HARLEY BENTON FUSION IV HH FR

Rodzaj sprzętu: Gitara elektryczna

Pozostałe testy marki HARLEY BENTON
Testy
2026-05-18
HARLEY BENTON - FUSION IV HH FR

Harley Benton od dawna funkcjonuje w osobliwej przestrzeni pomiędzy „za tanie, żeby było prawdziwe” a „kurczę, to naprawdę działa”. Marka Thomanna przez lata przyzwyczaiła nas do gitar, które potrafią zawstydzić metką droższych konkurentów, choć czasem wymagają od użytkownika odrobiny cierpliwości, śrubokręta i zdrowego dystansu do fabrycznych ustawień. Fusion IV HH FR wpisuje się dokładnie w ten schemat, ale robi to z rozmachem: ma wygląd nowoczesnego superstrata, mostek Floyd Rose, prażony klon, stalowe progi, dziesięć kombinacji przetworników i cenę, która brzmi tak, jakby ktoś w dziale księgowości przegapił kilka pozycji.

To instrument wyraźnie projektowany dla gitarzysty, który chce szybko, wygodnie i bez większych kompleksów wejść w rejony shredowe, hardrockowe i metalowe, ale niekoniecznie chce zaczynać rozmowę z bankiem. Korpus wykonano z nyatohu i przykryto klonowym fornirem, a całość wykończono w połyskującym White Metallic Gloss. Na papierze brzmi to efektownie, ale najważniejsze jest to, że gitara faktycznie wygląda bardziej „premium”, niż sugerowałaby jej cena. Czarny osprzęt, ciemna podstrunnica z palisandru i prażony klon gryfu robią swoje. Nie jest to może butikowa robota z lupą zegarmistrza w tle, ale pierwsze wrażenie jest bardzo dobre.

Korpus ma podcięcie pod przedramię, wyprofilowanie od strony brzucha i wygodnie rzeźbione dojście do wyższych pozycji. To niby standard w tej klasie nowoczesnych S-style’i, ale w praktyce bardzo szybko decyduje o tym, czy gitara zachęca do grania, czy tylko do oglądania. Fusion IV HH FR należy do tej pierwszej grupy. Siedzi dobrze na kolanie, nie walczy z ręką, nie sprawia wrażenia instrumentu, w którym forma próbuje udawać ergonomię.



Gryf z prażonego kanadyjskiego klonu ma profil modern C. Nie jest ekstremalnie cienki w stylu najbardziej wyścigowych Ibanezów, ale właśnie dlatego może spodobać się szerszej grupie gitarzystów. Daje poczucie szybkości, lecz nie znika całkowicie w dłoni. Podstrunnica ma zmienny radius od 12 do 16 cali, więc akordy w niższych pozycjach pozostają wygodne, a wyżej gitara naturalnie zaprasza do bendów, legata i szybszych przebiegów. Do tego dochodzą 22 progi ze stali nierdzewnej w rozmiarze medium jumbo. W tej cenie to nadal robi wrażenie, bo stalowe progi nie są już egzotyką, ale w budżetowych gitarach wciąż potrafią być argumentem, który zmienia optykę całego instrumentu.

Egzemplarz testowy wymagał korekty akcji strun. Fabrycznie była ustawiona nieco za wysoko, szczególnie jak na gitarę, która aż prosi się o szybkie granie w wyższych rejestrach. Nie jest to dramat, raczej typowa historia z instrumentami w tym przedziale cenowym: gitara przychodzi gotowa do grania, ale dopiero po podstawowym setupie pokazuje, co naprawdę potrafi. Dobra wiadomość jest taka, że sama baza wydaje się bardzo solidna. Progi są równe, krawędzie nie kaleczą dłoni, satynowe wykończenie gryfu pozwala swobodnie przesuwać rękę, a całość nie sprawia wrażenia kompromisu skleconego z ładnych haseł.

Najbardziej charakterystycznym elementem modelu HH FR jest oczywiście Floyd Rose. Harley Benton zastosował tu mostek Floyd Rose FRT 1000 Original z blokowanym siodełkiem. Stabilność stroju już po wyjęciu z pudełka oceniono bardzo dobrze. Przy normalnym użyciu wajchy – podciągnięciach, opuszczeniach, lekkich flutterach – instrument zachowuje się przewidywalnie. Przy bardziej ekstremalnym katowaniu w stylu Dimebaga strojenie potrafi lekko odpłynąć, ale nie w sposób, który dyskwalifikowałby gitarę. Raczej przypomina, że Floyd Rose jest przyjacielem muzyka cierpliwego, a nie kogoś, kto chciałby zmieniać struny pięć minut przed próbą.



Elektronika jest tu jednocześnie największą obietnicą i najbardziej dyskusyjnym elementem. Fusion IV HH FR ma dwa humbuckery Tesla Opus Alnico V, klasyczny pięciopozycyjny przełącznik oraz dodatkowy mini switch, nazwany „alter switch”. W teorii daje to dziesięć konfiguracji brzmieniowych, czyli sporo jak na gitarę z układem HH. W praktyce nie wszystkie są równie przydatne.

Podstawowe ustawienia wypadają dobrze. Mostkowy humbucker daje mięsisty, środkowy atak, którego oczekujemy od nowoczesnej gitary do rocka i metalu. Jest odpowiednia dawka kompresji, sustainu i zwartego dołu, więc riffy mają czym oddychać. Środkowe pozycje pozwalają uzyskać bardziej rozrzedzone, częściowo rozsplitowane barwy, a gryfowy humbucker idzie w stronę cieplejszego, pełniejszego tonu, który przy większym gainie nadal zachowuje czytelność. To nie są przetworniki z najwyższej półki, ale w podstawowym trybie robią robotę i pasują do charakteru instrumentu.

Problem zaczyna się tam, gdzie gitara chce być sprytniejsza od samej siebie. „Alter switch” ma dostarczyć dodatkowych wariantów inspirowanych rozwiązaniami typu Power Tap – z brzmieniem pomiędzy singlem a humbuckerem, z zachowaniem części masy na dole i większą sprężystością w ataku. Część tych ustawień rzeczywiście poszerza paletę, ale część brzmi mniej przekonująco: zbyt ostro w górze, zbyt cienko albo zbyt podobnie do konfiguracji, które już mamy pod ręką. Przy przesterze niektóre pozycje potrafią zrobić się szkliste i nieprzyjemnie kłujące, zwłaszcza wyżej na gryfie. Na czystym kanale da się z nich wydobyć więcej sprężystości i quasi-singlowego charakteru, ale nadal nie każda kombinacja wydaje się czymś, po co będzie się sięgać regularnie.

I tu dochodzimy do sedna tej gitary. Harley Benton Fusion IV HH FR nie jest instrumentem idealnym prosto z kartonu. To raczej bardzo mocna platforma, która za rozsądne pieniądze daje świetną bazę: wygodny gryf, dobre progi, sensowny osprzęt, efektowny wygląd i elektronikę, z którą można eksperymentować. Jeśli ktoś lubi grzebać, wymieniać pickupy, dopieszczać setup i budować instrument pod siebie, Fusion IV HH FR ma ogromny sens. Nawet po doliczeniu kosztu regulacji albo ewentualnej wymiany przetworników wciąż pozostaje atrakcyjną alternatywą wobec wielu droższych superstratów.



Jeśli natomiast ktoś chce kupić gitarę, otworzyć pudełko i od razu mieć kompletne, dopracowane narzędzie bez żadnego „ale”, powinien podejść do niej z chłodniejszą głową. To nie jest zarzut, raczej uczciwe ustawienie oczekiwań. W tej cenie Harley Benton daje bardzo dużo, ale część tej wartości polega na potencjale, nie tylko na gotowym efekcie.

Fusion IV HH FR najlepiej rozumieć jako gitarę dla pragmatycznego shreddera. Dla kogoś, kto chce mieć Floyd Rose, stalowe progi, nowoczesną ergonomię i szeroką paletę brzmień, ale nie potrzebuje, by logo na główce dopowiadało za niego historię. To instrument, który może nie każdą dodatkową pozycją przełącznika rzuca na kolana, ale jako całość pokazuje, że budżetowa gitara nie musi być dziś ani nudna, ani kompromitująca.

SPECYFIKACJA TECHNICZNA:

Kraj produkcji: Indonezja
Typ: sześciostrunowa gitara elektryczna
Korpus: nyatoh
Gryf: prażony kanadyjski klon płomienisty, profil modern C
Podstrunnica: palisander
Menzura: 25,5 cala / 648 mm
Siodełko / szerokość: blokowane Floyd Rose, 42 mm
Progi: 22 progi ze stali nierdzewnej, medium jumbo
Osprzęt: mostek tremolo Floyd Rose FRT 1000 Original, klucze Jinho JN-03M
Rozstaw strun na mostku: 53,4 mm
Elektronika: humbucker Tesla Opus-1B Alnico 5 przy mostku, humbucker Tesla Opus-1N Alnico 5 przy gryfie, 1x volume, 1x tone, 1x mini switch, pięciopozycyjny przełącznik typu blade
Waga: 3,3 kg
Warianty: dostępna także z mostkiem Babicz FCH 2-Point Special Z-Series C Bridge oraz w konfiguracjach HSH i HH w Thomannie
Wersja leworęczna: tak
Wykończenie: White Metallic Gloss




Wynik testu
Cena
2 099.00 zł