Gary Numan - 25.11.2018 - Warszawa

Relacje

Szymon Kubicki

Gary Numan - 25.11.2018 - Warszawa

W ramach trasy promującej najnowszy album "Savage (Songs from a Broken World)" Gary Numan odwiedził warszawską Progresję.

Gary Numan słusznie uchodzi za jednego z pionierów elektronicznej muzyki tanecznej. Podczas trwającej cztery dekady działalności muzycznej, początkowo pod szyldem Tubeway Army, zdarzało mu się nagrywać albumy kultowe, bardzo dobre, sporo gorsze i żenująco słabe oraz przemieszczać w stronę mocnego gitarowego brzmienia charakterystycznego dla Nine Inch Nails. Najważniejsze jednak, że obecnie Numan jest w bardzo dobrej formie, czego dowodzi kilka ostatnich krążków oraz sceniczne występy, podczas których doskonale sprawdzają się zarówno synthpopowe przeboje z początków kariery, jak i zdecydowanie mocniejsze kompozycje. I wszystko, co pomiędzy.

Najnowszy album Anglika "Savage (Songs from a Broken World)" uważam za nieco słabszy od znakomitego poprzednika "Splinter (Songs from a Broken Mind)", ale pochodząca zeń solidna reprezentacja pięciu kompozycji, zaprezentowana w Warszawie, wypadła bardzo dobrze. Największy aplauz publiczności wywołało oczywiście wykonanie przebojowego, singlowego "My Name Is Ruin", który Numan zaśpiewał w towarzystwie 13-letniej córki, Persji. Z drugiego muzycznego bieguna przybyła kolekcja hitowych 40-letnich evergreenów, bez których chyba nikt nie wyobraża sobie koncertu Gary'ego z "Metal", "Cars", "Are 'Friends' Electric?" i "Down in the Park" na czele, ale również "Films" oraz "Me! I Disconnect From You". Muszę przyznać po raz kolejny, że nawet najbardziej popowe kawałki z repertuaru Tubeway Army nie tylko się nie zestarzały, ale wciąż brzmią znakomicie, co najlepiej świadczy o ich ponadczasowości.

Nurt wyraźnych inspiracji twórczością Trenta Reznora (w ten sposób historia zatacza koło, bo początkowo to przecież Numan był inspiracją dla twórcy Nine Inch Nails) podtrzymały mocne i chwytliwe "Love Hurt Bleed" ze "Splinter" i "The Fall" z 'Dead Son Rising". Dobrze, że nie zabrakło (wprawdzie bardzo skromnej) reprezentacji krążków "Pure" i "Jagged", bo to przecież od nich Numan rozpoczął odbudowywanie reputacji po latach artystycznej tandety i posuchy. Szczególnie poruszająco zabrzmiał bardzo osobisty "A Prayer for the Unborn".

Łączenie mocnego elektronicznego beatu, na koncercie podkreślonego "żywą perkusją", świetnych melodii, synthpopowego klimatu i ciężkich, rockowych gitar wciąż świetnie udaje się Numanowi, który na scenie porusza się, jakby miał co najmniej 20 lat mniej. W tyle nie pozostają muzycy, którzy nagrywali album "Savage" i towarzyszą Gary'emu w trasie - odpowiedzialny za gitarę Steve Harris, znany przede wszystkim z Archive, oraz basista Tim Slade. Dodajcie do tego bardzo dobre światła, umiejętnie podbijające mroczny klimat, a kiedy trzeba wybuchające stroboskopową dynamiką oraz niezłe nagłośnienie, a w rezultacie otrzymacie naprawdę bardzo dobry koncert. Liczę, że Numan utrzyma formę jeszcze długo, bo wydaje się, że ma w zanadrzu jeszcze kilka ciekawych pomysłów.

Lista utworów:

Everything Comes Down to This
Metal
Halo
Films
Bed of Thorns
Down in the Park
Pray for the Pain You Serve
My Name Is Ruin
Here in the Black
Cars
Mercy
Love Hurt Bleed
Me! I Disconnect From You
When the World Comes Apart
Are 'Friends' Electric?
The Fall
A Prayer For The Unborn
It Will End Here