Off Festival - 06-09.08.2009 - Mysłowice

Relacje
Off Festival - 06-09.08.2009 - Mysłowice

Off Festival bardzo się wyróżnia wśród innych festiwali, na których miałem szczęście być tego lata. Jeden kolor to za mało, żeby opisać to co się działo w parku Słupna w Mysłowicach.

Gdy przyjechałem do tego pięknego miasta na jeden dzień, nawet nie czułem potrzeby wypytywać ludzi gdzie odbywa się festiwal. Wszędzie były rozwieszone drogowskazy kierujące do parku na imprezę. Billboardy z uśmiechem witały mnie i zapraszały na muzyczną ucztę.

 


Jak zawsze najpierw skierowałem się do centrum prasowego. Odebrałem akredytację z minimalną ilością informacji o festiwalu, w kopercie w której było parę stron reklam sponsorów głównych festiwalu - piwa Lech i mBanku. Od razu swoje kroki skierowałem do głównej sceny, na której mieli juz wystapić Crystal Stilts. Niestety Gaba Kulka już skończyła swój występ, a marzyłem by ją zobaczyć tego wieczora. Crystal Stilts grali tak, że zapomniałem o rozczarowaniu i zacząłem poruszać się w rytm ich ciekawie brzmiących kawałków z nurtu alternatywnego popu.


Po występie zespołu musiałem wyjść z terenu festiwalu na parę godzin. Po drodze zdążyłem zrobić parę zdjęć znajomym z Castle Party - grupie Skinny Patrini, którzy na Off Festivalu mieli dwa występy: 7 i 8 sierpnia.


Gdy wracałem na festiwal nastawał już zmierzch. Ponownie kierunek: główna scena. Swój występ kończyło Cool Kids Of Death, a zaczynała Maria Peszek. Pod scenę niestety nie zostałem wpuszczony, gdyż okazało się, że jedna opaska prasowa to za mało. Ciekawe... Występ Marii naprawdę mnie zachwycił swą szczerością i emocjami. Artystka była otwarta na publiczność i nie przejmując się przeziębieniem, które nie pozwoliło jej wystąpić na Eko Union Of Rock, zaśpiewała na najwyższym poziomie. Fani recytowali teksty razem z nią, a po występie mocno domagali się bisu. Niestety bezskutecznie w związku z programem Off Festivalu, który był bardzo napięty.


Tego wieczoru głównie przechodziłem od sceny głównej do sceny Trójki Offensywnej, po drodze napotykając sporą rzeszę ludzi postępujących podobnie. W tym momencie swój występ zaczynało The Car Is On Fire. Chłopaki zagrali tak, że każdy kto był przy scenie musiał poczuć ten ogień.


Przyszedł czas zapoznać się z pozostałymi scenami. Scena Leśna wyglądała zgodnie ze swoją nazwą. Stała wśród drzew w lesie i była bardzo ciemna. Zespół Wooden Ships. Pierwsze utwory swoją psychodelicznością nawet przypadły mi do gustu, jednak później zapragnąłem zapoznać się ze sceną eksperymentalną, gdzie o tej porze grało Dictaphone. Odchodząc od sceny byłem przekonany o słuszności tej decyzji, gdyż Wooden Ships zaczęło grać coraz bardziej nużąco.


Scena alternatywna była pełna. Ochroniarz stojący przy drzwiach kontrolował by ilość osób wchodzących była równa ilości osób wychodzących. W związku z tym przed drzwiami zrobiła się kolejka ludzi liczących na wejście do środka. W końcu i mi udało się wbić w tłum. Tam widok był bardzo ciekawy. Cała publiczność siedziała na podłodze. Fani łaknęli dźwięków z laptopa Olivera Doerella. Kierunek nadawał im klarnet i czasami saksofon Rogera Doringa. Muzyka panów z Dictaphone naprawdę hipnotyzowała.


Wróciłem do pobliskiej sceny Trójki Offensywnej. Tam zaczynał grać Jeremy Jay. Wcześniej, podczas zapowiedzi występu, proszono o rozgrzanie go i zachęcenie do jak najlepszego pokazania swoich umiejętności. Niestety facet kompletnie nie ma głosu. Czyżby stracił go w drodze do Mysłowic z Los Angeles? Mimo wszystko dziewczyny były szczęśliwe, w końcu stało przed nimi dwóch przystojniaków z gitarami i jeden za klawiszami. Zamiast dokończyć słuchania setu, postanowiłem szykować się do koncertu The National ma dużej scenie.


The National oczywiście nie zawiodło. Brzmienie ich utworów jest bardzo bogate. Czuć, że ma się do czynienia z profesjonalistami. Ich występ był ostatnim tego dnia. W tym czasie na scenie alternatywnej dzień kończył Ben Batler & MousePad. Porwali oni salę elektronicznymi dźwiękami w stylu disco. Budzili nostalgię i zachęcali do tańca. Nikt nie stał w miejscu. Po ich występie jeszcze długo było słychać brawa. No i każdy mógł kupić płytę od muzyków za skromną dyszkę. Nie było ich wiele, a rozchodziły się jak świeże bułeczki.


Na ten moment zostawały jeszcze tylko dwie działające sceny - leśna i Trójki. Do końca pozostały trzy zespoły: Frightened Rabbit, Miłość oraz oczywiście jeden z faworytów tego dnia: szwedzki The Field.

Występ Frightened Rabbit tak mnie zachwycił, że już nie mogłem odejć od sceny. Ich brzmienie było sumą dużego talentu i emocji.



Koncert The Field wymagał odpowiedniego przygotowania sceny. Dlatego też zaczął się z małym opóźnieniem. Publiczność jednak cierpliwie czekała, choć o tej porze nie było to łatwe. Jedna z dziewczyn nawet straciła przytomność. Czekać jednak było warto. Wchodząc pod scenę uslyszałem od ochroniarza: "pamiętasz, tylko trzy piosenki!" - i były to najdłuższe trzy utwory tego dnia oraz najbardziej zapadające w pamięć. Nie wszyscy doczekali tego występu, ale ci którzy wytrwali byli już w stanie, w którym bez trudu przetworzyli się w masę poruszającą się w takt muzyki, płynąca jak fala. Do dzisiaj mam wątpliwości czy koncert The Field nie był przypadkiem tylko słodkim snem...?


Ivan Sitsko