Wywiady
Nick Johnston

W dwóch poprzednich numerach magazynu Gitarzysta prezentowaliśmy lekcje mistrzowskie z Nickiem – w tym miesiącu podsumowanie w postaci rozmowy z tym kanadyjskim wirtuozem…

2017-12-05

Gitarzysta: Dlaczego zająłeś się muzyką instrumentalną?

Nick Johnston: Dorastałem w bardzo małym miasteczku i byłem jedynym muzykiem w rodzinie. Nie miałem kontaktu z innymi ludźmi grającymi na instrumentach. Słuchałem dużej ilości muzyki klasycznej oraz soundtracków, więc brak wokalu w muzyce był dla mnie czymś naturalnym. Myślę, że brak kontaktu z innymi muzykami oraz słuchanie tego typu muzyki wpłynęły na to, że zapragnąłem komponować własne utwory, gdzie gitara byłaby głównym głosem.

Co może zaproponować słuchaczowi utwór instrumentalny, czego nie może wokal?

Kiedy słucham muzyki instrumentalnej, przyłapuję się na tym, że w wyobraźni wyświetlają mi się różne zdarzenia z przeszłości. Kompletnie zatracam się w muzyce i bardzo często przywiązuję emocjonalnie do konkretnych kompozycji. Do mnie należy decyzja co one dla mnie znaczą i jakie emocje we mnie wywołują – nie ma tekstu, który by mi to narzucał. Myślę, że dobry utwór instrumentalny może przenieść słuchacza do innego czasu, miejsca czy wymiaru. To coś uniwersalnego. Zjeździłem cały świat ze swoją muzyką i wszędzie gdzie byłem ludzie rozumieją co się dzieje. Nic nie stoi pomiędzy mną, a słuchaczem.

Na czym się skupiasz, a czego starasz się unikać?

Kiedy słuchałem instrumentalnych płyt rockowych, zauważyłem jedną, przykrą tendencję – wiele z nich porzucało melodię na rzecz technicznych popisów wirtuozerskich. Oczywiście w świetnej technice nie ma nic złego, ale jeśli chodzi o mnie, to jestem typem muzyka osadzonego w melodii. To jest dla mnie podstawa – tworzę melodie, a potem obudowuję je odpowiednią aranżacją oraz instrumentacją. To jest coś co przynosi mi frajdę.

Jakie przełożenie ma forma piosenki na utwór instrumentalny?

To zależy od konkretnego twórcy oraz od celu, który chce osiągnąć. Zwykle trzymałem się tej formy dość blisko. Ale gdy moje portfolio kompozytorskie stało się grubsze, poczułem potrzebę eksperymentowania i ta klasyczna forma straciła na znaczeniu. Muszę zaspokoić swój głód niepospolitych aranży, a wtedy może powrócę do korzeni. Wydaje mi się jednak, że ważniejsza od samej formy jest jakość tego co się w niej zawiera. Jeśli mamy do czynienia ze słabym materiałem, to nawet najlepszy aranż nic tu nie pomoże.

Czy gitara i wokal mają coś wspólnego?

Myślę, że melodia wokalna i melodia gitarowa to dwie zupełnie odmienne koncepcje. Wokalista może się oprzeć na kilku prostych nutach, bo treść i ładunek emocjonalny ma tu inny nośnik. Można od razu stwierdzić, czy wokalista jest smutny, wesoły, czy wściekły, po prostu słuchając jego śpiewu. Gitara pozbawiona jest tej „opisowej” właściwości, więc do kompozycji gitarowej trzeba podejść zupełnie inaczej.

W jaki sposób komponujesz?

Pomysły pojawiają się niespodziewanie, kiedy po prostu spędzam czas z gitarą lub z klawiszami. Jeśli usiądę i będę próbował skomponować coś na siłę – nic z tego. Staram się mieć otwarty umysł i nie zamykać się na różne style muzyki. Oprócz tego kocham science-fiction, gry wideo i komiksy. Wiele z moich kompozycji stworzyłem wyobrażając sobie, że piszę soundtrack do jakiejś sceny lub historii z komiksu. Czerpię z tego mnóstwo inspiracji.

Co z innymi instrumentami w kompozycjach skupionych na gitarze?

W muzyce, każdy z instrumentów powinien wspierać pozostałe. Ponieważ moja twórczość jest dość prosta, z technicznego punktu widzenia, ważne jest aby instrumenty pracowały ze sobą, tworząc jakiś szerszy obraz. Staram się to wszystko świadomie aranżować, zamiast pisać tylko podkłady pod kilka gitarowych solówek. Jak ustawiasz barwę do swoich utworów? To zależy od konkretnej kompozycji, aranżu i produkcji. Jeśli jest tam sporo akustycznych gitar, fortepianu i nie ma przesterowanych gitar w podkładzie, dobrą opcją może być mocno saturowane, lejące się brzmienie solowe z toną gainu. Ale kiedy gram swoją muzykę na żywo, grawituję w kierunku średnio-przesterowanej barwy opartej na przystawkach single-coil.

Jakaś ulubiona tonacja lub tempo?

Obecnie piszę sporo muzyki utrzymanej w wolniejszych tempach. Nie mam jakiejś jednej, konkretnej, ulubionej tonacji.

Dur czy moll?

Zawsze ciągnęło mnie do tonacji molowych. Oczywiście mam też sporo kompozycji opartych na tonacjach durowych, ale tych molowych jest znacznie więcej.

Ulubione skale?

Zamiast skalami, myślę bardziej interwałami. Jeśli akord molowy potrzebuje seksty wielkiej, to nawet pomimo tego, że z tonacji wynika skala frygijska, dorzucę tam tę sekstę. Skupiam się na harmonii oraz interwałach, których używam rozwijając temat.

Modulacje?

Jestem wielkim fanem modulacji! To coś co może zabrzmieć niewiarygodnie dobrze, o ile zrobi się to w inteligentny sposób. Uważam, że modulacja może brzmieć tylko wspaniale lub kompletnie do dupy. Nie ma tak naprawdę nic pomiędzy.

A co z harmonizowaniem melodii?

Wychowałem się na muzyce instrumentalnej, więc słyszałem naprawdę dużo lepiej lub gorzej harmonizowanych melodii. Może nawet zbyt dużo. Ale nie sądzę, aby potrzebne mi to było w muzyce do wyrażania samego siebie. Próbowałem tej techniki w kilku trackach, ale zwykle nie brzmiało to najlepiej. Prawdopodobnie wciąż nie doszedłem do siebie po nadmiernej ekspozycji na harmonizację z lat wcześniejszych.

Wymień trzy utwory instrumentalne, które Cię zainspirowały.

„Sleepwalk” (Santo & Johnny), „Scuttle Buttin’” (Stevie Ray Vaughan) i „Frankenstein” (The Edgar Winter Group). Kiedy usłyszałem te kawałki, poczułem się jakbym zetknął się z muzyką z innych wymiarów. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się napisać coś co będzie równie transcendentalne.

Powiązane artykuły