Hurts - 09.10.2011 - Poznań

Relacje
Hurts - 09.10.2011 - Poznań

Nie ma to jak podwójna okazja, aby wybrać się na koncert. Mnie taka okazja naprawdę rzadko się zdarza, a wszystko dlatego, że, po pierwsze, nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na koncercie wykonawcy, który gra jakąś lżejszą, łatwiejszą i przyjemniejszą muzykę, a po drugie, nigdy jeszcze nie było mi dane być na występie na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Jednym słowem ciekawość ponad wszystko.

 

Już przed samym wejściem przywitał mnie spory tłumek kłębiący się tu i ówdzie. Nic to jednak dziwnego, skoro ostatnia trasa zespołu Hurts, która zahaczyła także o trzy miasta w Polsce na początku tego roku, była praktycznie wyprzedana. Okazało się jednak, że wszyscy marznący wówczas na dworze oczekujący tym razem bezproblemowo zmieścili się we włościach poznańskich targów. Hala okazała się być bardzo duża, co w mojej głowie natychmiast zrodziło pytanie jak to się odniesie do akustyki pomieszczenia.

Kilkanaście minut po 19 na scenie wyszedł pierwszy support i jednocześnie jedyny polski akcent tego wieczoru - SuperXiu. Rzadko kiedy mogę tak powiedzieć, ale po zakończeniu ich setu bardzo żałowałem, że już zeszli ze sceny. Był to naprawdę kawał dobrego grania, a chłopacy pokazali, że są wielką nadzieją polskiej mieszanki indie i synth-popu. I już teraz z niecierpliwością czekam na ich debiutancki krążek.

Bezpośrednim "rozgrzewaczem" przed Hurts na tej trasie była szwedzka wokalistka ukrywająca się pod pseudonimem Firefox AK. I tu już moim zdaniem było jakoś mniej porywająco - mówię tu bynajmniej o stronie instrumentalnej. Bardzo przyzwoite granie, ale trochę zlewające się ze sobą. I chyba nie było to tylko moje odczucie, bowiem w miarę upływu czasu można było zauważyć, że ludzie zaczęli powoli przestępować z nogi na nogę, czekając na gwiazdę tego wieczoru. Co do samych wokali, tu już nie można mieć większych zastrzeżeń. Widać, a przede wszystkim słychać było, że ma się do czynienia z dużym talentem, potencjałem i niezłym warsztatem. Kawałki, dzięki właśnie urozmaiconemu wokalowi, bardzo przyjemnie kołysały, choć jak już wspomniałem, czasami instrumentalnie nudziły. Mimo wszystko fani dźwięków, gdzie gitara akustyczna miesza się z elektroniką i szczyptą innowacyjnych rozwiązań, powinni sięgnąć po najnowszą płytę Firefox AK "Color The Trees". Nie powinni być zawiedzeni, a przy okazji będą mogli zweryfikować swój muzyczny światopogląd.

Występ Hurts rozpoczął się punktualnie o 20:55. Na dzień dobry w oczy rzuciło się rozstawienie muzyków po scenie, schowana z tyłu perkusja i klawisze oraz mała orkiestra, która umiejscowiła się z lewej strony sceny (ze sceny patrząc). No i nie sposób wspomnieć o pewnych dwóch paniach, które tworzyły do poszczególnych kawałków odpowiednią choreografię i wiły się po scenie w rytmach utworów. Całość uzupełniały całkiem fajne wizualizacje no i oczywiście osoby wokalisty Theo Hutchcrafta oraz multiinstumentalisty Adama Andersona. Kiedy tylko pojawili się na scenie, przede wszystkim damska część publiczności, która była tego dnia zdecydowanie lwią częścią widzów, nie mogła wyjść z zachwytu i podziwu. A panowie z Hurts tylko podgrzewali atmosferę, częstując co jakiś czas panie różami prosto ze sceny, powiewając polską flagą czy też dziękując w naszym ojczystym języku (swoją drogą z bardzo dobrym akcentem) za świetne przyjęcie. Wszystko podczas występu było dopięte na ostatni guzik i było widać, że jest to przygotowane z dużym rozmachem i profesjonalnie w praktycznie każdym calu.

Obecna trasa formacji jest oczywiście kontynuacją promocji pierwszego krążka grupy, "Happiness", wydanego w zeszłym roku. W repertuarze tego wieczoru znalazło się dwanaście utworów z tego krążka, w tym oczywiście bardzo dobrze znane radiowe hity "Wonderful Life" czy "Stay", a także cover przeboju Kylie Minogue o tytyule "Confide In Me". Hurts uznawani są w branży za synth-popową grupę, która czerpie z twórczości takich tuzów jak Depeche Mode, Pet Shop Boys, Prince czy New Order. I ja muszę przyznać, że mimo wszystko wolę chyba słuchać właśnie powyższych. Nie chcę również przez to powiedzieć, ze koncert Hurts był zły. Było to naprawdę bardzo fajne widowisko, jednak muzycznie miałem wrażenie, że pewną część repertuaru dźwiękowo już gdzieś kiedyś słyszałem. A może już po prostu powoli zaliczam się do tej starej muzycznej gwardii, dla której muzyka jakich wykonawców jak choćby Depeche Mode jest po prostu święta, jedyna w swoim rodzaju i nietykalna?

I co równie istotne, hala Międzynarodowych Targów Poznańskich także dała radę. Moje obawy dotyczące akustyki i samego miejsca okazały się bezpodstawne. Byłem pod wrażeniem, że jedną z hal targów udało się przystosować do tego typu imprez. I dobrze, że tak się stało, bo co jak co, ale w Poznaniu coraz mniej jest miejsc gdzie można posłuchać w naprawdę przyzwoitych warunkach zespołów na żywo. I to mnie przekonało, że warto jeszcze kiedyś zajrzeć na poznańskie targi, niekoniecznie w związku z wystawami różnych firm branżowych.

Setlista:
1. Silver Lining
2. Wonderful Life
3. Happiness
4. Blood, Tears & Gold
5. Evelyn
6. Sunday
7. Gloomy Sunday
8. Verona
9. Mother Nature
10. Unspoken
11. Devotion
12. The Water (instrumentalny)
13. Confide in Me (cover Kylie Minogue)
14. Affair
15. Illuminated
16. Stay
Bis:
17. The Water
18. Better Than Love

Krzysztof Kukawka

Powiązane artykuły