Riverside

Eye Of The Soundscape

Gatunek: Elektronika

Pozostałe recenzje wykonawcy Riverside
Recenzje
2016-11-08
Riverside - Eye Of The Soundscape Riverside - Eye Of The Soundscape
Nasza ocena:
9 /10

Krążą słuchy, że pod szyldem Riverside ukazała się kompilacja, napotkałem nawet głosy o odrzutach, podczas gdy wreszcie usłyszałem "Eye Of The Soundscape" uświadomiłem sobie, że mamy do czynienia z mocnym uderzeniem w dziejach polskiej elektroniki i ambientu.

Łatwo sobie wyobrazić, że to Mariusz Duda stoi za większością pomysłów na nowym albumie Riverside. Trudno o inne założenie biorąc pod uwagę jego fantastyczną twórczość w ramach Lunatic Soul. Niemniej "Eye Of The Soundscape" będzie szczególnym wydawnictwem w dziejach kapeli - to pierwsze dzieło wydane po śmierci Piotra Grudzińskiego, współtworzone przez niego i jemu dedykowane. Nie może być inaczej, skoro na pierwszej płycie "Eye Of The Soundscape" znalazły się trzy kompozycje, które fani Riverside powinni już znać… choć niekoniecznie. Przecież kompozycja "Rapid Eye Movement" nie weszła do regularnej tracklisty albumu o tym tytule, funkcjonując zaledwie w edycji rozszerzonej, a dwie części "Night Session" również stanowiły dodatek, tym razem do krążka "Shrine Of New Generation Slaves". Teraz stały się przepięknym towarzyszem dwóch nowych, ambientowych utworów "When The River Flows" i "Shine".

Pierwszy, stworzony jeszcze z udziałem Piotra Grudzińskiego, stanowi prawie jedenaście minut intrygującej ambientowej podróży. To Riverside w jakiejś formie ewolucji, pozbawione słów (…choć nie wokaliz), ale pełne fantastycznych urozmaiceń elektronicznych, szarpnięć instrumentów gitarowych i perkusyjnych, efektów, przejść i narastającej atmosfery, która w finałowych partiach zdradza wszelki potencjał, aby otworzyć słuchaczowi duszę. To jednak wciąż Riverside. Niektóre zagrywki, tak bardzo charakterystyczne dla stylu tej kapeli, daje się bez trudu odczuć na "When The River Flows". Podobnie się sprawy mają także przy utworze "Shine", bardziej zwartym i ostrzejszym, niż poprzednik, ale z miejsca zdradzającym kto stoi za jego stworzeniem. Nie trzeba być twórcą rocka progresywnego, aby uświadomić sobie pewną tożsamość stylu kreowanego przez Mariusza Dudę i jego muzycznych towarzyszy broni. Znamienny pozostaje fakt, że w pracach nad "Shine" udziału nie wziął Piotr Grudziński. Czyżby to więc była kompozycja dedykowana pewnemu diamentowi, który aby lśnić nie musiał być szalony?

Pierwsza płyta "Eye Of The Soundscape" to zatem szlak, którym warto podążać, a przy okazji przypomina tu o swojej obecności utalentowany saksofonista Marcin Odyniec. Niemniej osoby wnikliwie śledzące twórczość Riverside zorientują się, że na płycie numer dwa znalazły się kompozycje, które weszły w skład dodatkowego krążka ostatniego albumu kapeli "Love, Fear and The Time Machine", tj. "Heavenland", "Return", "Aether", "Machines" i "Promise". Znalazł się tu również nowy miks do utworu "Rainbow Trip", utrzymany w klimacie całego wydawnictwa, a także dwa kolejne nowe numery "Sleepwalkers" oraz tytułowy "Eye Of The Soundspace". W sumie te nowości od Riverside to przeszło pół godziny muzyki, a więc mówienie o kompilacji wydaje się pewnym niedoszacowaniem ostatniego materiału kapeli…

…tym bardziej, że te kompozycje są wyjątkowe. Znakomite wrażenie tworzy oparty na charakterystycznym elektronicznym motywie "Sleepwalkers", którego wartość wzbogaciły klimatyczne partie gitar Piotra Grudzińskiego i klawiszy Michała Łapaja. To Riverside w klimacie świątynnym, medytacyjnym, zbliżonym może nieco do lżejszych fragmentów "Second Life Syndrome". W każdym razie kontemplacja takiej formy zespołu pozwala odnaleźć wyłącznik "OFF" odcinający słuchacza od mętnej rzeczywistości tego świata. Tymczasem zamykająca dzieło, trwająca ponad jedenaście minut, kompozycja tytułowa pozwala nigdy nie odnajdywać włącznika "ON". Nie ma dziś bowiem na polskiej scenie kapeli, która potrafiłaby wykreować taki ładunek klimatyczny, przenoszący słuchacza gdzieś na krańce wyobrażeń o swoim własnym ja. To Riverside w dziwnych antyramach minimalizmu, niepewny, choć hipnotyzujący ocean ambientu, a zatem i odbicie potrzebnego dziś każdemu błogosławionego stanu ducha, wewnętrznej nirwany.

Nie trzeba więc modlitw, ani narkotyków. Wystarczy Riverside w wydaniu zaprezentowanym na dwóch płytach "Eye Of The Soundspace", aby odnaleźć stan równowagi. Kilka dźwięków na wprowadzenie, znajome sygnały czasów minionych, tęsknota za zwiędniętymi kwiatami. Zamykam oczy. Trzy. Dwa. Jeden. Prowadź mnie ambiencie. Prowadź tam gdzie kończy się tęcza.

Konrad Sebastian Morawski