Wywiady
Steve Morse

"Wyobraź sobie muzykę jako jedną, wielką całość, a potem zastanów się co możesz zrobić, aby stać się częścią tego wszystkiego..."

2020-10-20

Gitarzysta: Czy istnieje kostka, bez której nie możesz grać?

Steve Morse: Ostatnio moja technika przechodzi metamorfozę, bo eksperymentuję z różnymi kostkami. Przykładowo, ćwiczę nylonową kostką Ernie Ball, a koncerty gram kostką z celuloidu. Czasem ostatnie kawałki podczas występu gram znów kostką nylonową. Robiłem tak podczas ostatnich koncertów Flying Colors – kostka jest zbliżona do Dunlopa .88 mm.

Jeśli miałbyś pozbyć się wszystkich efektów za wyjątkiem trzech, które być zostawił?

Bez dwóch zdań moje dwie kostki TC Electronic Flashback z załadowanymi presetami ‘toneprint’ mojego autorstwa oraz kompresor Keeleya. Brzmią wspaniale, są łatwe w transporcie i nigdy mnie nie zawiodły, kiedy ich potrzebowałem.

Czy grasz na jakimś innym instrumencie na tyle dobrze, by robić to w zespole?

Zagrałem szereg koncertów jako basista. Pracowałem kiedyś w firmie produkcyjnej, a jedyną wolną posadą była rola basisty. Złapałem co było. Zastępowałem też mojego kolegę basistę w zespole coverowym, kiedy był bardzo chory.

Czy przeczytałbyś nuty, jeśli ktoś postawiłby Ci przed nosem partyturę?

Tak, ale pewnie zrobiłbym to wolniej niż trzeba. Czytanie nut wymaga ciągłej praktyki, inaczej człowiek rdzewieje. Nie musiałem tego robić od dekad.

Jaki wpływ na brzmienie mają według Ciebie kable?

Spory. Paradoksalnie, kilka firm przesłało mi do wypróbowania swoje super jakości kable hi-fi, ale nie przypadły mi do gustu. Owszem, transmitują więcej wysokiego pasma, ale nie jestem pewien czy akurat tego trzeba w wypadku gitary. Wolę starą szkołę, czyli swoje sprawdzone kable Music Mana z przełącznikami uziemienia.

Czy istnieje muzyk, o którego byłbyś choć odrobinę zazdrosny?

W dziedzinie muzyki zazdrość jest mi uczuciem kompletnie obcym – każdy ma swoją własną ścieżkę, którą podąża. Ale wiem co masz na myśli. Niektórym ludziom z łatwością przychodzi to, nad czym ja sam muszę ciężko pracować. Przykładowo Kevin, mój syn, bezproblemowo uczy się skomplikowanych partii i wykonuje je bez cienia stresu. Chciałbym tak umieć. Petrucci, Vai, Beck, Clapton, Hendrix… listę ludzi, którzy wydają się z łatwością osiągać wysoki poziom można by długo wymieniać.

Załóżmy, że Twoje studio staje w płomieniach: którą gitarę ratujesz?

Moją gitarę #1, czyli pierwszy model Steve Morse Music Mana. Ta gitara jest ze mną bez przerwy od lat 80. Ale w pierwszej kolejności ewakuowałbym rodzinę i zwierzaki, bo studio połączone jest z domem!

Jaki jest Twój ulubiony wzmacniacz i jak go ustawiasz?

Mój ENGL SM. Brzmi niewiarygodnie dobrze – włącz kanał 1 lub 2 i ustaw gałki na ‘6’, jeśli nie brzmi dobrze to znaczy, że coś jest nie tak z twoją gitarą. Kanał 3 wymaga nieco więcej manipulacji – używam go do podbicia solówek tak, aby przebijały się w miksie bez zwiększania ich głośności. Są tam cztery pokrętła do pasma środkowego, więc da się dość skutecznie konturować barwę.

Jaką akcję ustawiasz w swoich gitarach?

Powiedziałbym, że dość niską – ale na tyle wysoką, żeby móc uderzyć strunę mocno kostką. Nie mierzę tego, po prostu staram się unikać brzęczenia i tłumienia strun przy podciąganiu. Aby to osiągnąć, gryf musi być perfekcyjnie wyregulowany, co akurat w gitarach Music Man jest bezproblemowe dzięki specjalnej nakrętce na końcu podstrunnicy.

Masz ulubioną markę i rozmiar strun?

Ostatnio przerzuciłem się na ‘dziewiątki’ Ernie Ball Super Slinky Paradigm. Znacznie dłużej zachowują świeżość i trwałość parametrów. W przypadku stroju pół tonu niżej korzystam z setu ‘dziesiątek’ Ernie Ball Regular Slinky.

 

Kto jako pierwszy zainspirował Cię do sięgnięcia po gitarę?

Nie pamiętam dokładnie co było pierwsze, ale z pewnością The Beatles, Rolling Stones i pewien koleś na jakiejś lokalnej imprezie, grający akustyczny kawałek.

O jakiej gitarze marzyłeś zaczynając tę przygodę?

O Stratocasterze, którego w końcu kupiłem, kosząc wiele trawników dla wielu różnych ludzi, aby spłacić pożyczkę. Szybko dotarło do mnie, że potrzebuję jeszcze więcej opcji brzmieniowych, więc w końcu skończyłem z hybrydą Strata i Tele, wyposażoną zarówno w humbuckery jak i single.

Zdołasz przypomnieć sobie jakiś jeden najlepszy koncert jaki zagrałeś?

Grałem solo support dla Pata Metheny. Noc przed była ciężka, bo pochorowałem się od jakiegoś trefnego jedzenia. Nie byłem pewien, czy dotrwam do końca setu, ale jakimś cudem się udało. Był to improwizowany występ z wykorzystaniem loopów na taśmach, który z jakichś powodów spodobał się publiczności, a całość nagrodzona została spontanicznym aplauzem. Okazało się, że był to jeden z najszczęśliwszych koncertów jakie zagrałem.

...a co z najgorszym koszmarem jaki Cię spotkał na scenie?

Trudno wybrać, bo licho nie śpi… kiedyś zacząłem grać znany kawałek Deep Purple w złej tonacji, a nagłośnienie na scenie było tak kiepskie, że nie zorientowałem się przez jakieś 15 sekund.

Jakiej lekcji nie wolno opuścić, jeśli chodzi o muzykę?

Wyobraź sobie muzykę jako jedną, wielką całość, a potem zastanów się co możesz zrobić, aby stać się częścią tego wszystkiego, podkreślając to co istotne, a zostawiając za sobą to co mało ważne.

Czy nadal ćwiczysz?

Oczywiście, każdego dnia!

Czy masz jakąś strategię rozgrzewania się przed występem?

Tak, zwykle ćwiczę przez godzinę zanim wyjdę na scenę. Przed samym koncertem jestem już na tyle rozegrany, że wystarczy zwykłe brzdąkanie czegokolwiek w garderobie i jestem gotów.

Jeśli mógłbyś sformować zespół marzeń, jaki byłby jego skład?

Być może zabrzmi to nieskromnie, ale miałem tyle szczęścia, że grałem i gram z muzykami z najwyższej półki. Mogę więc rzec, że miałem wiele zespołów marzeń. Jeśli miałbym fantazjować to chciałbym napisać piosenkę wspólnie z Paulem McCartneyem, albo komponować z Aaronem Copelandem, albo wystąpić z artystami takimi jak The Chieftans lub Enya…

Kto jest największym żyjącym gitarzystą?

Jeśli miałbym brać pod uwagę wpływ na historię gitary to chyba Les Paul, Chet Atkins i John McLaughlin… choć wszyscy oni powiedzieliby zapewne, że nie ma jednego ‘najlepszego na świecie gitarzysty’. Niemniej dżentelmeni ci byli niezwykle utalentowani, zdeterminowani, a to co zrobili zmieniło historię muzyki.

Czy istnieje solówka lub riff, o którego skomponowanie jesteś zazdrosny?

Kiedy byłem jeszcze dzieciakiem miałem hopla na punkcie ‘Johnny B Goode’ Chucka Berry’ego. Marzyłem o tym, by brzmieć tak jak on w tym riffie.

Z jakiej piosenki lub solówki jesteś najbardziej dumny?

Standardowo wybrałbym jakieś swoje melodyjne solo, ale ostatnio słuchałem ‘Tumeni Notes’ i muszę powiedzieć, że kawałek ten reprezentuje tę diabelsko intensywną część mojej kariery, z której jestem wyjątkowo dumny.

Za co chciałbyś być zapamiętany?

Przede wszystkim za bycie dobrym ojcem. W drugiej kolejności za bycie dobrym muzykiem.

Nad czym pracujesz ostatnio?

W moim artystycznym życiu zawsze sporo się dzieje, choć ostatnie wydarzenia pokrzyżowały wiele planów koncertowych zarówno z Flying Colors jak i Deep Purple. Przede wszystkim skupiam się na promocji nowej płyty Deep Purple: „Whoosh!”, która wychodzi 7 sierpnia. Zobaczymy co przyszłość przyniesie.

Zdjęcia z koncertu: Dariusz Ptaszyński