Comeback Kid

Outsider

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Comeback Kid
Rock i punk
2017-08-30
Nasza ocena:
8 /10

Kanadyjczycy przerywają milczenie, wypuszczając jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy album w karierze.

"Outside" to szósty krążek w dorobku grupy, będący pomostem pomiędzy wściekłością "Wake the Dead" a technicznym i melodyjnym obliczem pokazanym na "Symptoms + Curses". Panowie niestety niezbyt często wypuszczają kolejne płyty, dlatego łatwo zauważyć zarówno progres jak i proces inkorporowania nowych elementów. Jest ich dość sporo, bo panowie nigdy dotąd tak śmiało nie zerkali w stronę metalu, a poza tym po raz pierwszy serwują nam refreny porównywalne jakością do tworzonych przez A Day To Remember. Idą z duchem czasu…

Cieszy mnie wielowymiarowość tego materiału, fakt iż niektóre piosenki to murowane wakacyjne hity ("Somewhere, Somehow"!) oraz to, że Kanadyjczycy przemycają inteligentne treści w sposób przystępny i nierzadko dość zaskakujący ("Surrender Control" mógłby być kawałkiem bardzo wczesnego Rise Against), różnicując brzmienie i - co najciekawsze, lawirując między solidnym, szybkim hc punkiem, a  jego melodyjną, skoczną, popową odsłoną. Balans to słowo klucz opisujące "Outsider", coś czego brakowało zarówno na zbyt naszprycowanym agresją "Die Knowing" jak i niemal konceptualnym "Broadcasting".

Wielu z pewnością pokocha ten album za jego ładunek emocjonalny, do tej pory stanowiący tło dla szybkich punkowych wyziewów. Nie ukrywam, dojrzewam razem z tym zespołem, bacznie obserwując jego karierę, zmieniając przy tym własne upodobania, a także środki wyrazu jakimi lubię się raczyć w celu zmiany nastroju; stąd tak wysoka ocena skupiająca się na wielowymiarowości tego wydawnictwa.

"Outsider" zapewnia mały rollercoaster, od szczerych wyznań, poprzez trafne diagnozy wyalienowanego, cyfrowego społeczeństwa, skazanego na obojętność i antypatię, skończywszy na zwykłym, codziennym rozczarowaniu szarą, monotonną rzeczywistością. Jest i trochę radości, a najwięcej wtedy, kiedy do głosu dochodzą niemal metalowe fascynacje, a poza tym zgrabnie zaaranżowany podział wokali. Adrew Neufeld nie jest może równie dobry co Jeremy McKinnon, ale wraz ze wspierającymi go kolegami ciągnie zespół to w stronę brutalnej sieczki ("Absolute"), to prosto w objęcia wakacyjnego klimatu i chęci tworzenia "hitów" dla mas ("I'll Be That"). W obu przypadkach Comeback Kid to nie "Outsider" na hc/punkowej scenie, a jeden z jej żelaznych filarów.

Grzegorz Pindor