Wywiady
Thomas Zwijsen

Z endorserem marki Ortega rozmawiamy o radości ze spotkań z fanami, niebezpieczeństwach życia w trasie, przykuwaniu uwagi dziewczyn na plaży i o metalowych coverach.

Arkadiusz Ślesicki
2019-01-31

Arkadiusz Ślesicki: Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Thomas Zwijsen: Mój tata był lutnikiem. Robienie gitar było jego hobby. W całym domu, w każdym zakamarku leżały gitary. Odkąd pamiętam, otaczały mnie wspaniałe, ręcznie wykonane instrumenty – nigdy nie zdarzyło mi się grać na tanich i kiepskich gitarach z „supermarketu”. Kiedy w wieku 9 lat poszedłem do szkoły muzycznej, wybór instrumentu był oczywisty. Tak to się u mnie zaczęło. Potem uczyłem się w normalnej szkole średniej, z rozszerzonymi zajęciami muzycznymi (teoria, harmonia, historia muzyki i cała reszta). Byłem już wtedy zagorzałym fanem Iron Maiden. Jednak metalowe utwory w wersji akustycznej zacząłem grać w konserwatorium. W pierwszej kolejności zabrałem się oczywiście za utwory z repertuaru Iron Maiden. Moim pierwszym filmem, wrzuconym na You Tube, było „Wasted Years”. Kilka lat temu, You Tube był rozwijającym się serwisem, tymczasem moje nagranie, w bardzo krótkim czasie zostało obejrzane ok. 50 tys. razy. Pojawiło się wiele pochlebnych komentarzy ze strony fanów Iron Maiden oraz próśb, by nagrywać kolejne utwory. To wszystko sprawiło, że zacząłem się zastanawiać nad swoją przyszłością. Gdybym skupił się tylko na graniu dobrze wszystkim znanych utworów klasycznych, moi słuchacze składaliby się z sześćdziesięcio-, siedemdziesięcio- i osiemdziesięciolatków. Nie wiem co się wydarzy gdy to pokolenie słuchaczy odejdzie – przyszłość muzyki klasycznej nie rysuje się najlepiej. Zrozumiałem, że znalazłem niszę dla siebie. Myślę, że to co i jak gram na gitarze jest atrakcyjne i ciekawe dla młodych słuchaczy. Mam za sobą wiele występów, po których ludzie podchodzili do mnie i mówili mi, że to był ich pierwszy klasyczny koncert w życiu, i że bardzo im się podobało. Pewien gość dzisiaj powiedział mi: „Thomas, przyprowadziłem na twój występ swoją żonę. To był jedyny sposób na to, żeby posłuchała metalu. Ona nienawidzi metalu, ale bardzo spodobało jej się to, co robisz”. Więc to chyba dobry kierunek.

 

Opowiedz w takim razie o swoich piosenkach. Wydałeś właśnie nowy album, który promujesz trasą „The Nylon Maiden Tour”.

Mój najnowszy album zatytułowany „Nylon Metal” ukazał się 3 września 2018 roku. Jest to dwupłytowe wydawnictwo, zawierające w sumie 28 utworów – głównie metalowych. Jest to mieszanka piosenek, które bardzo lubię – nie tylko z repertuaru Iron Maiden. Są na nim również utwory Metalliki, Halloween, Deep Purple, Led Zeppelin, Queen, Avantasii, Davida Bowie’go. Jest na nim utwór Kiss – „Forever”, zagrany z gościnnym udziałem Bruce’a Kulicka. To było dla mnie duże doświadczenie. Na albumie znajduje się także piosenka Iron Maiden, zaśpiewana przez Blaze’a Bayley’a. No i ponadto kilka moich kompozycji. Niemniej jednak album zdominowany jest przez metalowe kawałki – gdyby puścić je w knajpie wypełnionej fanami heavy metalu, na pewno wszyscy będą znali wszystko.

Może za wcześnie by o tym mówić, ale czy masz już plany na następny album?

Tak, mam kilka pomysłów. Nie wiem jeszcze, które uda mi się zrealizować. Pierwsza rzecz, która przychodzi mi na myśl i której jestem pewien, to nowy album z Blazem Bayley’em. Właśnie zakończyliśmy jego nagranie i miksowanie. Będzie to klasyczna płyta, z jego śpiewem. Płyta powinna ukazać się pod koniec października. A w listopadzie razem ruszamy w tournée po Europie. Mój następny solowy album być może będzie tylko autorski, albo w połowie autorski, a w połowie coverowy. Przymierzam się również do zrobienia metalowej opery, ale nie wiem kiedy uda mi się ten pomysł zrealizować. Także w temacie planów i pomysłów na przyszłość to na razie tyle.

 

A co z koncertami? Planujesz trasę po całym świecie?

Koncertuję w zasadzie od 5-6 lat. Byłem już w całej Europie, w Ameryce Południowej. Kilka razy występowałem w Dubaju. Niedawno występowałem w Turcji. Na początku przyszłego roku wybieram się do Izraela. Również w przyszłym roku wystąpię na festiwalu w Norwegii u boku Steve’a Vaia. Chciałbym się skupić przede wszystkim na graniu dużej ilości koncertów w fajnych miejscach. Mam nadzieję, że będę mógł to kontynuować.

Myślę, że jesteś bardzo ciekawym muzykiem, również pomysł albumu „Nylon Metal” jest bardzo intrygujący. Jednak wydaje mi się, że gdybyś musiał przez cały wieczór zabawiać publiczność bez gitary, również świetnie byś sobie poradził dlatego, że jesteś... bardzo interesującym człowiekiem.

Bardzo lubię po koncertach przebywać w otoczeniu słuchaczy i rozmawiać ze wszystkimi. To przecież dzięki nim, mogę to wszystko robić. A wydaje mi się, że mam najbardziej odlotową pracę, jaką mógłbym sobie wymarzyć. Po koncertach z Blaze’m również idziemy razem do baru, albo do sklepiku z merchem i rozmawiamy ze wszystkimi, dziękujemy wszystkim za przybycie, podpisujemy wszystko co dostajemy do podpisania. To wszystko jest strasznie przyjemne – nie rozumiem kapel, które znikają na backstage’u od razu po występie. Dla mnie takie przesiadywanie w towarzystwie kumpli z zespołu na zapleczu jest nudne. Równie nudne jest siedzenie z nimi w busie podczas trasy następnego dnia.

Niektórzy muzycy ograniczają swój kontakt z fanami ze względu na możliwość złapania jakichś chorób, chociażby przeziębienia się.

Szczerze, to myślę, że jest to lekka przesada. Jak bardzo nie będziesz się starać zachować ostrożność i tak jesteś narażony na zachorowanie. W trasie przede wszystkim, ponieważ nie wysypiasz się, podróżujesz non stop, dotykasz wielu klamek, otwierasz wiele drzwi, korzystasz z toalet. A przecież często wystarczy umyć dokładnie ręce. Siedzimy teraz w klubie, oddychamy tym samym powietrzem. Jeśli ktoś jest chory, to najprawdopodobniej zarazi innych ludzi, również i ciebie.

Opowiedz o swoich gitarach Ortega. Na scenie miałeś dziś dwie gitary tej marki.

W domu mam wiele gitar Ortegi, ale na trasę zabrałem tylko te dwie. W niektórych utworach używam różnego strojenia, ale dzisiejszego wieczoru z tej opcji nie skorzystałem (po interwencji służb porządkowych w klubie, koncert przedwcześnie zakończył się – przyp. red.). Stąd obecność drugiego instrumentu. Gitara, na której dziś grałem jest sygnowana moim nazwiskiem. Stworzyłem ją razem z Ortegą około półtora roku temu. Pojechałem do Hiszpanii – do Walencji, do pracowni lutniczej, w której produkowane są gitary Ortegi. Rozmawiałem osobiście z ludźmi, którzy je tworzą. Wypytali mnie szczegółowo o gatunki drzewa, o specyfikacje – dosłownie o wszystko. Można więc powiedzieć, że miałem całkowitą swobodę w projektowaniu instrumentu „pod siebie”. I to było bardzo fajne.

Mam jeden stary model gitary, który bardzo lubię, a który nie jest już produkowany – jest to Ortega RCE 444. Zabrałem go ze sobą do Walencji, żeby na jego bazie zrobić nowy model. Kiedy mieliśmy zdjęte wymiary pudła rezonansowego i szyjki gitary, w pracowni pojawił się jej właściciel – bardzo leciwy pan. Wydaje mi się, że był to ojciec lutnika, z którym dotychczas współpracowałem. Miał ze sobą całkiem nowy gatunek drewna, który chciał wypróbować. Było to drewno australijskiego eukaliptusa kamalduskiego, charakteryzującego się czerwonymi kwiatami. Te płomieniste pasy z tyłu gitary pochodzą właśnie z tego drzewa. Lutnik powiedział, że jest to coś nowego i że powinniśmy to wypróbować. W prototypie użyliśmy tego drewna do wykonania spodu pudła i wyglądało to naprawdę obłędnie. Dlatego zapragnąłem użyć go również w moim sygnowanym modelu. To był pierwszy model Ortegi i wydaje mi się, że w ogóle to pierwszy model gitary klasycznej, wykorzystujący taki rodzaj drewna na spodzie pudła. Płyta wierzchnia wykonana jest ze świerku. Podstrunnica jest lekko zakrzywiona, co ułatwia granie akordów barowych. Gryf w gitarze jest typu slime i posiada dwukierunkowy pręt regulujący. Jeśli chodzi o elektronikę, to zdecydowałem się na system Fishman Clasica Blend, składający się z przystawki piezoelektrycznej w mostku oraz z wbudowanego wewnątrz mikrofonu. Takie rozwiązanie pozwala miksować brzmienia i eksponować np. perkusyjny styl gry. Wydaje mi się, że to najważniejsze i najciekawsze części tej gitary.

Jesteś zadowolony z tego modelu?

Tak, jest to dla mnie absolutnie idealny instrument. Wyprodukowano tylko 66 egzemplarzy tej gitary, a ja posiadam nr 1, który jest jednocześnie prototypem. Zacząłem go używać w trakcie prezentacji, podczas targów muzycznych Musikmesse we Frankfurcie i od tamtej pory korzystam z niego podczas każdego występu. Póki co zagrałem na nim ponad 100 koncertów i muszę przyznać, że spisuje się wspaniale!

 

Podczas koncertu w polskim klubie pojawili się funkcjonariusze policji, którzy nakazali zakończenie koncertu. Mimo to dokończyłeś występ, grając… unplugged.

Tak, rzeczywiście ten koncert był zabawny. Zakończyliśmy go krótko po godzinie 22. Miałem wykonać jeszcze dwa utwory, ale pojawiła się policja. Dlatego zdecydowaliśmy się odłączyć od nagłośnienia i zagrać całkowicie unplugged. To pokazało prawdziwe brzmienie i możliwości tej gitary – mam nadzieję, że wszyscy mogli to usłyszeć. To jest główna zaleta akustycznych instrumentów. Jeśli odłączysz gitarę elektryczną od wzmacniacza, no cóż… szpanu nie będzie. (śmiech)

A jakich efektów używasz podczas koncertów?

W trakcie koncertów korzystam z dwóch efektów. Pierwszy z nich, to reverb „Afterneath”, produkowany przez EarthQuaker Devices. Drugi natomiast, to „Octopus” firmy Ortega, który może być jednocześnie tunerem oraz zasilaczem dla ośmiu innych efektów – stąd jego nazwa. Używam go również do wytłumienia sygnału, kiedy zmieniam gitary. To mój cały zestaw.

Chciałbym Cię na koniec prosić, żebyś przekazał czytelnikom „Gitarzysty” kilka swoich spostrzeżeń i rad, jak ulepszyć swoją grę.

Generalnie wydaje mi się, że jest wielu gitarzystów, którzy uważają się za dobrych muzyków, a tak naprawdę w ogóle nie powinni się znaleźć na scenie. Są tacy muzycy, którzy potrafią zagrać kilka akordów i myślą, że są świetni. Moja rada jest taka by dużo ćwiczyć i potraktować to k***wsko poważnie. Oczywiście wszystko zależy od tego, jaki masz cel. Jeśli chcesz przykuć uwagę dziewczyn na plaży, to 2 lub 3 akordy w zupełności do tego wystarczą. To zależy również od słuchu i talentu tych dziewczyn. (śmiech) Ja dla swojej dziewczyny muszę grać zwariowane rzeczy, ponieważ ona również jest zawodowym muzykiem. Więc naprawdę dużo ćwiczę! (śmiech) Jeśli pytasz mnie o rady - może to nie będzie zbytnio skromne z mojej strony, ale w sieci można znaleźć wiele moich gitarowych lekcji. Prowadzę szkołę on-line: www.kingofthestrings.com, w której pokazuję zagrywki charakterystyczne dla mojego stylu gry.

Zdjęcia i tekst: Arkadiusz Ślesicki