Jerry Springle
Wywiady
Jerry Springle

Z młodą artystką uzbrojoną w ukulele rozmawiamy o turystach z Hawajów, wiośnie w Kambodży, włoskich trasach, show biznesie, o tym czy da się wzbogacić na muzyce w Internecie oraz o jej nowej płycie…

Arkadiusz Ślesicki
2018-11-13

Arkadiusz Ślesicki: Jerry to typowe męskie imię, a przede mną siedzi młoda, drobna, uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczyna. Skąd pomysł na taki pseudonim artystyczny?

Jerry Springle: Jerry to imię myszki z kreskówki „Tom i Jerry”. A springle ma kojarzyć się z wiosną.

I wszystko jasne! Opowiedz jak zaczęła się Twoja muzyczna przygoda?

Przez 10 lat uczyłam się w szkole muzycznej gry na fortepianie i śpiewu w chórze. Później przeprowadziłam się do innego miasta i na kilka lat zarzuciłam muzyczną edukację. Wtedy zapragnęłam nauczyć się grać na ukulele, ale nie szło mi najlepiej. Pewnego dnia nagrałam jeden utwór, wrzuciłam go na YouTube i się zaczęło. Później nagrałam kolejne utwory, a po kilku miesiącach pewna kawiarnia z Kijowa zaproponowała mi występ. I wszystko samo już jakoś poszło.

A na jakich innych instrumentach poza ukulele i fortepianem potrafisz grać?

Mam dwie piosenki, które wykonuję na kalimbie. Swego czasu uczyłam się również gry na gitarze i bębnach. Niestety bez regularnych ćwiczeń nie ma co liczyć na efekty. Niemniej instrumentem numer jeden jest dla mnie w tej chwili ukulele.

foto: Aleksandr Nesterov

Czy na Ukrainie jest wielu ukulelistów?

Osobiście znam tylko kilkoro muzyków, ale wydaje mi się, że jest ich o wiele więcej.

W Polsce w ostatnich latach zainteresowanie ukulele bardzo wzrosło. Czy w Twoim kraju jest to popularny instrument?

Tak, ukulele jest bardzo popularne na Ukrainie i nie tylko tam. Całkiem niedawno występowałam na ulicach Innsbrucka. Spotkałam tam turystów z Hawajów, którzy nie potrafili ukryć zdziwienia z faktu, że ukulele jest tak popularne w innych częściach świata. Popularność ukulele bierze się z tego, że jest to mały instrument, stosunkowo łatwo jest się na nim nauczyć grać i ma w sobie dużo pozytywnej energii.

Z Twojego profilu w mediach społecznościowych dowiedziałem się, że bardzo dużo podróżujesz. Czy są to podróże z miłości do podróżowania, czy też podróżujesz dla muzycznej kariery?

Mniej więcej 3 lata temu zaczęłam podróżować ze swoim przyjacielem. Okazało się, że występy na ulicach, albo w restauracjach mogą być dodatkową formą zarobku. Zaczęłam częściej wyjeżdżać i częściej grać. W zeszłym roku moja booking managerka z Włoch zaproponowała mi zagranie trasy po Włoszech. W ten sposób w ciągu ostatniego roku miałam 2 włoskie tournee – na jesieni zagrałam 23 koncerty, a na wiosnę – 21. Kiedy podróżuję po Europie gram na ulicach lub jeśli uda mi się wcześniej zakontraktować występ, w klubach.

Które kraje z dotychczas odwiedzonych podobały Ci się najbardziej?

Wiosną byłam w Kambodży, ale tam nie występowałam. Bardzo spodobał mi się ten kraj i jego mieszkańcy, którzy są otwarci, przyjacielscy i szczęśliwi. A w Europie bardzo często jeżdżę do Włoch. Również jest to piękny i różnorodny kraj.

A jak Ci się podoba Polska?

Również bardzo mi się podoba. Mentalność Polaków i Ukraińców jest bardzo podobna. Na przykład w Niemczech i Austrii ludzie są trochę odizolowani i chłodni. A tu w Polsce czuję się zupełnie tak jak na Ukrainie.

 

 

Jesteś znana i rozpoznawana przede wszystkim z udziału w programie „Voice of Ukraina”. Jak się tam znalazłaś?

Swoich sił w tym i innych programach talent show („X-Factor” i „Mam talent” – przyp. red.) próbowałam kilkukrotnie, tylko nigdy nie potrafiłam przejść etapu precastingu. W zeszłym roku, podczas kolejnego przesłuchania jury zaproponowało mi, żebym nauczyła się piosenki Britney Spears „Toxic”. Przygotowałam wersję na ukulele i pianino, wysłałam video i zostałam wybrana na „Przesłuchania w ciemno”.

Jak wspominasz udział w tym programie?

Było bardzo nerwowo. Przed pierwszym wyjściem na scenę miałam tak olbrzymią tremę, że w ogóle nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje.

A czy miałaś jakieś oczekiwania po występie w tym programie? Liczyłaś na zwycięstwo?

Nie, zupełnie nie. Po prostu chciałam wystąpić w przesłuchaniach, ponieważ najwięcej ludzi ogląda właśnie ten etap programu. Wystąpiłam w przesłuchaniach, w bitwach i w nokautach, po których odpadłam z programu. Samo odpadnięcie nie było już dla mnie tak frustrujące, dlatego że miałam zaplanowaną trzymiesięczną podróż po Europie. Dalszy udział w programie byłby dla mnie trudny ze względu na zobowiązania i konieczność częstych wojaży tam i z powrotem. Dlatego ogólnie byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy.

Pamiętasz swoje pierwsze ukulele?

Moje pierwsze ukulele było jedynym ukulele w mieście, jakie udało mi się wówczas znaleźć. W zasadzie to był dobry instrument, ale po kilku latach ciągłej gry pewnego dnia przestał stroić i dobrze brzmieć.

A co możesz powiedzieć o instrumencie, na którym dzisiaj zagrasz?

Ukulele Ortega Lizard TE GB to profesjonalny instrument. Ma bardzo jasne brzmienie i jest wystarczająco głośne. No a przy tym ma bardzo nietypowy design (na instrumencie namalowane są jaszczurki – przyp. red.). To moje ulubione ukulele!

Magazyn Gitarzysta to pismo skierowane dla gitarzystów. Wśród nich jest również wiele grających dziewczyn. Czy możesz opowiedzieć polskim dziewczynom jak zostać znaną i popularną artystką?

Najważniejsze jest żeby dużo ćwiczyć i nie poddawać się. Codzienną grą można się wiele nauczyć, dlatego nie należy przestawać, tylko kontynuować. Ja popełniłam błąd i po 6 miesiącach nauki gry na gitarze skupiłam się na grze na keyboardzie. Po roku okazało się, że wszystko zapomniałam. Było mi strasznie przykro, ponieważ przez pierwsze pół roku szło mi naprawdę świetnie, a później wszystko przepadło. Dlatego trzeba codziennie ćwiczyć! I dopiero później zastanowić się nad tym jak stać się sławnym, bo jeśli się nie umie dobrze grać, to niczego się nie osiągnie.

Czy show-business to ciężki kawałek chleba?

Ja nie należę do świata show businessu. W show-businessie jest manager, producent, wytwórnia, wszyscy mówią ci co robić, wszyscy mają dużo rad: wybierają tobie styl, decydują gdzie należy wystąpić i tak dalej. Za mną nie stoi żadna wytwórnia, żadni doradcy. Jestem ja i moja tour managerka z Włoch – i wszystko. Niedawno nagrałam płytę – poza grafiką, którą wykonała moja znajoma – wszystko zrobiłam sama: projekt okładki, projekt płyty, zakup czystych nośników, tłoczenie płyt. W show-businessie każdy ma swoje zadania: manager zajmuje się koncertami, wytwórnia zajmuje się tłoczeniem i dystrybucją płyt, a artysta powinien tylko komponować utwory, występować i to wszystko. Poza show-businessem tymi wszystkimi rzeczami zajmuje się jedna osoba.

Jak wspominasz polską imprezę Ortega Ukulele Day?

Bardzo mi się podobało! Po raz pierwszy prowadziłam warsztaty i aż przyjemnie było patrzeć, jak wszyscy przykładali się do ćwiczeń i gry. To miłe, że tak dużo osób było zainteresowanych grą na ukulele – było nawet kilkoro dzieci poniżej 10 lat. To strasznie fajne!

Wspomniałaś, że nagrałaś album. Opowiedz coś więcej o nim.

Płyta składa się z 11 piosenek. 4 utwory wykonałam na fortepianie, 2 na kalimbie, a pozostałe na ukulele. Jestem kompozytorką i autorką słów wszystkich piosenek. Autorką ilustracji jest moja przyjaciółka Molly Route. A album nazywa się „Don’t Go To Paris”. W tej chwili można go kupić tylko podczas koncertów, ale po powrocie na Ukrainę zajmę się jego dystrybucją internetową.

Czy można wzbogacić się w Internecie na muzyce?

Na pewno można. Ale mi się to jeszcze nie zdarzyło… (śmiech)