Steven Wilson - 08.04.2015 - Łódź

Relacje

Chyba każdy się ze mną zgodzi, że Steven Wilson to stały bywalec naszego kraju, bowiem mało który muzyk odwiedza Polskę z taką częstotliwością jak on.

Ponadto w Polsce ma liczne grono fanów, które tłumnie pojawia się na jego koncertach. W ramach trasy promującej "Hand. Cannot. Erase.", muzyk wraz z zespołem wystąpił w Krakowie, a dzień później w Łodzi.

Występy Stevena Wilsona urosły do rangi audiowizualnego spektaklu, który jest bardzo uzasadniony w przypadku nowego albumu. Wyświetlane filmy i animacje (poruszające wręcz w utworze "Routine") wraz z muzyką stanowiły integralną całość. Do tego stopnia, że momentami większą uwagę skupiałem na wizualizacjach, niż muzyce i na odwrót. Dochodzę do wniosku, że brak materiałów filmowych w odniesieniu do konceptu i historii zawartych na "Hand. Cannot. Erase.", pozostawiłby lekki niedosyt. Pełne rozmachu, czasochłonne i kosztowne przedsięwzięcie, zrealizowane zgodnie z zamysłem Wilsona, nie poszło na marne.

Koncert rozpoczął Adam Holzman, od klawiszowego "First Regret", po którym na scenie pojawili się pozostali muzycy, a jako ostatni Steven Wilson, na którego widok publiczność oszalała. Dokończyli utworem "First Regret", kontynuując następnie set zgodnie z tracklistą. Przyznać muszę, że nowy repertuar na żywo sprawdza się wyśmienicie. Jako że na tegorocznej trasie promowane jest najnowsze dzieło Wilsona, usłyszeliśmy prawie cały album w kolejności, jak na albumie wraz z przeplatającymi set utworami z pozostałych dokonań artysty. "Perfect Life", "Lazarus", czy wręcz monstrualny "Harmony Korine" wraz z powrotem do "Ravena" na bis, były moimi faworytami. Jednak najbardziej oczekiwałem ulubionego utworu z "Hand. Cannot. Erase." i się doczekałem. "Ancestral" to najdłuższa, rozbudowana i klimatyczna kompozycja, która na żywo jeszcze bardziej powala na kolana, a w szczególności solówki giganta Guthrie Govana.

Na chwilę po inaugurującym bis "Temporal", zgodnie z tradycją poprzedniej trasy, osunięto prześwitującą tkaninę, służącą za ekran, na której wyświetlono wideo wprowadzające do kapitalnie zagranego "The Watchmaker". Nostalgicznym powrotem do twórczości Porcupine Tree był "Sleep Together", po którym przyszedł czas na wisienkę na torcie, "The Raven That Refused to Sing". Fani poprzedniego albumu Wilsona z pewnością czuli niedosyt, jednak tak potężny bis choć trochę zaspokoił ich głód.

Czas spędzony z tak wybitnymi artystami to prawdziwa uczta muzyczna, a w szczególności dla wielbicieli najnowszego krążka Wilsona, bowiem został odegrany niemal w całości (z wyjątkiem "Transience", który nota bene z chęcią bym usłyszał na żywo). Dlaczego takie chwile nie trwają wiecznie...

Setlista:
First Regret
3 Years Older
Hand Cannot Erase
Perfect Life
Routine
Index
Home Invasion
Regret #9
Lazarus (Porcupine Tree)
Harmony Korine
Ancestral
Happy Returns
Ascendant Here On...
Bis:
Temporal (Bass Communion)
The Watchmaker
Sleep Together (Porcupine Tree)
The Raven That Refused to Sing

Tekst: Wojciech Margula