Malleus Rock Art Lab

Wywiady
2013-04-10
Malleus Rock Art Lab

Malleus Rock Art Lab to jeden z najbardziej nietuzinkowych kombinatów twórczych w zdominowanym przez Amerykanów świecie sztuki rockowego plakatu.

Wszystkie prace Włochów utrzymane są w charakterystycznym, łatwo rozpoznawalnym stylu, który oni sami określają jako Dark Nouveau. Źródła ich inspiracji to pełen wachlarz wpływów: Alfons Mucha, Klimt, Rick Griffin, Andrea Pazienza, Mike Mignola… Kto chciałby przyjrzeć się z bliska twórczości trójki z Malleus, zyska ku temu okazję w pierwszych dniach maja, podczas tegorocznej edycji Asymmetry Festival. My tymczasem zapraszamy do lektury.

Logo
Ten wywiad ma szansę trafić do szerszego grona czytelników, spośród których część być może usłyszy o Was po raz pierwszy. Powiedzcie kilka słów o tym, czym jest Malleus?

Logo
Malleus Rock Art Lab to my, czyli Urlo, Lu i ja. Razem tworzymy kolektyw sztuki, a jednocześnie jesteśmy oddani muzyce rockowej. Muzyka i sztuka od dawna zajmowały znaczące miejsce w naszych głowach i sercach, dlatego postanowiliśmy połączyć te dwa elementy, dwie największe pasje. Malleus to rezultat naszego ścisłego związku z jednym i drugim. Wszystko zaczęło się dawno temu, trochę z przypadku. Zaczęliśmy to w zasadzie dla żartu, a po kilku latach aktywności tak się jakoś złożyło, że Malleus stał się naszym podstawowym zajęciem. Poświęcaliśmy mu coraz więcej czasu, w którymś momencie uświadomiliśmy sobie też, że wszystko układa się generalnie po naszej myśli, tak jakby los nam sprzyjał. Taki był punkt startowy dla tego, czym Malleus jest dzisiaj. Wciąż pozostajemy ściśle związani z muzyką, w tym temacie w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło, dlatego można chyba powiedzieć, że Malleus to po prostu trochę inny od standardowego sposób spojrzenia na muzykę. To jakby muzyka z perspektywy rozmiłowanych w muzyce twórców, którzy realizują się także w innym, pozamuzycznym obszarze. W skrócie rzecz ujmując, powiedziałbym, że Malleus powstał z potrzeby nadania materialnej postaci temu, co słyszą nasze uszy.

Logo
Co tworzycie?


Logo
Na początku projektowaliśmy tylko okładki do winyli i płyt kompaktowych, później doszły do tego plakaty koncertowe. Pierwsze plakaty powstawały dla naszego ówczesnego zespołu (Judy Corda - sprzed Ufomammut), po czym zaczęliśmy projektować także dla innych zespołów. Generalnie, zaczęliśmy od prac dla zespołów. Kolejnym krokiem były plakaty kolekcjonerskie, wytwarzane już inną metodą - nie w offsecie, a w sitodruku. Nie ograniczaliśmy się jednak wyłącznie do plakatów, tworzyliśmy też ilustracje i okładki do książek, generalnie wszystko, co w jakiś sposób wiązało się z ilustracjami, z rysunkami. Zawsze jednak podstawą i głównym motywem naszych działań była muzyka. Muzyka stanowiła trzon.


Logo
Tak, na samym początku wszystko kręciło się wokół muzyki, ale później zaczęło się to trochę zmieniać. Teraz działalność Malleus jest znacznie bardziej zróżnicowana, bierzemy na warsztat różne inne rzeczy. Plakaty koncertowe to wciąż bardzo istotny, ale nie jedyny element naszej działalności.


Logo
: Nowa rzecz to między innymi plakaty filmowe…


Logo
A do tego wizualizacje video, nie tylko dotyczące muzyki, i takie tam.


Logo
Nawet etykiety do win.


Logo
Tak, ale to akurat jest chyba dość mocno związane z muzyką (śmiech).


Logo
Kiedy zorientowaliście się, że Malleus staje się głównym motywem Waszego życia?


Logo
Użyłem przed chwilą słowa “żart", ale dla nas to nie była w gruncie rzeczy zabawa. Traktowaliśmy i traktujemy to poważnie. Może i było w tym coś na kształt zabawy, ale takiej na poważnie. Byliśmy jak dzieci, które choć się bawią, nie traktują gry, jak zabawy, ale podchodzą do niej bardzo poważnie, bez dystansu. Chodzi mi o to, że nie od początku Malleus był naszą podstawową aktywnością, czymś co przynosi dochód i pozwala się utrzymać. Ale w końcu zaczęliśmy sobie uświadamiać, że jeśli skorzystamy z szansy, wykorzystamy nadarzającą się okazję, to może tak się stać. To było mniej więcej po 2-3 latach od powstania Malleus, wtedy rozejrzeliśmy się wokół siebie i zadaliśmy sobie pytanie, dlaczego właściwie nie pociągnąć tego dalej. To wtedy postanowiliśmy, że zrobimy wszystko, żeby rozwinąć tę inicjatywę, która zaczęła się nie do końca na poważnie, ale dla nas od początku była ważnym elementem życia. Stało się to naturalnie, to nie była decyzja w rodzaju “siadamy i ustalamy, że od teraz bierzemy się za to na całego", tak się po prostu zaczęło dziać. Tak jakby Malleus rozrastał się na naszych oczach i spychał inne zajęcia na bok. Pewne rzeczy się działy, a my rozwijaliśmy się wraz z nimi. Ciąg kolejnych zdarzeń dał takie a nie inne rezultaty. Tak po prostu wyszło.


Logo
Prawda jest taka, że to, co robimy, to jedyne rzeczy, którymi jesteśmy w stanie się zająć. Możemy robić tylko i wyłącznie to, ponieważ nic innego nie potrafimy. Grać muzykę, rysować… Jesteśmy bezdyskusyjnie i całkowicie niezdolni do zajęcia się czymkolwiek innym (śmiech).


Logo
Tak, zdecydowanie niezdolni np. do podjęcia i wytrwania w standardowej pracy na etacie.


Logo
Praca na etacie w naszym przypadku jest absolutnie wykluczona, nic by z tego nie wyszło. Chociaż, Guiseppe (Poia) przejawia niemałe talenty, jeśli chodzi o pracę z drewnem.


Logo
Jak cieśla.


Logo
Tak, jak cieśla, nieźle radzi sobie z pracą w drewnie. Jak Chrystus…


Logo
Jak wygląda podział pracy w Malleus? Nie jesteście za bardzo skłonni zdradzać, co kto dokładnie robi, trzymacie się wersji, że wszyscy zajmują się wszystkim, mniej więcej po równo. Na blogu, przy drukarskiej maszynerii, widać natomiast głównie Lu…


Logo
Ja odpowiadam za planowanie (śmiech).


Logo
I dlatego nie mamy żadnych planów (śmiech).


Logo
Kto robi szkice?


Logo
Głównie my, tj. ja i Poia. Nad doborem kolorów pracujemy wspólnie. To w dużej mierze loteria.


Logo
Łatwo się dogadujecie czy zdarzają się Wam spory?


Logo
Szczerze mówiąc, najczęściej jest tak, że spieramy się, polemizujemy, etc.


Logo
Pomysły pochodzą od całej naszej trójki. To taka burza mózgów. Pracujemy nad szkicami, później razem staramy się wypracować kompromis, jeśli chodzi o dobór kolorów. Zwykle jest tak, że każdy ma zupełnie inny pomysł, więc dyskutujemy, zmieniamy, tworzymy kilka wersji, aż w końcu  którąś wybieramy. Nie jesteśmy jednomyślni, ale jednocześnie działamy, jakbyśmy, byli jednym organizmem. Mimo różnic, potrafimy się porozumieć.


Logo
Kiedy pracujemy nad kolorami, tworzymy kilka alternatywnych wersji i na ich podstawie dokonujemy ostatecznego wyboru. W ten sposób powstają też wersje Art Print - ten sam plakat w bardziej limitowanej edycji z alternatywnie dobraną paletą barw. Generalnie uważam, że praca w zespole jest lepsza niż w pojedynkę. Robimy coś wspólnie, a później możemy wymienić się spostrzeżeniami, podyskutować, wyciągnąć wnioski na przyszłość. Im więcej punktów widzenia, im więcej różnych perspektyw, tym lepiej. Nie zawsze jest łatwo, ale ogólny rozrachunek wychodzi na korzyść. Mnie to odpowiada, lubię tak pracować.


Logo
Różne perspektywy, różne spojrzenia na ten sam przedmiot to ważny element naszej pracy. Taki system raz może okazać się bardzo pomocny, innym razem może z kolei stanowić pewne ograniczenie, ale ogólnie bardzo się przydaje. Na pewno wynika z tego więcej korzyści niż niedogodności.


Logo
Jak istotne w procesie twórczym są nowe technologie, komputery? Pomysł, szkic rodzi się przy pomocy ołówka, ale jak wygląda to dalej?


Logo
: Korzystamy z technologii, ale w ograniczonym zakresie. Jest jednak jeden kluczowy etap - pomiędzy projektem rysunku na papierze a rozpoczęciem procesu drukowania w sitodruku, w którym technika odgrywa bardzo istotną rolę. Komputery są nam niezbędne podczas doboru kolorów oraz tła, natomiast kolorowe drukarki atramentowe - do tworzenia klisz, których używamy do wypalania szablonów drukarskich, służących do finalnego, ręcznego wydruku afiszy. Tak czy owak, komputery są zawsze, w całym tym procesie, wyłącznie narzędziem, nad którym to my mamy władzę i które bez naszego wkładu byłoby bezużyteczne.


Logo
Chcielibyście zrobić plakat do któregoś z filmów Tarantino, choćby ostatniego - Django Unchainded? Klimat jego filmów wydaje się dobrze pasować do Waszej twórczości. Mam na myśli dwa motywy -  kobiety i krew.


Logo
Myślę, że generalnie tak, moglibyśmy to zrobić, dlaczego nie. W końcu gość, który zaprojektował plakat do Django, też jest Włochem (Federico Mancosu). Jeśli chodzi o jego plakat, to, co zwróciło moją uwagę, to jego prostota. Plakat jest fajny, ale ma bardzo uproszczoną formę. Jest bardzo prosty, bardzo bezpośredni, z jednoznacznym przekazem. Całkiem inny niż to, co my zwykle robimy w Malleus. Sam nie wiem, byłoby świetnie móc coś zrobić dla Tarantino, ale nie jestem pewien, czy my bylibyśmy tu właściwymi ludźmi na właściwym miejscu, nie wiem, czy Malleus faktycznie się do tego nadaje.


Logo
Nie wydaje Wam się, że rezultat Waszej pracy przypadłby mu do gustu czy był zgodny z jego oczekiwaniami? Myślisz, że nie odpowiadałby mu styl Malleus?


Logo
Może by odpowiadał, trudno powiedzieć. Może byłby cud, a może totalna pomyłka (śmiech). Naprawdę, trudno powiedzieć. Powinniśmy czuć klimat, być w temacie, dobrze się skomunikować, tak żeby właściwie odczytać jego oczekiwania, złapać wspólny język. Czasem bywa tak, że jest z tym problem. Czy tutaj by był, nie mam pojęcia, ale czuję, że mógłby się pojawić.


Logo
Tak czy owak, generalnie niczego nie wykluczamy. Jesteśmy otwarci na współpracę z Quentinem.


Logo
Tak, oczywiście, że jesteśmy.


Logo
Chociaż, tak jak powiedział wcześniej Urlo, to, co robimy, nasz sposób tworzenia różni się od tego, jak wyglądały dotąd plakaty do filmów Tarantino. Chodzi przede wszystkim o to, że tamte plakaty są zawsze bardzo konkretnie związane z filmem, bardzo do rzeczy w takim sensie, że ich przekaz jest prosty, nie jest nadmiernie skomplikowany czy wielowarstwowy. To jasny obraz, prosta zapowiedź tego, co niesie ze sobą film. Nasze plakaty są przeważnie trochę bardziej złożone, bardziej skomplikowane, potrzeba więcej czasu, żeby dostrzec ich poszczególne elementy. Nie wszystko jest widoczne za pierwszym razem, nie wystarczy tylko rzucić okiem na plakat, żeby dostrzec, o co w nim chodzi, żeby odczytać każdy element zawarty w obrazie. Dlatego, szczerze mówiąc, nie wiem, jakby to wyszło. Tak czy owak, na pewno mogłoby to być dla Malleus ciekawym wyzwaniem. Może byłaby to dla nas okazja do zrobienia nowego kroku naprzód, do poszerzenia twórczych horyzontów. Gdyby nadarzyła się okazja, czemu nie.


Logo
Pozwól, że zadzwonimy do Tarantino i zobaczymy, jak zareaguje na propozycję współpracy (śmiech).


Logo
Nigdy nie wiadomo. Mówicie, że Wasza sztuka jest inna niż to, co do tej pory stanowiło ilustracje na plakatach do jego filmów, ale to przecież nie znaczy, że nowe spojrzenie na temat nie mogłoby go przekonać. Może właśnie uznałby, że czas na zmianę.


Logo
Może, teoretycznie mogłoby się okazać, że tak.


Logo
W 2008 roku ukazała się książka Hammer of God, stanowiąca przegląd Waszej twórczości od początku istnienia Malleus. Książka wyprzedała się szybko, żeby nie powiedzieć na pniu, a od tamtego czasu w obozie Malleus sporo się wydarzyło, powstało wiele nowych prac. Planujecie kolejne podobne wydawnictwo?


Logo
Może tak.


Logo
Chcielibyśmy, od pierwszego wydania minęło faktycznie sporo czasu, mamy wiele nowych plakatów, więc fajnie byłoby rozszerzyć drugie wydanie o kolejny, nowy rozdział. Pewnie powstanie drugie wydanie, pytanie tylko - kiedy. Staramy się nie robić planów, bo z ich realizacją bywa różnie. Na pewno mamy to na uwadze, myślimy o tym, ale na razie bez konkretów.


Logo
A generalnie jak oceniacie samą ideę wprowadzania na rynek tego rodzaju wydawnictw? To ważne narzędzie w promocji?


Logo
Czy ja wiem, chyba niespecjalnie ważny, dziś nikt już nie czyta książek.


Logo
Ale w tej jest mnóstwo obrazków, więc może jakoś by się obroniła (śmiech).


Logo
To fakt, Hammer of God była trochę jak komiks. Więcej obrazków niż treści, więc druga edycja też powinna się przyjąć.


Logo
Tak, nic do czytania, tylko obrazki do oglądania. To rzeczywiście powinno być łatwe, nawet dla tych, którzy nie czytają. Chcemy to zrobić, ale to wymaga czasu i wcale niemałych pieniędzy. Wydanie książki kosztuje. Tak więc, generalnie nie mówimy nie. Pewnie w końcu zabierzemy się do tego, ale teraz nie potrafimy powiedzieć, kiedy to nastąpi.


Logo
Zgodnie z rozpoczynającą Hammer of God opowieścią, trójca Malleus to kontynuatorzy dzieła trzech czarodziejów z Grantorty. Możecie wyjaśnić, o co chodzi w tej historii?


Logo
Cóż, miasto, w którym mieszkamy nazywa się Tortona. Po włosku Tortona można tłumaczyć jako Wielki Tort. Torta to ciasto (tort), a Tortona - duże ciasto, duży tort. Stąd wziął się pomysł przedstawienia tego w taki sposób, że nasza trójka, ekipa Malleus żyje wewnątrz tego wielkiego tortu, jak robaki wewnątrz wielkiego jabłka. Uznaliśmy wtedy, że to zabawny koncept - rzeczywistość, która rozgrywa się w wielkim torcie.


Logo
: Ale sama Tortona wcale nie jest tak piękna i słodka, zupełnie nie przypomina tortu.


Logo
Zdjęcia Tortony w sieci wyglądają całkiem nieźle.


Logo
: Nieźle? Nie, niemożliwe.


Logo
Zawsze mówiłem, że Tortona wcale nie jest taka zła w zestawieniu z innymi miastami. Moim zdaniem, to jedno z lepszych miast we Włoszech. Poza tym, obszar wokół miasta jest bardzo przyjemny, chociaż samo miasto nie jest może szczególnie urokliwe. Zawsze jest tak, że są miasta lepsze i gorsze, a w samych miastach lepsze i gorsze miejsca. Moim zdaniem, braki samego miasta Tortona z powodzeniem nadrabia okolicami, które ją otaczają. Jest sporo fajnych przestrzeni, pól, lasów, etc.


Logo
A jak Wam idzie, czarodzieje z Grantorty, wyzwolenie Zlęknionego Ludu ze strefy smutku i cienia?


Logo
Nie mam nic do powiedzenia na ten temat…


Logo
No wiesz, staramy się jakoś przełamać szarość, używamy kolorowych atramentów… Koniec odpowiedzi. Sam nie wiem, staramy się robić dobrze to, co robimy. Moim zdaniem, czasem  dobrze trochę się bać. To skłania ludzi do myślenia, do zastanowienia się nad różnymi kwestiami.


Logo
Tak myślisz? Strach może odbierać wolę działania, bardziej krępować niż wyzwalać potencjał.


Logo
Nie chodzi mi o taki strach, który paraliżuje, ale taki mniejszy, który sprawia, że ktoś otrząsa się z marazmu i zaczyna myśleć o kwestiach, które wcześniej go nie interesowały. Taki jak np. przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy za chwilę masz otworzyć prezenty i odczuwasz lekki niepokój na myśl o tym, co możesz znaleźć w środku. Coś w tym rodzaju.


Logo
W takim przypadku, kiedy mówimy o prezentach, chodzi chyba raczej o lekką ekscytację, wywołaną oczekiwaniem  na niespodziankę. Udaną albo nie…


Logo
Fakt, a my dajemy w prezencie farby, więc ludzie rzeczywiście mają się czym ekscytować (śmiech).


Logo
Czym jest mediolańska Zona Tortona?


Logo
Zona Tortona to ulica w Mediolanie.


Logo
Tortona w przeszłości, z historycznego punktu widzenia, odegrała dość ważną rolę w dziejach Włoch, dlatego w wielu większych włoskich miastach są ulice, których nazwy nawiązują do Tortony. Nie da się może tego porównać do China Town, powiedzmy, dzielnicy czy sektora w mieście pełnego byłych mieszkańców Tortony, ale…


Logo
Emigranci z Tortony w Mediolanie… To by było ciekawe. Ale nie, Zona Tortona to tylko nazwa ulicy, nic więcej. Nic specjalnego.


Logo
Macie gdzieś w Polsce ulicę Tortony?


Logo
Jeszcze nie, ale wszystko przed nami. Może zgłosimy pomysł naszym lokalnym gminnym władzom, kto wie?


Logo
Albo może założymy u Was nową Tortonę. Coś na kształt kopii w Vegas. Liczymy na Wasze wsparcie!


Logo
Dlaczego ukrywacie się pod pseudonimami?


Logo
Właściwie… trudno powiedzieć. Nie przepadamy jakoś szczególnie za naszymi prawdziwymi imionami. Są zbyt… Chodzi o to, że moje (Giovanni) jest bardzo popularne, brzmi tak jakoś … Nie wiem, generalnie nie lubię włoskich imion. Zdecydowanie wolę ksywy czy pseudonimy. Poza tym, czasem tak jest łatwiej, choć akurat nie w moim przypadku. Za każdym razem, kiedy podaję komuś nick “Urlo", trudno to zrozumieć przez “r" w środku. No wiesz, musisz to wymawiać z naciskiem na “r" jak Urrrrlo. “Poia" jest łatwiejsze.


Logo
To prawda, ale mój nick przylgnął do mnie lata temu, jeszcze za szkolnych czasów, kiedy byłem dzieciakiem. “Poia", od nazwiska Poggi, to moje przezwisko od bardzo dawna, które po prostu przetrwało przez te wszystkie lata, aż do teraz. Ale ja nie mam żadnego problemu z moim autentycznym imieniem.


Logo
Ja też nie mam z tym problemu, po prostu bardziej odpowiada mi sytuacja, w której jestem kojarzony z tym nickiem, kiedy jestem rozpoznawany jako Urlo. W ten sposób od małego nazywała mnie matka. “Urlo" znaczy “krzyczeć", a ja jako dziecko często płakałem, krzyczałem…W gruncie rzeczy, nie ma się czym chwalić. A Lu to po prostu skrót od Luisa.


Logo
A jeśli chodzi o Jiji… (śmiech).


Logo
O tak, my zdecydowanie wolimy nazywać Cię Jiji.


Logo
Tak, Jiji!


Logo
Chodzi o to, że Jiji to, co do zasady, męskie przezwisko, od imienia Luigi, którego żeńskim odpowiednikiem jest Luisa. Tak więc, Jiji…


Logo
We Włoszech, jeśli ktoś nazywa Cię w ten sposób, raczej nie zachowuje się zbyt uprzejmie. To nie jest nic miłego (śmiech).


Logo
Moim zdaniem, rzecz nie w w tym, czy to jest miłe, czy nie. Chodzi po prostu o to, że określenia Jiji używa się wobec ludzi starszych. Na przykład: wuj Jiji (śmiech). Dlatego nie ma w tym generalnie nic złego, ale to nie jest odpowiednia ksywa dla kogoś takiego Lu, która zdecydowanie nie jest starym wujem Luigi (śmiech). Często mamy z tym spory ubaw (śmiech).


Logo
Okej, w takim razie zostajemy przy Lu.


Logo
Poia ma rację, ale z drugiej strony taka ksywa dla Lu ma swoje niekwestionowane plusy. To w pewnym sensie likwiduje między nami różnice płci. Jesteśmy dzięki temu jakby bardziej na tym samym poziomie, nikt się nie wyróżnia, wszyscy jesteśmy tacy sami. Wiesz, Urlo, Jiji, Poia - trzech gości.

Logo
To fakt, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że w szeregach Malleus jest kobieta. Postrzegają Was jako trzech facetów. W Waszych pracach można odnaleźć pewne podobieństwa do twórczości Muchy czy Ricka Griffina. Jak duży wpływ wywarły na Was te nazwiska, w jaki sposób wpłynęły na ukształtowanie się charakterystycznego stylu Malleus?


Logo
Poza Muchą i Griffinem, było jeszcze kilku innych. Oczywiście, ci dwaj to jedni z najważniejszych twórców, którzy stanowili dla nas inspirację. Obok takich, jak Andrea Pazienza, Mike Mignola, Schiele, Moebius, nawet, jeśli ich wpływ nie jest już tak oczywisty, widoczny w naszych pracach. Również Warhol, Klimt, Kirby, Toppi, a poza tym twórczość czy sposób spojrzenia na rzeczywistość wielu innych artystów, znanych i mniej znanych. Albo tylko pojedyncze ilustracje, przypadkiem napotkane obrazy.


Logo
Źródeł inspiracji jest bardzo wiele. Można ją czerpać z dowolnego źródła, może stać się nią wszystko. To nie tylko ilustracje, obrazy, plakaty, ale też kino, muzyka, w zasadzie wszystko.


Logo
Tak, im dłużej działamy, tym bardziej różnorodne one są. Napływają z rozmaitych kierunków. Nie inspiruje nasz już tylko, czy głównie, tak jak to było na początku, twórczość innych artystów. Kiedy zaczynaliśmy, na pewno byliśmy pod większym wpływem takich postaci, jak choćby Griffin, ale później zaczęło się to zmieniać. Z czasem staliśmy się bardziej głodni czegoś innego, nowego, szukaliśmy nowych źródeł, nowej perspektywy. Staramy się cały czas iść naprzód, rozwijać się, ewoluować, nie zamykać w jednej manierze, różnicować pomysły. Zmieniać. Nawet jeśli nasz “kręgosłup" twórczy jest zawsze ten sam. Nie chcemy ograniczać się do jednej kategorii źródeł, nie chcemy zamykać się w żadnych ramach. Najważniejsze, to pozostać wolnym, obserwować rzeczywistość, być otwartym na to, co się wokół nas dzieje.


Logo
Teraz czerpiecie z tego, co Was otacza, kiedyś było inaczej. Można to zauważyć, śledząc historię Waszej twórczości. Poszerzacie twórcze horyzonty, a to jest świadectwo artystycznej dojrzałości.


Logo
Dokładnie tak. A na następnym plakacie będziesz Ty - w tych słuchawkach (śmiech). To dobry przykład.


Logo
Wcale mnie to nie dziwi, to musi być niezapomniany widok (śmiech).


Logo
Pierwsze plakaty pod szyldem Malleus - dla Orange Factory - powstały w 2000 roku techniką offsetową. Dlaczego całkiem zarzuciliście to pierwsze?


Logo
Chyba trochę wcześniej, przed 2000.


Logo
Może tak, ale niewiele wcześniej, można przyjąć, że gdzieś około 2000 roku. Zaczęliśmy od kilku plakatów dla naszych własnych zespołów. Najpierw Judy Corda, później Ufomammut. To były właśnie plakaty w offsecie, nie w sitodruku. Ben i Sara z Orange Factory, nasi belgijscy przyjaciele, skontaktowali się z nami, to wtedy się poznaliśmy. Zapytali, czy nie chcielibyśmy zrobić dla nich plakatu, dla organizowanych przez nich koncertów, bo Orange Factory to agencja koncertowa. To od nich zaczęła się nasza, wtedy jeszcze zabawa, z tworzeniem plakatów. Przedtem robiliśmy tylko okładki do płyt. Po kilku latach, w 2002 roku, zrobiliśmy wreszcie nasz pierwszy plakat w sitodruku. Plakat dotyczył wystawy, która miała miejsce w Stanach, w Filadelfii, a jej tytuł to “Artifacts of the Improbable" (plakat można zobaczyć TUTAJ). Zawdzięczamy to w gruncie rzeczy przypadkowi. Chcieliśmy zacząć drukować w sicie, ale nie bardzo wiedzieliśmy, jak się do tego zabrać. Przy okazji jednej z wystaw plakatu w Mediolanie poznaliśmy ekipę Firehouse, wtedy też po raz pierwszy zobaczyliśmy ich plakaty, drukowane właśnie w sitodruku. Zrobiły na nas spore wrażenie, a zwłaszcza różnice w kolorach, w głębi obrazu. Sita nijak nie da się porównać do offsetu. Mieliśmy to szczęście, że przypadkiem znaliśmy dwóch gości z Tortony, którzy zajmowali się sitodrukiem od lat ’70. Zapytaliśmy ich, czy nie mogliby nauczyć nas warsztatu, drukowania w sicie krok po kroku, a oni się zgodzili. Tak jak mówiliśmy, los od początku nam sprzyjał. W ten sposób, około roku 2002 Malleus rozpoczął swą przygodę z sitodrukiem. Pierwszy plakat wydrukowany tą metodą powstał mniej więcej w listopadzie albo grudniu 2002 r. Kurcze, ale jesteśmy starzy. Zaczęliśmy 12 lat temu, to szmat czasu.


Logo
Zrezygnowaliśmy z offsetu, ponieważ sitodruk daje znacznie więcej możliwości. Tych dwóch technik nie sposób porównać. Sitodruk to zupełnie inny świat, to działanie wieloetapowe, możesz obserwować cały proces powstawania plakatu, krok po kroku. Ten sposób druku można uznać za zdecydowanie bardziej artystyczny, znacznie bardziej zaawansowany. Z drugiej strony, decydując się na sitodruk kosztem offsetu, ponosi się większe koszty, zarówno jeśli chodzi o czas, jak i pieniądze na materiały, oraz te, które za plakat płaci nabywca. Najistotniejsze jest jednak to, że każdy druk zrealizowany w sitodruku ma własną, wyjątkową historię. Offset jest pozbawiony tej magii.


Logo
Wiecie, ile plakatów stworzyliście od początku istnienia Malleus do teraz? A może Was to nie interesuje?


Logo
Za dużo.


Logo
Właściwie nie wiemy. Nigdy ich nie liczyliśmy, ani nie ewidencjonowaliśmy. W gruncie rzeczy, to mogłoby być całkiem ciekawe, ale teraz już na to za późno, więc nigdy się nie dowiemy, ile dokładnie ich powstało.


Logo
Jeśli przyjmiemy, że tworzymy ok. 20 plakatów każdego roku, wyjdzie jakieś 200-250 do tej pory.


Logo
: Wydaje mi się, że mogło być ich więcej.


Logo
300? Nie wiem, ciężko zgadnąć. Musimy to sprawdzić. Zatem, bardzo Cię przepraszamy, ale musimy już kończyć. Idziemy liczyć plakaty. W gruncie rzeczy sam jestem ciekaw, ile tego wszystkiego było.


Logo
Wasze plakaty są limitowane, nie praktykujecie dodruków, ale czy spotykacie się z prośbami o dodruki, wznowienia, kolejne serie starych edycji, etc.?


Logo
Tak, zdarza się, że ludzie o to pytają. Proszą: “nie moglibyście wznowić tego plakatu, jest taki niesamowity, taki piękny!". Wydaje mi się, że na samym początku Ty też kiedyś o to zapytałaś (śmiech).


Logo
Tak, wstyd się przyznać, ale tak.


Logo
Nie robimy tego, bo nie mamy na to czasu.


Logo
Tak, to stanowi tutaj zdecydowanie kluczowy problem, chodzi właśnie o to, że nie mamy czasu (śmiech).


Logo
Nie czujemy potrzeby wznawiać naszych prac. To byłoby głupie. Są limitowane i takie mają pozostać.


Logo
Wznawianie nie miałoby sensu. Robimy czasem alternatywne wersje danego plakatu. Zdarzyło nam się wydrukować kilka Art Print’ów starych plakatów (zmienione wersje, które pierwotnie powstały na daną okoliczność, np. koncert), z nowym, innym układem barw, na papierze innego typu i tak dalej, ale głównie dlatego, że na początku naszej pracy używaliśmy zupełnie innych, toksycznych farb drukarskich, które bardzo różniły się od tych, z którymi pracujemy obecnie. Nie dość, że były toksyczne, to dawały jeszcze znacznie gorszy efekt. Kolory były płaskie, bez właściwej głębi. Teraz korzystamy wyłącznie z farb na bazie wody, dzięki nim na plakacie można tworzyć bardziej wielowymiarowe, warstwowe obrazy, rezultat jest, jakby to powiedzieć, wizualnie grubszy, warstwy farby możesz dostrzec  gołym okiem. Poza tym, te pierwsze farby były niebezpieczne dla zdrowia.


Logo
Zmieniliście farby drukarskie bardziej ze względów zdrowotnych czy dla lepszego finalnego efektu?


Logo
Znaczenie miało jedno i drugie. Farby były toksyczne, a my drukowaliśmy wtedy, przez pierwsze dwa czy trzy lata w bardzo małym, ciasnym studio. Kiedy kończyliśmy druk jakiegoś plakatu, śmierdzieliśmy chemią jeszcze przez tydzień.


Logo
Wdychanie tych chemikaliów na pewno nie wpływało dobrze na nasz układ oddechowy, więc uznaliśmy, że najwyższy czas przestawić się na farby na bazie wody. Te ostatnie nie śmierdzą, a poza tym są znacznie lepsze i dają fajniejsze rezultaty. Mają w zasadzie same zalety, więc wybór okazał się prosty. Kochamy sztukę i jesteśmy gotowi poświęcić dla niej życie, ale nie chcemy umrzeć wcześniej, niż to konieczne (śmiech). Na przykład przez farby.


Logo
Skoro robicie alternatywne wersje starych plakatów, może wskrzesilibyście np. plakat Johnny’ego Casha (2003)?


Logo
Przykro nam, czas minął.


Logo
Ten plakat powstał lata temu, z okazji zorganizowanego w Stanach koncertu w hołdzie dla Casha. Dziś nie ma powodu, by do tego wracać.


Logo
Ten nieprawdopodobny papier, na którym drukujecie, pochodzi od jednego dostawcy? Powstaje na Wasze specjalne zamówienia, czy czerpiecie z zasobów "katalogowych"?