Phil Campbell

Old Lions Still Roar

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Phil Campbell
Recenzje
Konrad Sebastian Morawski
2019-12-02
Phil Campbell - Old Lions Still Roar Phil Campbell - Old Lions Still Roar
Nasza ocena:
8 /10

Phil Campbell podobno od dwudziestu planował nagrać i wydać swój pierwszy album solowy. Nic więc dziwnego, że gdy płyta ukazuje się na rynku to jej tytuł mówi: „Moja gitara wciąż potrafi zaryczeć!”.

W istocie metaforyczne stare lwy to Phil Campbell i zaproszeni przez niego goście, tworzący kolekcję klasyków gatunku. Na „Old Lions Still Roar” usłyszymy bowiem takich asów jak m.in. Rob Halford, Alice Cooper, Joe Satriani czy Nick Oliveri. Grają tu także trzej jego synowie, znani z projektu Bastard Sons, czyli Todd, Dane i Tyla, ale utwory zawarte na tym krążku nie należą do nich. To własność starych lwów, bo każdy kolejny kawałek tworzący „Old Lions Still Roar” okazuje się mieszanką charakterów Campbella i zaproszonych przez niego gości.

Najlepiej oddaje to znakomita, oparta na drapieżnych riffach gitarowych i porywającym wokalu, kompozycja „Straight Up”. To zderzenie gitary Campbella i wokalu Roba Halforda, które okazuje się wybuchowym spotkaniem Motorhead z Judas Priest. Spektakularne przejścia na riffach, jadowite partie wokalne i wieńczące całość solo gitarowe sprawiają, że to numer na sztandary! Torpeda! Swoje na krążku dokłada też znany z Orange Goblin Ben Ward w numerze „Faith In Fire”. To stonerowy brud, gęste przeżarte dymem papierosowym brzmienie, garażowe gitary i agresywne wokale. Phil Campbell przechodzi tu z galopującego, trochę kokietującego zestawu zagrywek gitarowych do dynamicznego – zagranego w konwencji speed – zjazdu gitarowego. Jest ciężko, ale i klasycznie.

Mocny charakter – w objęciach hard rocka, blues rocka i alternatywy – dodają do albumu także Danko Jones, Nick Oliveri i Ray Luzier w numerze „Walk The Talk”. To wykrzyczany utwór, oparty na serii nieoczywistych zagrywek gitarowych i heavymetalowym finale, który dla słuchaczy może okazać się manifestem wielowymiarowości szeroko rozumianej muzyki rockowej. Niewiarygodne okazuje się to, jak Phil Campbell zdołał połączyć muzyków z historiami osadzonymi w kanadyjskim rocku, Kyuss i Kornem. Efekt fascynuje. Zresztą trochę alternatywy, ale i grunge’u do krążka wprowadził także Whitfield Crane z Ugly Kid Joe w numerze „Dancing Dogs (Love Survives)”. Przesłanie – zaiste wyjęte z dawnej epoki w Seattle – otaczają wibrujące gitary Campbella. To spotkanie brytyjskiego hard rocka i amerykańskiego grunge.

Blisko rdzenia i bazy wyjściowej – jakkolwiek by tego nie nazwać, chodzi o Motorhead – wydaje się utwór „These Old Boots”, gdzie Campbell i Mick Mars zaprezentowali zestaw jadowitych riffów gitarowych, niemalże tak jakby ze sobą rozmawiali. Tyle, że to rozmowa gitarowa. Weźmy do tego wokal Dee Snidera i bębny Chris Fehna (#3), to dostaniemy zapalnik do kolejnej bomby na krążku. Całość wieńczy wielopiętrowe, wystrzelone w kosmos solo gitarowe. Dobrze w charakter albumu wpisuje się także kompozycja „Swing It”, gdzie zaśpiewał Alice Cooper, którego wokalnie wsparł i na basie zagrał Chuck Garric. W rezultacie otrzymujemy dynamiczny kawałek balansujący na krawędziach hard rocka i heavy metalu, choć w tym przypadku o wiele więcej mówią gitary Campbella, niż zaproszeni goście.

Tymczasem do kontrastu z „Old Lions Still Roar” wchodzą zarejestrowane tu ballady. Na krążku już w otwarciu odnajdziemy opartą na gitarze akustycznej kompozycję, którą swoim wokalem brudzi Leon Stanford („Rocking Chair”), a na dystansie albumu trafimy też na dość ckliwą i sentymentalną próbę („Left For Dead”). Oba utwory nieco wytracają drapieżny klimat płyty. W tej kategorii można by także umieścić „Dead Roses”, gdzie na wokalach wystąpił Benji Webbe ze Skindred, choć w tym przypadku podniosły charakter kompozycji może doprowadzić do autentycznych wzruszeń, które na poziomie gitary wzmacnia Phil Campbell. Całość, wsparta jeszcze partiami klawiszowymi przez głównego autora, świetnie współgra ze sobą zarówno w tekście, jak i strukturze utworu. Nie udaje uczuć, tylko je generuje.

Tymczasem kilka dźwięków – zagranych w finale albumu – pozwala rozpoznać jeszcze jednego bohatera „Old Lions Still Roar”. To Joe Satriani w kompozycji „Tears from a Glass Eye”. Nie trzeba tu słów. Wystarczy dialog na poziomie strun pomiędzy Campbellem i Satrianim. Niecałe trzy minuty naturalnego piękna, będącego wyciszeniem po tym wulkanie emocji, jakie dostarcza pierwszy album solowy byłego gitarzysty Motorhead. W sumie więc chwilę przed sześćdziesiątymi urodzinami Phil Campbell zrobił sobie znakomity prezent, nagrywając płytę, której tytuł mówi wszystko. To porywające połączenie gitarowych możliwości artysty z wrażliwością zaproszonych przez niego starych lwów.