Blindead & Tides From Nebula - 10.12.2009 - Katowice

Relacje

Gdy kilka miesięcy temu przeprowadzałem wywiad z Havockiem dla jednego z portali internetowych, lider Blindead przyznał mi się, że marzy mu się wspólna trasa po Polsce z Tides From Nebula. Widać chłop nie rzuca słów na wiatr, bo niedługo potem doszły mnie słuchy o organizacji wspólnych koncertów obu zespołów.

Na początek trochę o miejscu. Marchołt jest miejscem o tyle charakterystycznym, że przypomina bardziej dom kultury, aniżeli klub, w którym organizuje się metalowe koncerty. Pod tym względem bywalcom wrocławskiego Firleja, mógł kojarzyć się właśnie z tą polską "Mekką post-metalu". Jak na pozbawione "romantycznego" klimatu, industrialne Katowice miejsce jawiące się niczym oaza na pustyni. W każdym razie szczęśliwe miejsce jak na tego typu wydarzenie.     

Jako pierwsza na scenie, wyglądającej raczej na niski podest, zainstalowała się bielska Moanaa, która pojawiła się w miejsce Broken Betty. Chyba z powodu krótkiego stażu, muzycy momentami sprawiali wrażenie trochę zagubionych i niepewnych siebie. Szkoda, tym bardziej, że ich transowy, mroczny post-metal może przypaść do gustu fanom muzyki Isis, Cult of Luna czy Amen Ra. Do tych tuzów gatunku oczywiście sporo grupie jeszcze brakuje, w tym jednak kierunku grane przez nich dźwięki zdają się zmierzać.    

Forge of Clouds powalił szorstkim brzmieniem i "wczesnomastodonową" stylistyką. Ok, przez cały występ mieli pewne problemy techniczne, nie przeszkodziło im to jednak w zagraniu naprawdę solidnej sztuki. Ciężkie, masywne gitary świetnie komponowały się z histerycznymi wokalami obu wokalistów, zaś zwolnienia i łagodniejsze fragmenty dodawały ich utworom przestrzeni. Obecnie zespół pracuje nad swoją debiutancką płytą i coś tak podskórnie czuję, że w przyszłym roku będzie o nich głośno.     

Przyznaję, że występ Tides From Nebula widziałem tylko częściowo. Zawsze grają z dużym zaangażowaniem, nie inaczej było i tym razem. Ścisk pod sceną i aplauz publiczności wskazywały również, że ich popularność stale wzrasta. Sam ciekawy jestem ich kolejnego albumu. Prezentowana na żywo nowa kompozycja wskazuje niestety, że niczym chyba nie zaskoczą…      


Blindead widziałem już kilkakrotnie i, poza nieszczególnym, niedawnym ich występem w Bielsku-Białej u boku Rootwater, zawsze potrafili rzucić mnie na kolana. Podobnie było tego wieczoru. Ba, obok ich gigu na tegorocznym Asymmetry Festival, wydał mi się to najciekawszy ich koncert, jakiego byłem świadkiem. Po pierwsze, muzycy zaprezentowali w całości EP-kę "Impulse" - od naładowanego emocjami numeru tytułowego, przez ambientowe "Between", urozmaicone do tego plemiennym bębnieniem Konrada, do transowego "Two Earths". Co do tego ostatniego utworu liczę, że uda mi się usłyszeć go kiedyś ze śpiewającą na żywo Magdaleną Prońko. W każdym razie wrażenie niesamowite. Podobnie jak wykonane w dalszej części "Enlightenment", "Symmetry", "Abyss" czy zagrane jako bis "Phenomena". Muzycy przypomnieli także "Drug Disorder" ze swojego, pomijanego z reguły na koncertach debiutu.

Właściwie Blindead na żywo powinno się rozpatrywać jako zjawisko metafizyczne. Ich występom towarzyszy trans, w który zdają się popadać sami muzycy. Nick zrezygnował, poza kilkoma słowami  pożegnania na koniec, z konferansjerki. Havoc bliski był zerwania strun z gitary, zaś Hervy, gdyby zagrali jeszcze jeden numer, zapewne przewróciłby cały swój zestaw klawiszowy. W takich, bardziej kameralnych warunkach wypadają znacznie bardziej przekonywująco niż np. w Hali Wisły w czasie Knock Out Festival. Może w wypadku Blindead nie stać mnie na obiektywizm, muszę jednak stwierdzić, że obecnie są najlepszym polskim zespołem. W Marchołt przekonałem się o tym po raz kolejny…
 
Jacek Walewski