Ufomammut

8

Gatunek: Metal

Pozostałe recenzje wykonawcy Ufomammut
Ufomammut - 8 Ufomammut - 8
Nasza ocena:
9 /10

Wkurzony mamut to niebezpieczny mamut. Wkurzony Ufomammut to "8".

Zapętlona na wieki ósemka wyraża nieskończoność. To jedna z tych liczb, której od setek lat przypisuje się wiele znaczeń. Symbol wiecznej kosmicznej równowagi, doskonałości, odrodzenia i wreszcie - w niektórych kulturach - szczęścia. Właśnie do tej symboliki nawiązał Ufomammut wydając swój ósmy album, który przynosi - jakżeby inaczej - osiem nowych utworów. Wyrazista ósemka na okładce krążka bardziej przywodzi na myśl symbol alchemiczny aniżeli cyfrę i obiecuje coś wyjątkowego. Album, który warto zapętlić i poświęcić mu sporo cennego czasu, nieustannie ograniczanego sypiącymi się jak z przepastnego rękawa innymi muzycznymi premierami.

Tym razem zespół podszedł do nagrywania w nieco inny sposób, stawiając na nieczęsto dziś spotykaną naturalność. W ciągu trzech dni spędzonych w studio, włoskie trio nagrało całość materiału na żywo, grając równocześnie w jednym pomieszczeniu i bez późniejszych nakładek. Później dodano wokal i elektronikę. To wszystko wyraźnie na "8" słychać. Brzmienie jest surowe i zdecydowanie mniej wygładzone niż to wcześniej bywało.

Co więcej, "8" to album zaskakująco agresywny, wokalnie rozkrzyczany i wręcz brutalny perkusyjnie, co świetnie współgra z brudniejszym soundem. Tak mocno i bezpośrednio Ufomammut nie grał być może aż od czasów "Idolum" i jest to zabieg zamierzony. Kilka dni przed premierą krążka miałem okazję zamienić kilka słów z wokalistą i basistą Urlo, który powiedział mi, że jest to swoista odpowiedź na ostatnie poczynania tych zespołów, które łagodnieją muzycznie z każdym kolejnym wydawnictwem. Wbrew temu trendowi Włosi dołożyli więc do pieca, nie zapominając jednak o innych charakterystycznych dla ich twórczości elementach, w tym zwłaszcza o ciężarze i wspomnianej już, wszechobecnej elektronice, która dodaje płycie niezbędnej kosmicznej aury. W końcu bez kosmosu nie ma Ufomammut.

Właśnie to połączenie agresji, brudu, transu i elektronicznego tła niuansującego nowy materiał formacji decyduje, że "8" to album tak udany. Po osiągnięciu w tym roku pełnoletności, Ufomammut nie łapie zadyszki i wciąż jest w świetnej formie, o czym świadczy już sam początek krążka. Dawno Włosi nie popisali się tak żywiołowym otwarciem jak połączone (to cecha wszystkich utworów na płycie) "Babel", "Warsheep" i "Zodiac". A przecież zespół nie odsłania od razu wszystkich kart, trzymając asy w rękawie aż do ostatnich minut zapraszającego w międzygwiezdną podróż "Psyrcle". Za przykład niech wystarczy tu furiacki "Core". Ktokolwiek aż tak wkurzył mamuta, szybko musiał tego gorzko pożałować. Trudno tu mówić o nowej jakości, bo zespół ani myśli zrywać z dawno wypracowaną stylistyką, ale jest to stylistyka, w której trio osiągnęło niekwestionowane mistrzostwo i którą wciąż potrafi kreatywnie rozwijać.

"8" to jednak nie tylko agresja, ale również sporo przestrzeni. Raczej dusznej i niepokojącej, ale jednak przestrzeni, urozmaiceń oraz wyciszeń, co decyduje o właściwym poziomie dynamiki materiału i skutecznie chroni przed nudą. Sprzyja temu również mocno zróżnicowana długość kompozycji, która waha się między trzema a ośmioma minutami. W końcu ósemka to kosmiczna równowaga, czy nie tak? Album ‘nie wchodzi’ od razu, w czym trochę przeszkadza produkcja, ale kiedy już zaskoczy, bardzo chce się do niego wracać i wyłapywać smaczki oraz po prostu płynąć na fali dźwięków. Zapętlona tytułowa ósemka, po odwróceniu zmieniająca się w znak nieskończoności, okazuje się więc bardzo adekwatna do zawartości płyty. Na koniec muszę jednak zaburzyć tą ósemkową harmonię, posługując się oceną, która akurat ósemką nie jest.

Szymon Kubicki

 

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Gitarzysta do ulubionych źródeł