Motorhead

Under Cover

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Motorhead
Recenzje
2017-09-22
Motorhead - Under Cover Motorhead - Under Cover
Nasza ocena:
9 /10

Okazuje się, że Lemmy potrafi zrobić dobrą imprezę nawet po śmierci.

Można by pomarudzić, że jacyś ludzie w drogich garniturach próbują zbijać kapitał na nagraniach pozostałych po Lemmym, ale nie ma to żadnego sensu biorąc pod uwagę jakość tych nagrań. Album "Under Cover" kierowany jest przede wszystkim do fanów Motorhead, którzy odnajdą tu kolekcję numerów na dobrą rock n’ rollową imprezę. Jej pośmiertnym didżejem jest Ian Fraser Kilmister, który pomimo uzyskanego jeszcze za życia statusu legendy, nigdy nie krył fascynacji innymi kapelami. Dlatego też każdy z jedenastu utworów zawartych na "Under Cover" wiąże się z jakąś historią w bogatej karierze Motorhead.

Jakie są to historie? Legendarna kapela występowała przecież na jednej scenie z Judas Priest. Natomiast swoją miłość do Sex Pistols zadeklarowała nie tylko nagraniem coveru słynnego utworu "God Save The Queen", ale też zarejestrowaniem do niego teledysku w 2000 roku. Ponadto warto wiedzieć, iż Metallica nagrała jadowity numer "Whiplash" właśnie pod wpływem twórczości Motorhead, zaś Lemmy zwykł mawiać, że interpretacja tego utworu w wykonaniu jego kapeli jest nawet szybsza od oryginału. Pełna zgoda! Album "Under Cover" to także dowody sympatii Anglików dla Davida Bowie, Teda Nugenta, The Ramones czy The Rolling Stones. Czasem na krążku można też spotkać się z małym zaprzeczeniem idei coveru - kompozycję "Hellraiser" napisał dla Ozzy’ego Osbourne’a właśnie Lemmy. On sam nie wystąpił w jednym z utworów, tj. "Starstruck" z repertuaru Rainbow. W związku z kłopotami zdrowotnymi Lemmy’ego Motorhead zagrał w swoim czasie z Biffem Byfordem z Saxon, co udowodniło, że frontmanem kapeli może być tylko zawodnik urodzony 24 grudnia 1945 roku.

Zawarte na albumie interpretacje Motorhead zostały zarejestrowane z odpowiednim kopytem i dostosowane do stylu Lemmy’ego, Phila Campbella i Mikkeya Dee. To przecież styl imprezowy, z bruzdami w wokalu i instrumentach, idealny do konsumpcji rudej trucizny o każdej porze dnia i nocy. Należy dodać, że numery wchodzące w skład "Under Cover" zostały zarejestrowane przez Motorhead na różnych etapach kariery, głównie na przełomie XX i XXI wieku, ale ich brzmienie okazuje się na ogół spójne, tak jakby powstawały w krótkim odstępie czasu. Poza tym najbardziej zagorzali fani zespołu powinni znać większość tych coverów, ponieważ trafiały one albo na regularne nagrania kapeli, albo na różne materiały tribute. Wyjątkami są wcześniej niepublikowane utwory "Heroes" Davida Bowie i "Rockaway Beach" The Ramones. Oba wyjątkowe. Pierwszy ze względu na pośmiertne spotkanie dwóch nieżyjących już muzyków, drugi natomiast przedstawia Lemmy’ego w mniej znanym świetle, szarpniętego warunkami nagrywania demo.  

Trudno mi więc wyobrazić sobie, aby Motorhead mogliby odpuścić ten materiał. Pomijając już całą jego otoczkę związaną z niezabliźnioną tęsknotą za Lemmym, to mamy tu do czynienia z porządnym rock n’ rollem ulepionym z twórczości ikon rocka i metalu. Nie ma drugiego zespołu, który z taką bezkompromisowością i odwagą wziąłby się za dostosowanie klasyków gatunku do warunków własnej twórczości. Dobrze więc się stało, że niebanalne umiejętności coverowania Anglików zostały zebrane na jednym albumie. Dzięki temu materiałowi Motorhead jest wciąż niezniszczalny, a Lemmy daje słuchaczom do wiwatu krzycząc w ostatnich słowach krążka: "Whiplash motherfucker!". Czy może być coś bardziej esencjonalnego?

Konrad Sebastian Morawski