Black Peaks

All That Divides

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Black Peaks
Recenzje
Grzegorz Bryk
2019-06-12
Black Peaks - All That Divides Black Peaks - All That Divides
Nasza ocena:
7 /10

Black Peaks już po pierwszym krążku „Statues” (2016) zyskali sobie status wielkiej nadziei brytyjskiej sceny alternatywnego metalu…

Zdaje się, że „All That Divides” jeszcze mocniej utwierdził słuchaczy i krytykę w przekonaniu, że to zespół światowej klasy, a drugi krążek został obsypany entuzjastycznymi laudacjami i przymierzony zarazem do absolutnego topu wydawnictw roku 2018. Nie ma w tym nic dziwnego, że formacja z Brighton tak błyskawicznie zaznaczyła swoją obecność na scenie, bo w istocie jest bandem grającym bardzo nowoczesną muzykę z pogranicza radiowej rozrywki i artystycznego zacięcia. Łączą niezwykle melodyjne wokale Willa Gardnera z instrumentalnym ciężarem i złożoną konstrukcją utworów, nawiązującą do brzmień progresywnych, choć sam nigdy nie przypisałbym Black Peaks łatki zespołu prog-metalowego. Dostrzegam tu raczej wzorce mathcore’owe i post-metalowe, ale najogólniej to alternatywny metal łączący w sobie wpływy współczesnego Mastodon z The Dillinger Escape Plan, wokalami podchodzącymi pod Deftones i – w trochę mniejszym stopniu – post-rockową atmosferą Oceansize. Co bardziej ciekawscy dostrzegą pewne nawiązania w gitarowym rzemiośle Joego Gosney’a do zespołu Soen (by uniknąć chyba trochę na wyrost porównania do Tool).

Jest więc materiał z „All That Divides” muzyką celującą w złoty środek: poprzez melodie i emocjonalne wokale w kierunku bardziej masowego i młodszego odbiorcy, niegotowego jeszcze – albo wcale niepotrzebującego zgłaszać takiej gotowości - na dźwięki bardziej złożone, a dzięki wielowymiarowej i rozbudowanej formie do słuchaczy zorientowanych mocniej na brzmienia wymagające większej uwagi i poszerzonej muzycznej świadomości, czyli najkrócej: otwartości na coś trudniejszego percepcyjnie. Jest to w pewnym sensie również pułapka, bo równie dobrze można powiedzieć, że Black Peaks są muzycznie jeszcze niedojrzali do grania dojrzałego, ale i zbyt dorośli, by grać dla fanów brzmień mniej wymagających. Są więc w istocie niczyi. To już zależy od podejścia odbiorcy: entuzjasta dojrzy pozytywy; malkontent będzie dyskredytował.

Idealnym wyznacznikiem stylu Black Peaks jest „The Midnight Sun” – kawałek może nie najlepszy na albumie, ale najlepiej obrazujący korelację agresji i melodii w twórczości brytyjskiej kapeli. To właśnie tu splatają się fragmenty chwytliwe z ciężarem. To również zasługa wokalisty zgrabnie poruszającego się pomiędzy wpadającymi w ucho wokalami, ich emocjonalnym charakterem i wściekłym wrzaskiem. Co prawda bardzo podobny, a nawet lepszy jest „Across the Great Divide”, ale ma on już w sobie ciekawszą, bardziej rozbudowaną strukturę – w przeciwieństwie do dużo prostszego i nośnego „The Midnight Sun”. Tak naprawdę autentycznie interesujące granie rozpoczyna się na „All That Divides” późno, bo dopiero przy okazji czwartego na krążku, nieco soenowego „Aether”, gdy zespół zrywa się ze smyczy dość standardowego alternatywnego metalu i pozwala na zabawy kompozycją nawiązując do post- i prog-rocka.

Drugim takim numerem gdzie wyraźne są wpływy Soen będzie „Fate I & II”. Są to zdecydowanie najjaśniejsze punkty najnowszego wydawnictwa Black Peaks. Podobać może się również „Home” idealnie operujący wyciszeniem i mocarnymi uderzeniami instrumentarium. Zupełnie niespodziewanie „Slow Seas” rozpocznie gitara akustyczna mogąca przypominać Opeth, ale to wrażenie rozmywa się zaraz po wejściu instrumentów podłączanych pod prąd, choć utwór wciąż będzie ciągnął z lekka balladowy klimat, by później się porządnie rozkręcić i pokusić nawet o prog-metalowe łamanie gitar. Bezpretensjonalnym charakterem może się podobać „Eternal Light” – serwuje całkiem niezłe partie gitary otwierające numer.

Choć pogłoski o arcydziele i jednej z najlepszych metalowych płyt roku od Black Peaks są grubo przesadzone, to trudno odmówić „All That Divides” wielu atutów i w ostateczności uznać, że to kawał bardzo dobrej roboty muzyków mających pełną świadomość tego co chcą tworzyć. Zdarzają się tu wprawdzie fragmenty trochę słabsze, zbyt standardowe by przykuć uwagę, ale gdy zespół pozwala sobie na odejście od gatunkowych klisz i zaczyna kombinować, to robi się naprawdę ciekawie. Fani metalowej alternatywy podładowanej melodyjnymi wokalami przy „All That Divides” nudzić się nie będą.