Igor Prusakowski (Slug Abuse)
Wywiady
Igor Prusakowski (Slug Abuse)

Polski niezal ma się wyjątkowo dobrze, niezależnie czy mówimy o alternatywie w pełnej krasie, począwszy od inteligentnej elektroniki przez matematyczne popisy jazzowych instrumentalistów, czy też o zimnym black metalu i jego kolejnych hybrydach, albo prostym punk rocku.

Grzegorz Pindor
2018-04-17

Inaczej rzecz ujmując, dzieje się u nas na tyle dużo i dobrze, aby co jakiś czas zapomnieć o wielkich nazwach z zachodu. Zresztą, na niejednym polu nasi wykonawcy je przebili. Slug Abuse co prawda nie zawojują (na pewno nie nagle) całego punkowego świata, ale swoim luzem idącym w parze z dojrzałością i wyjątkowo trafnymi inspiracjami są w stanie wywołać niejeden uśmiech na podstarzałej twarzy. Rozmawiamy z basistą i wokalistą toruńskiej sensacji – Igorem Prusakowskim.

Grzegorz Pindor: Zacznijmy od czegoś pozornie prostego. Jesteśmy mniej więcej w podobnym wieku i z rozrzewnieniem wspominamy magiczne lata 90. W tamtych okresie królował jednak - z jednej strony - black metal, z drugiej grunge i coraz mocniejszy hip-hop. Gdzie w tej nostalgii miłość do punk rocka? Dlaczego wciąż młodzi ludzie mogą uważać go za atrakcyjny?

Igor Prusakowski: Myślę że akurat punk rock i cała scena DIY dotarły do nas nieco niezależnie od nostalgii za latami '90 - jednak właśnie naleciałości muzyki z tej dekady również u nas pobrzmiewają. Przede wszystkim etyka DIY jest bardzo istotna i przyciągająca - wszystko możemy zrobić całkowicie sami, od nagrania płyty, przez zorganizowanie trasy, po zrobienie merchu. Wiąże się to też z ideami takimi, jak np. wegetarianizm - bo przynajmniej mi scena punkowa otworzyła na to oczy.

Dzisiejszy punk rock ma niewiele wspólnego z ideologia i buntem, nawet z lat '90. Słusznie zauważyłeś że ta muzyka potrafiła otworzyć oczy. Dziś wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Gotowy zestaw rad jak żyć, jak brzmieć, co mówić. Slug Abuse, przynajmniej ja to tak widzę, stawia na indywidualność.

Mainstreamowy na pewno nie - zresztą doświadczył przeobrażenia za sprawą kapel z przełomu wieków, w stylu Sum 41 itp. Scena punkowa ma jednak dalej dużo do zaoferowania. Jedyny problem jest taki, że wejście do niej nie jest takie oczywiste i proste, i nadal wiele osób broni się przed nowymi ludźmi, traktując scenę jak prywatny domek na drzewie. To właśnie bardzo często narzucony zbiór zasad. Dlatego też nie chcemy powielać ich w tekstach i przekonywać przekonanych - uważam, że lepiej skupić się na uczuciach i emocjach, które dotyczą każdego z nas, tak, aby ten punk pchnąć trochę dalej. Mimo to, dalej staram się poruszać tematy trudne - depresja, rasizm i homofobia czy przemoc domowa, również ta psychiczna. Tematy z jednej strony indywidualne, z drugiej dosyć uniwersalne.

Ta scena równie szybko promuje nowych bohaterów, co usuwa z niej czarne owce. To zamknięcie, o którym wspominasz tyczy się także tekstów około scenowych. Zapytam wprost - Sług Abuse to zabawa i underground, czy gdyby nadążyła się okazja, poszlibyście za ciosem wychodząc przede wszystkim poza krajowy grajdołek?

Właśnie o tym mówię - jedno nadal nie wyklucza drugiego. Można nadal przemycać różne idee w swoich tekstach, wywiadach czy na forach publicznych, będąc jednocześnie kimś bardziej rozpoznawalnym. Nie będę tutaj puszczał wodzy fantazji, bo nie widzę siebie jako osoby grającej w zespole pokroju choćby Rise Against, (które nadal aktywnie promuje weganizm czy antyfaszyzm), ale spójrzmy chociaż na nasze podwórko i The Stubs, którzy grywali i na Openerze, i na Offie, czy Hańbę grającą duże koncerty w USA. Uważam, że można żyć w duchu DIY i mieć równo poukładane w głowie, a jak ktoś na tym zarobi? W życiu nie nazwałbym go selloutem. Uważam, że to świetnie, że można robić swoje i pokazać zarówno swoją muzykę, jak i inne poglądy szerszemu gronu.

Gdybym miał wróżyć wam karierę na podstawie entuzjastycznego przyjęcia na polskim rynku, uciekłbym z Polski, a przynajmniej ze swojego miasta (śmiech). Nie onieśmiela was ten hurraoptyzmizm wobec debiutu?

Szczerze mówiąc nie zauważyłem nadmiernego hurraoptymizmu, może dlatego, że nie śledzę zbyt wielu blogów, pism i portali muzycznych. Pozytywne opinie oczywiście nas cieszą. Co do ucieczki z Polski - w dzisiejszych czasach i możliwościach, choćby przy wspomnianym już bookowaniu tras w etyce DIY - nie musi być to wcale konieczne. Nigdy też jednak nie zakładałem takiej kariery, żebym musiał przeprowadzkę rozważać

Doskonałym narzędziem, potrzebnym w celu promocji muzyki okazał się Bandcamp. Nie Facebook jako następca legendarnego już Myspace, co właśnie tak prosta platforma służąca a do odsłuchu muzyki. Wielu doszukuje się w niej przyszłości rynku muzycznego i platformy dla niszowych labeli. Przyznam, że najpierw trafiłem na wasz profil, a dopiero potem zasięgnąłem języka u znawców sceny (śmiech)

Jasne! Bandcamp to świetny portal z (co się często nie zdarza) poprawnym sortowaniem muzyki według tagów. Myślę że Bandcamp, niektóre konta na YouTube i przeglądanie katalogów bardziej liczących się wytwórni to teraz podstawowy sposób poznawania muzyki. Facebook służy teraz bardziej do komunikacji, informacji odnośnie merchu, nowego klipu czy wejścia do studia. Chociaż to wszystko możemy już teraz zamieszczać na Instagramie, więc trudno mi powiedzieć, jak będzie to wyglądać dalej. Póki co - niech żyje Bandcamp.

Ja trochę tęsknię za Myspace. Ten portal miał ogromny potencjał. Zarżnęła go jednak "bliskość z fanami" i interakcja, a raczej zaglądanie do życia muzyków. Śledzisz swoich punkowych idoli w mediach, czy ten etap już za Tobą?

Na czasy Myspace jestem jednak odrobinę za młody (te 3-4 lata), za to jeśli chodzi o Facebooka czy Instagrama - jak najbardziej śledzę. Zwłaszcza na tym drugim portalu. Nie tylko punkowych idoli zresztą. Oprócz świeżego info odnośnie tras, czy nowych wydawnictw można zobaczyć sobie, jak "kiedyś to było", choćby na Instagramie Flanagana z Cro-Mags.

Swoją drogą, ciekawe, że o nim wspomniałeś. Gość nadal pozostaje mocno kontrowersyjną postacią w świecie hc/punka (metalu chyba również) ale jako jeden z nielicznych pokazał, że mając 5 dych na karku można nie tylko "umieć" w punk rocka ale i w social media. No, poza tym, że ciągle atakuje Johna Bloodclota (śmiech)

Zawsze wolałem Cro-Mags w odmianie z Flanaganem, z obecnych dokonań (również live) także go preferuję. Jego ostatni album to kosa. Z social mediami radzi sobie doskonale, jednocześnie będąc całkiem normalnym typem. A że jest kontrowersyjny... chyba zawsze o takich najgłośniej, no nie?

Ale on, czy raczej jego postawa, wiecznego buntownika to chyba kwintesencja tego o co w tej zabawie chodzi. A Slug Abuse? Ile w was rock'n'rolla i imprezowego charakteru, a ile powagi i hołdu dla starej szkoły?

To chyba zależy od dnia. Czasem rano budzi nas kac, czasem jesteśmy świetnie wyspani po gigu. Nie jesteśmy chyba poważnymi ludźmi. Myślę, że najlepiej mogą wypowiedzieć się ludzie oferujący nam nocleg po koncertach. Co do hołdu dla starej szkoły - jak najbardziej, wolimy czerpać raczej z Husker Du, Nirvany czy Embrace.

Ja w recenzji wskazałem jeszcze wczesne Rancid, i nie wiem czy mnie za to nie zlinczują (śmiech)

Nie sądzę, w samochodzie również zdarzało nam się słuchać, zwłaszcza właśnie wczesnego. Ja ogólnie lubię wszelkiego rodzaju amerykański, melodyjny punk, pokroju The Lillingtons, AFI czy NOFX.

A hardcore? Nie oszukujmy się, to ta scena kocha was obecnie najmocniej.

Też, jedna z moich ulubionych kapel to Trapped Under Ice. To samo Turnstile, które z każdym kolejnym albumem idzie w coraz bardziej grunge'owy klimat - i to mi jak najbardziej odpowiada. Do tego wszelkiego rodzaju hardcore punkowe kapele, pokroju Youth Avoiders, Rixe czy Hank Wood and the Hammerheads. To również świetne w tej scenie - muzycznie ma też bardzo wiele do zaoferowania na wielu płaszczyznach.

Te inspiracje doskonale przenikają się na waszym debiucie. Cieszy mnie, że w przypadku coveru podkręciliście tempo i nagraliście ten numer w dość surowy, brudny sposób.

Fajnie, że to wszystko słychać, bo w sumie nie mieliśmy żadnej utartej koncepcji spotykając się na pierwszych próbach, po prostu chcieliśmy pograć punkowe piosenki. Wipers byli mistrzami w pisaniu takich, nawet w numerach trwających po kilkanaście minut, jak Youth of America. Nasze brzmienie to również zasługa super roboty, którą zrobił Daniel Husayn grający w Red Dons.

Album wciąż odbija się echem na rynku, przybywa wam koncertów, które dzielicie nie rzadko ze znacznie cięższymi stylistycznie, doświadczonymi załogami. Punk rock u boku starszych kolegów może czegoś nauczyć, czy każdy sobie rzepkę skrobie?

Jasne, że może - przede wszystkim profesjonalizmu w podejściu do grania koncertów i nagrywania. Tego też nauczyła mnie choćby wspólna trasa z The Dog, jeszcze w poprzedniej kapeli, SUICIDEBYCOP. Takie wydarzenia zawsze dużo dają - zarówno, jeśli chodzi o doświadczenie, jak i rozgłos.

Ostatnio głośno zrobiło się o tym, kto i z kim gra koncerty. Nietrudno dziś o scenowy ostracyzm.

To prawda, ale moim zdaniem podobnie, jak łatwo kogoś wykluczyć, podobnie łatwo kogoś "zlustrować", zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych. Potrzebny jest chłodny osąd każdej sytuacji. To nie jest system zero-jedynkowy. Zazwyczaj wiemy, lub chociaż kojarzymy ludzi z wielu kapel, więc nie jest niczym trudnym podjąć rozmowę z samymi zainteresowanymi, niż wrzucać pełne patosu oświadczenia na FB.

Oświadczenia to temat, który niezwykle trafnie ujął w jednej ze swoich piosenek śląski Castet. Ludzie doszukują się sensacji tam gdzie nie powinni.

Castet w wielu innych dziedzinach zresztą również dość trafnie ocenia rzeczywistość. Myślę, że to kto z kim i gdzie grywa koncerty, to tylko temat zastępczy, bo często u wielu takich osób widzę rażącą niekonsekwencję, jeśli chodzi o akceptację m.in. seksizmu na scenie hardcore. Dobrze pokazuje to przykład podejścia wielu osób ze "sceny" do Siksy...

Ale Siksa chce żeby było o niej głośno. Może i trafnie wytyka bolączki tego środowiska, ale nie daje się lubić.

Jasne, co nie zmienia faktu, że wierzę, że wiele osób stać na konstruktywniejszą krytykę, niż taką, która odnosi się do wyglądu i do żartów rodem pijanego wujka z wesela.

Ale to ma dwa, niestety często kolidujące ze sobą końce. Bo z jednej są rubaszne żarty i chamskie zagrywki, które bez dwóch zdań należy piętnować, z drugiej zaś, moralizatorstwo i wytykanie palcem.

To też prawda, choć akurat nie sądzę, aby Siksa przekonywała przekonanych. Wychodzą szeroko poza scenę punkową, choćby swoimi koncertami i odchodząc już od zaczepek na FB czy Instagramie puszczanych w czyjąś stronę, to zazwyczaj wytknięty palcem został ten, który zasłużył. Warto też zauważyć, że oni jednak nieco ewoluowali i skupiają się raczej na krytyce konkretnych postaw, niż osób. Ze względu na uzyskany rozgłos mogą trafić z tym przekazem do ludzi, którzy mogli się nawet wcześniej nad niektórymi rzeczami nie zastanawiać. To co mówiłem choćby wcześniej o The Stubs - bardzo dobrze, że "scenowe" zespoły wychodzą na większe sceny.

A nawet na okładki gazet. Wróćmy do Slug Abuse, debiut, choć upubliczniony stosunkowo niedawno ma już swój skromny zarost. Będziecie kuć żelazo póki gorące, czy poczekacie aż znowu zechce się wam niezobowiązująco nagrać luźne, punkowe piosenki?

Cały czas tworzymy materiał na regularnych próbach, więc gdy uzbiera się jego odpowiednia ilość na drugie LP - działamy od razu. Mamy to szczęście, że możemy nagrać to na naszej sali prób, więc terminy nie stanowią dla nas problemu. Nie mamy jakiegoś parcia na pisanie materiału - to jest niezobowiązujące - wolimy być w stu procentach przekonani do jakiegoś numeru, niż ciągle go przerabiać, a na końcu i tak wyrzucić z seta. Chyba właśnie ten luz daje nam taką radość z grania w Slug Abuse.

Zdjęcia: Anna Swiechowska - Call Me Killer