Malevolence

Self Supremacy

Gatunek: Metal

Pozostałe recenzje wykonawcy Malevolence
Recenzje
2017-06-08
Malevolence - Self Supremacy Malevolence - Self Supremacy
Nasza ocena:
8 /10

Dopiero co cieszyłem się na nowy krążek Brutality Will Prevail, a tu niespodzianka, z Wysp dostałem dwa kolejne strzały.

Pierwszy w postaci najlepszego metalcore'owego albumu tego roku od While She Sleeps, protegowanych m.in Bring Me the Horizon, oraz "Self Supremacy", dwójkę brutali z Malevolence, przy których niemiecki beatdown to muzyka dla dzieci.

Novum dla hordy z Sheffield to wpleciona w materiał ogromna ilość stonerowych patentów. Coś, czym posiłkowali się mocarze z Brutality Will Prevail stało się w pewnym sensie trendem dla brytyjskiej sceny. Nie mam z tym problemu, bo w odpowiedniej dawce łykam południowe dźwięki jak przysłowiowy pelikan, ale jest pewna granica tolerancji dla takich zaśpiewów (bo głównie o nie chodzi) i na całe szczęście, Malevolence wie kiedy odpuścić gęstą atmosferę i ponownie dołożyć do pieca. Tych momentów oddechu, odejścia od połamanej, szybkiej młócki ku mojej uciesze jest tu w sam raz, bo przeważnie owe wycieczki za ocean, mają na celu zbudowanie gruntu pod kolejną salwę blastów i kwadratowych (ale jakich!) breakdownów.

We wstępie nawiązałem do niemieckiej szkoły hc, do której panowie dość często się odwołują, i obecnie uważam, że w ślimaczych tempach i dłubaniu w smole, nie ustępują ani Fallbrawl, ani Embraced By Hatred. Mało tego, panowie tylko z pozoru tkają proste dźwięki, bo choćby w samej pracy sekcji rytmicznej zawarto więcej interesujących patentów niż na płytach wielu amerykańskich, znacznie popularniejszych zespołów. Prawda jest taka, że gdyby Andrew Tkaczyk z The Ghost Inside nie stracił nogi, a do tego grał blasty, z marszu mógłby odnaleźć się w zespole pokroju Malevolence. Idąc tym tropem, pod względem kreatywności i elastycznego podejścia do rytmu, Charlie Thrope jest angielskim odpowiednikiem kolegi ze Stanów Zjednoczonych. Nie wiem, czy to dobre skojarzenia, pewnie nie, ale to właśnie rytm jest największą siłą kwintetu z Sheffield, nie ryk Alexa Taylora, i nie czyste wokale Konana Halla, ani perfekcyjne, selektywne i wyważone brzmienie, a tym bardziej, udział wokalistów Comeback Kid i Merciless Concept w roli gości.

Spośród jedenastu premierowych kompozycji na szczególną uwagę zasługują "Slave to Satisfaction" będący tribute songiem dla Brutality Will Prevail, rozpędzony utwór tytułowy, zaskakujący impetem, z jakim ten band jeszcze nie grał oraz mój absolutny faworyt, tytułem nawiązujący do bandu, który nagrał jedną z płyt roku - mocarny, utrzymany w średnim tempie "Body Count". Niezależnie od tego  czy panowie raczą nas salwami blastów przeplatanych thrashowymi biciami, czy łamią karki w średnich tempach, robią to z polotem, którego próżno szukać u wielu bardziej doświadczonych ekip. Po prostu, zwyczajnie, w Sheffield chcą grac metal. Mają dla kogo, bo scena w UK wychwala ich pod niebiosa. Czas na Polskę.

Grzegorz Pindor