Amarok

The Storm

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Amarok
Recenzje
Grzegorz Bryk
2019-06-27
Amarok - The Storm Amarok - The Storm
Nasza ocena:
7 /10

Mimo że polska scena muzyczna jaką eksploruje Amarok jest mi niezwykle bliska, to „The Storm” wyrósł trochę jak spod ziemi, a przecież oczy art rockowego środowiska uważnie wypatrywały kolejnych dźwięków od Michała Wojtasa, szczególnie po wspaniałym „Hunt” (2017).

Poprzedni krążek był bodaj jednym z najbardziej wyrazistych przedstawicieli rockowo-elektronicznego grania od wielu lat – dodajmy, że przecież w podobnej stylistyce obraca się Mariusz Duda ze swoim Lunatic Soul, a zarazem jedną z najbardziej przejmujących płyt art-rockowych od bardzo dawna.

Wojtas zdecydował nie zmieniać formuły, która zrobiła tak oszałamiającą robotę na „Hunt” i utrzymał Amarok na starych torach. Faktura utworów wciąż oparta jest na ciągnących się w nieskończoność, budującymi gargantuiczną, może wręcz kosmiczną przestrzeń klawiszach, brzmiących perfekcyjnie i wzniośle – czasem złowrogo, gdzie indziej słonecznie, jakby obrazując spektakularne i zapierające dech w piersiach twory przyrody (kojarzycie „Wędrowca nad morzem mgły” Caspara Friedricha?). Gdzieniegdzie z tych ambientowych teł wychylają się delikatne partie fortepianu („Natural Affinity”), dostojna gitara klasyczna („Subconsciousness”) bądź perfekcyjne frazy oszałamiających gitar elektrycznych, brzmiących ciepło i potężnie.

Nad sześciostrunówką wciąż unosi się duch prostego, ale emocjonalnego grania Davida Gilmoura, z wszystkimi tymi podciągnięciami i przeszywającymi dźwiękami na wysokich progach, ale Wojtas ma jednak swój charakterystyczny sound. Nowoczesności dodają wtręty elektroniczne i choć inspiracją sięgają raczej po niemiecką elektronikę z Tangerine Dream i Klausem Schulze na czele, to podana jest ona w znacznie uwspółcześnionej formie. Bębny, gdy się już pojawią, grają nisko, na kotłach, trochę plemiennie (jak w „All the Struggles”). Berlińska elektronika najmocniej unaocznia się w niespełna 20 minutowym „Facing the Truth” – mimo że kompozycja ma swoje momenty, to szkoda, że sama w sobie nie jest tak interesująca jak obłędy kolos „Hunt” z poprzedniego kompaktu.

Całość trwa ponad 70 minut, z czego tylko dwa pięciominutowe utwory są kompozycjami z wokalem - z tych dwóch „Storm” wypada zdecydowanie ciekawiej. Niestety nie wszystko ambient co się świeci, albo nie wszystko złoto co jest ambientem. „The Storm” to krążek przeciągnięty, dłużący się ponad miarę. W „Dark Mode” (podkolorowanym dudukiem), „All the Struggles", "Uplifting” czy „Facing the Truth” po prawdzie dzieje się niewiele - klawisze malują ciągnące się w nieskończoność tła, ale trudno doszukać się tu interesującej pointy. Z instrumentalnych utworów najpełniejszy jest „Warm Coexistance”.

„The Storm” to w swojej istocie ścieżka dźwiękowa do tanecznego performance „The Storm” Jamesa Wiltona i słychać, że to przede wszystkim muzyka ilustracyjna, tracąca sporo uroku w oderwaniu od strony wizualnej, aczkolwiek to też nie tak, że całkowicie tego uroku pozbawiona. Krążek może się podobać i jestem pewien, że zaskarbi sobie rzeszę słuchaczy, przede wszystkim pamiętających Tangerine Dream, „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Petera Gabriela i tych, którzy nie uznają „Endless River” Pink Floyd za materiał niepotrzebny. Jest w „The Storm” dużo ciepła, przestrzeni, sporo emocji i interesujących brzmień, aczkolwiek brakuje melodii, znać więc, że pisany był pod konkretny cel. Stawiałbym go raczej w kategoriach ścieżki dźwiękowej lub muzyki tła, nie zaś regularnej płyty studyjnej.

Uznaję jednak „The Storm” za projekt godny zainteresowania. Szczególnie ze względu na potężne, dopieszczone i pięknie brzmienie, za które odpowiada Studio Serakos , ale również za bogate aranże, bo smaczków, szczególików, detali na nowym Amarok jest od groma. Więc mimo, że tych ambientów jest trochę za dużo, a i kilka minut można by z tego krążka uszczknąć, to wciąż jest to potężna i inspirująca muzyka.

Powiązane artykuły