Wszystko już było, czyli zacznij od Bacha…

Piotr Lemański
Wszystko już było, czyli zacznij od Bacha…

Ponieważ praca nad techniką wymaga od każdego muzyka wielogodzinnych ćwiczeń, nie bez znaczenia jest to, z jakim materiałem melodycznym mamy do czynienia.

„Techniczna” literatura muzyczna na poszczególne instrumenty pełna jest wszelkiego rodzaju „gniotów”, które oczywiście pozwalają rozwinąć technikę gry, ale, jak zapewne wielu z was doświadczyło, nie dostarczają muzykowi żadnej przyjemność przy powtarzaniu w nieskończoność banalnych, pobawionych często smaku muzycznego fraz.

To co wyróżnia jazz od innych gatunków muzyki to specyficzne podejście do rytmu oraz improwizacja, jako naczelny element składowy utworu. Wszystko pozostałe jest konsekwencją doświadczeń i eksperymentów twórczych ostatnich kilkuset lat. Nie bez powodu jazzmani sięgają po kompozycje Chopina, Debussy’ego, Szymanowskiego czy Bacha. Bogate harmonie czy wyrafinowana melodyka sprawiają, że utwory te stają się nieprzemijającym źródłem inspiracji. W przypadku Bacha, a przypomnę, że żył trzysta lat temu, mamy do czynienia nie tylko z genialnym kompozytorem ale także, jak podają ówczesne źródła, ze wspaniałym improwizatorem. Prawdę powiedziawszy, w przypadku organistów to nic nowego. W przeciwieństwie do innych, kształconych „klasycznie” muzyków, u większości, co można usłyszeć w prawie każdym kościele, talenty improwizatorskie bywają bardzo rozwinięte.

Trudno dzisiaj powiedzieć, czy w przypadku innych kompozytorów, którzy zapisali się złotą czcionką w historii muzyki było podobnie jak z Bachem. Wiemy na pewno, że improwizacjami popisywali się dziewiętnastowieczni wirtuozi fortepianu jak Chopin czy Liszt. Dzisiaj o Bachu porozmawiamy jednak nie powodu jego talentu improwizatorskiego. Ponieważ trafiła mi się w rodzinie grająca na skrzypcach córka, oczywistym się stało, że – jak to często w przypadku rodziców bywa – po kilkunastu latach obcowania z muzyką klasyczną, rzec by można w sposób praktyczny, literaturę skrzypcową, a szczególnie kompozycje Bacha na skrzypce solo, poznałem na wskroś. Poznałem nie tylko jako słuchacz i współuczestnik jej codziennych zmagań z tym niełatwym instrumentem, ale co chyba jest oczywiste, sam nie raz brałem gitarę i co tu dużo mówić, z wielką przyjemnością w sposób praktyczny zanurzałem się w kolejne skrzypcowe kompozycje. Nie ukrywam, że nie dość, że pozostało mi to do dzisiaj, to na dodatek w przypadku moich uczniów z „Bednarskiej” zostało zaliczone w poczet semestralnej „literatury obowiązkowej”.

Przedmiotem moich praktycznych zmagań z Bachem stało się wydanie nutowe którego tytuł brzmi: „Sonaty i suity na skrzypce solo” a prawdę powiedziawszy tylko te części (a jest ich kilka), które są ewidentnie jednogłosowe. Nie znaczy to rzecz jasna, że nie można grać na gitarze Bacha polifonicznego. Literatura na gitarę klasyczną pełna jest tego typu utworów i wiele z nich stanowi literaturę obowiązkową w szkołach muzycznych, ale nie to jest przedmiotem naszych dzisiejszych rozważań. Czemu więc sięgamy dzisiaj po te kompozycje?. Po pierwsze, są doskonałym materiałem do nauki czytania nut „w pozycjach”, a szczególnie w pozycji piątej, której to jestem dozgonnym wielbicielem. W tym miejscu polecam archiwalne numery workshopu z maja, czerwca i lipca 2011 roku.

Po drugie piękno i finezja linii melodycznych stają się okazją do bezpośredniego, nie wymagającego od wykonawcy dużych umiejętności technicznych, obcowania z wielką sztuką. Po trzecie, są doskonałym materiałem poglądowym na temat ogrywania harmonii, konstruowania frazy, pracy motywicznej czy progresji. Po czwarte, i tym się dzisiaj zajmiemy, są doskonałym materiałem do ćwiczeń technicznych. Ponieważ jak wiem, technika jest zawsze ważna, szczególnie dla młodych adeptów sztuki gitarowej, będzie dzisiaj możliwość jej rozwinięcia w oparciu o bardzo piękny materiał melodyczny.

 

Przejdźmy więc do muzyki. Poznamy dzisiaj we fragmentach „Presto” czyli część czwartą z pierwszej sonaty na skrzypce solo. Utwór zaczyna się czterotaktowym tonicznym pasażem g–moll (Przykład 1.), który doskonale ogrywa się w piątej pozycji. Następnie mamy ciągi gamek i pasaży w różnych tonacjach, które konsekwentnie przez dwie strony prowadzą do ostatniego, finalnego akordu G–moll. Ponieważ jednak utwór posiada aż 132 takty, nie sposób zmieścić go na jednej stronie dzisiejszego workshopu.

Musiałem dokonać wyboru i zdecydowałem się na ostatnie trzydzieści taktów kompozycji (Przykład 2.). Czytając nuty w piątej pozycji stajemy zawsze przed dylematem: którym palcem zagrać dźwięki F# i B (polskie H) razkreślne. Ponieważ wychodzą poza zakres progów 5–8 ( które ogrywamy czterema placami ) musimy trochę rozciągnąć dłoń by sięgnąć czwarty bądź dziewiąty próg. Wszystko teraz zależy od przebiegu melodii, a ściślej – od dźwięków poprzedzających nasze F# lub B. Nie ma tu oczywiście stuprocentowej reguły kiedy gramy na czwartym a kiedy na dziewiątym progu. Zapisane w tabulaturze progi są tylko moją propozycją. Grając naszego Bacha mamy też co robić jeśli chodzi o prawą rękę. Sekstowe, septymowe, a przede wszystkim undecymowe odległości zmuszają nas do przeskakiwania kostką przez kilka strun. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę żeby nie pojawiały się niekontrolowane akcenty.

Na koniec informacja dla bardziej wytrwałych: całe wydanie składa się z sześciu kilkuczęściowych cykli: trzech sonat i trzech partit. Do gry „single note” doskonale nadaje się sześć utworów. Trzy z Partity II (Allemanda, Corrente, Giga), z Sonaty II – Allegro, z Sonaty III – Allegro assai, oraz prezentowane dzisiaj presto z Sonaty I. Razem stanowi to kilkanaście stron przepięknej ponadczasowej muzyki a dla nas także doskonały materiał do ćwiczeń technicznych. Myślę również, że w dobie Internetu dotarcie do materiałów nutowych i do nagrań nie będzie stanowić większego problemu.