Charlie Burchill (Simple Minds)
Wywiady
Charlie Burchill (Simple Minds)

Nasz gość - najbardziej znany z grupy Simple Minds - jest gitarzystą i kompozytorem o szkockim rodowodzie, a jego muzyczna kariera sięga korzeniami lat siedemdziesiątych.

2017-07-25

Jest także pasjonatem piłki nożnej i hojnym sponsorem swojego ulubionego klubu Celtic F.C. Chętnie byśmy o to zapytali, ale jednak tym razem ‘wiosłowy’ jednego z najbardziej znanych zespołów rockowych świata opowie nam, jak pewnego razu kabel gitarowy naprawił koncertowy autobus zespołu…

Logo
Kiedy zagrałeś swój pierwszy koncert i jak Ci poszło?


Logo
To dość zabawne, bo nagraliśmy swój album ‘Simple Minds Acoustic’ w miejscu, które jest obecnie studiem, ale niegdyś nim nie było. To był kiedyś klub miejski - The Railway Club w Glasgow. Tam właśnie zagraliśmy swój pierwszy gig. Wystąpiliśmy dla około trzydziestu sierot w wieku do lat dwunastu, a cały nasz repertuar wypełniały covery Velvet Underground. Pamiętam, że część dzieciaków zaczęła płakać. To był trudny koncert.


Logo
Jaki sprzęt wozisz ze sobą obecnie na koncerty?


Logo
Sercem jest system przełączania GigRig. Mam efekty takie jak Strymon TimeLine, TC Alter Ego, Page Overdrive - który jest fantastyczny - Origin Effects Cali76, Bi-Chorus Analog Mana, BOSS CE-1, Fulltone Octafuzz, Fulltone Clyde Wah, a ostatnio dodałem jeszcze Eventide H9. Moja gitara od lat to Gretsch ’62 White Falcon - mam dwa takie modele. Jednego kupiłem jakieś siedem lat temu, a na drugim gram od lat osiemdziesiątych. Mam też nowego Black Falcona, Gibsona Les Paula z 1969 r., pół-akustycznego Tele zrobionego przez mojego technicznego i kolejnego Gibsona LP ‘69 w kolorze czarnym. Używam trzech wzmacniaczy Matchless - dwa robią stereo, a trzeci przenosi suchy sygnał 'dry'. Myślę jednak o przejściu na wzmacniacze Fendera.


Logo
Które z tych urządzeń jest kluczowe dla Twojego brzmienia ‘live’?


Logo
Delay TC Electronic Alter Ego - mam go włączonego cały czas - jak również chorus BOSS CE-1.


Logo
Czy miałeś w trasie jakieś zdarzenia a’la Spinal Tap?


Logo
Otwieraliśmy imprezę w Aberdeen - to był początek naszej trasy - mieliśmy wielki ekran kabuki na froncie sceny. Oczywiście miało być intro z taśmy, wtedy my wychodzimy, kabuki opada i obsługa go ściąga, a my gramy. Ale kabuki spadł na cały zespół i nagle poczuliśmy się jak rybki złapane w sieć. Żaden z nas nie mógł grać, ani się stamtąd wydostać. To było żenujące, ale widownia miała niezły ubaw - to był najśmieszniejszy początek trasy, jaki kiedykolwiek mieliśmy.


Logo
Co znajdziemy w Twoim riderze?


Logo
Butelka whisky - Macallan - zazwyczaj osiemnastka. Obowiązkowo owoce i orzechy, ponieważ wszyscy w tych czasach jesteśmy super zdrowi - nie mamy już niebieskich Smarties, ani niczego w tym rodzaju. Jedyne odstępstwo to ‘łiskacz’ po występie.


Logo
Z punktu widzenia muzyka - jakie było najlepsze miejsce, w którym grałeś?


Logo
Myślę, że The Barrowland w Glasgow. Nie wiem, coś po prostu jest w tym miejscu. Taka specyficzna atmosfera… To stara hala koncertowa ze sprężynującą podłogą, w której zawsze czujemy się wyjątkowo. Być może publiczność lubi inne sale, ale dla nas Borrowland to czysta magia.


Logo
Jaka była najgorsza podróż na koncert lub powrót z koncertu?


Logo
Sięgając pamięcią dawnych czasów, do przemieszczania się wykorzystywaliśmy stary ambulans, do którego ładowaliśmy sprzęt i siebie. Pewnego razu padło sprzęgło na środku autostrady. Sytuacja była na tyle groźna, że mogliśmy wtedy zginąć. Po dłuższym czasie na poboczu udało nam się to uruchomić wklejając przewód gitarowy do silnika. To była trzecia nad ranem w grudniu, dość mroźno, podróż z Aberdeen do Glasgow zajęła nam osiem godzin.


Logo
Jaka była najdziwniejsza rzecz, jaka przydarzyła Ci się w trasie?


Logo
W dniu moich urodzin, w Sydney, w Australii, skuliśmy się do nieprzytomności. Kiedy się obudziłem kolejnego ranka w moim pokoju nie było nic - żadnych ubrań, nawet jednej pary butów. Zadzwoniłem do obsługi, odebrał menadżer, więc mówię mu: ‘Wiem, że to brzmi niedorzecznie, ale z mojego pokoju zniknęły moje ubrania, a ja siedzę zupełnie nagi i nie mogę zejść na dół.’ On na to: ‘To jakieś szaleństwo - takie rzeczy się tu nie zdarzają!’ Ja: ‘Nie, to nie szaleństwo, to się właśnie stało.’ On: ‘Niech pan mi da kilka minut.’ Po chwili oddzwonił i mówi: ‘Mamy pańskie ubrania.’ Pamiętam jak przez mgłę tę myśl poprzedniego dnia, która utkwiła mi w głowie, że przydałoby się uprać moje rzeczy, bo właśnie wróciliśmy z trasy. Więc po prostu wywaliłem kupę ubrań na środku hotelowego holu - pokojówka myślała, że chciałem to oddać do pralni chemicznej. Ubrania się znalazły, kiedy z niej wróciły. Ta zabawa kosztowała mnie 1800 dolarów australijskich.


Logo
Czy macie jakieś swoje sposoby na przekupienie publiczności?


Logo
Naszą tajną bronią jest Jim Kerr, nasz frontman. Niektórzy ludzie to w sobie mają, a inni nie, ale on jest świetny w te klocki. Bardzo naturalny i zabawny. Czasem nawet nie zdążymy zagrać pierwszej nuty, a publiczność już jest z nami. Jim ma tę osobowość gawędziarza - uwielbia opowiadać różne historie i kiedy mówi, od razu przeciąga ludzi na swoją stronę.


Logo
Jaki jest Twój ulubiony album koncertowy?


Logo
Prawdopodobnie jest nim ‘Absolutely Live ‘ The Doors. Wychowałem się na nim. Pierwszą płytą jaką słyszałem w życiu było ‘LA Woman’ - to było kiedy miałem 10 lat. Drugą moją płytą było ‘Absolutely Live’. Podwójne wydawnictwo - ja i mój brat zdarliśmy tę płytę kompletnie. Mogłem zacytować z niej każdą nutę i wszystkie teksty. Ale ‘The Celebration Of The Lizard’ dla 10-latka to było coś w rodzaju muzycznej magii powodującej halucynacje. Dlatego właśnie chciałem być w zespole - myślałem sobie: ‘Co za niesamowity świat…’