (w Epi Bull Eye), Ernie Ball 11-52 (w gitarach akustycznych).
• Inne: kostki Dunlop Ultex 1.0, kable Monster, E-Bow.

Fot: Michał Korta, Robert Wilk i Dave Mason