Thrudy

Nieoczekiwane wzloty. Inscenizowane upadki

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Thrudy
Recenzje
Grzegorz Bryk
2017-12-06
Nasza ocena:
7 /10

Bełchatowsko-łódzka formacja Thrudy, na swoim debiutanckim krążku potrafi zaciekawić nie tylko niebanalnym tytułem i pierwszorzędną okładką.

Grupa istnieje już od roku 2007 i za swój największy dotychczasowy sukces na pewno uznaje zdobycie nagrody publiczności na Jarocin Festiwal 2013. Trochę lat już minęło. Zespół dał sobie sporo czasu na komponowanie, ale wreszcie udało im się dopiąć wszystko na ostatni guzik i zebrać materiał na pierwszy studyjny longplay. Gdy słuchałem "Nieoczekiwane wzloty. Inscenizowane upadki" przypomniały mi się czasy końcówki liceum, gdy w rytm happysad, KSU i Pidżamy Porno, w znoszonych trampkach i niezbyt schludnych t-shirtach, wraz z grupką znajomych popijaliśmy tanie wino porzeczkowe (zwane bombą bądź torpedą z racji kształtu butelki) z domieszką jeszcze tańszej coli. Co prawda punkiem nigdy nie byłem, ale siarczanom raczej nie odmawiałem.

Thrudy to w głównej mierze właśnie taka wycieczka do punk rocka i rocka alternatywnego czasów post-myslovitzowskich. Połączenie wczesnego happysad i Akurat z Kometami, Pidżamy Porno z KSU. Czasami wpadają wątki reggae ("Głębiej", "Spacerując"), funk ("Zobacz"), powieje też nową falą a innym razem zrobi się zupełnie jak w bieszczadzkich numerach spokojnego KSU wymieszanego z poetami śpiewającymi z Cisza Jak Ta (ballady z gościnnymi skrzypcami: "Czerwona Szpilka", "Odzwyczaj").

Najczęściej uderzać w słuchacza będą punkowe gitary, ale muzyka Thrudy najciekawsza staje się wtedy, gdy wyskakuje z gatunkowych torów dość konwencjonalnego punk rocka oraz jeszcze bardziej rozwałkowanego przez kolejne pokolenia rocka alternatywnego i zaczyna kombinować, bawić się w nieoczywistości i po prostu zaskakiwać. Przykładowo gdy w drugiej części "Spacerując" zespół serwuje przedziwną solówkę klawiszową inspirowaną jakby elektroniką szkoły berlińskiej. Skojarzenie zdaje się być trafne, bo chwilę później zabrzmi kawałek "Elektryczny Berlin" gdzie na punkujących, zimnofalowych gitarach rodem z "Nowej Aleksandrii" Siekiery skrzyć się będą pastelami wątki elektroniczne. W "USB" popsychodelizuje rozmyta gitara, a całość zwieńczy nawiązująca do art-rocka i rocka elektronicznego "Ziemia planeta brudzi" z naprawdę porywającym fragmentem instrumentalnym.

Bardzo ciężko wyróżnić się zespołom grającym polskojęzyczny rock alternatywny i punk z gąszczu bliźniaczo podobnych bandów. Szczerze mówiąc dla mnie większość z nich brzmi tak samo, a przez to i warta jest niewiele. Thrudy od samego początku (w otwierającym krążek numerze "Uderzając" słyszymy przefiltrowany przez punkową estetykę motyw z "Muminków") odważnie podnosi rękę i wysuwa się przed szereg. Fakt, że większa część materiału to rzeczy dość konwencjonalne. "Nieoczekiwane wzloty. Inscenizowane upadki" nabierają rumieńców, gdy zespół pozwala sobie na więcej niż gatunkowe kalki, eksperymentuje, zaczyna działać "na czuja" i wtedy o nudzie czy alternatywno rockowym déja vu mowy być nie może.