Foo Fighters

Sonic Highways

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Foo Fighters
Foo Fighters - Sonic Highways Foo Fighters - Sonic Highways
Nasza ocena:
7 /10

Foo Figthers są dla mnie zespołem kilku kapitalnych hitów i bardzo przeciętnych płyt. Z "Sonic Highways" jest jednak zupełnie odwrotnie.

Zawsze wolałem Grohla za perkusją, niż z gitarą i mikrofonem. Pewnie dużo większe emocje wzbudziłaby u mnie nowa płyta Them Crooked Vultures niż FF. Jednak, gdy dowiedziałem się jaki Grohl i spółka mają pomysł na nowy materiał, byłem zachwycony. Rzadko kto przecież pozwala sobie w czasach serwisów streamingowych na stworzenie koncept albumu. A takim w dużym stopniu jest "Sonic Highways". Osiem piosenek nagranych w najważniejszych dla amerykańskiej muzyki miastach plus serial w HBO. Co najważniejsze, w większości kawałków na tej płycie bez problemu można usłyszeć klimat poszczególnych rejonów Stanów. Jednocześnie zespołowi w tym muzycznym hołdzie udało się nie utracić własnego stylu.

Pierwszym przystankiem w podróży Foo Figthers po dźwiękowych autostradach USA jest Chicago i singlowe "Something from Nothing". Krótko mówiąc, jeden z dwóch najlepszych na płycie kawałków. Zbudowany na prościutkiej zasadzie od ciszej do głośniej, ze świetnym riffem głównym i szaloną gitarową jazdą a’la Smashing Pumpkins w końcówce. Z "Wietrznego Miasta" przenosimy się do stolicy. Hołdem dla tamtejszej hardcorowej sceny jest "Feast and the Famine" z fajnym, zadziornym wokalem Grohla. Punkowa jazda zwalnia w trzecim na płycie "Congregation" - bardzo zgrabnym połączeniu stylu FF z country rodem z Nashville, które objawiło się świetnymi klawiszami i solówką.

Najmniej z muzycznej mapy Ameryki stworzonej na "Sonic Highways" przypadła mi do gustu propozycja z Texasu - "What Did I Do?/God As My Witness". Całkiem znośną część pierwszą psuje niestety druga - patetyczna, brzmiąca w stylu Bon Jovi . Paradoksalnie po tej najsłabszej na albumie propozycji następuje zdecydowanie najlepsza. Stworzone w legendarnym Rancho de la Luna na kalifornijskiej pustyni "Outside", to rzecz dla której warto posłuchać tej płyty - kapitalna melodia, refren, sekcja rytmiczna. Jednocześnie to chyba najbardziej "fightersowy" kawałek na płycie. Udanym mariażem z jazzowym bandem zakończył się pobyt FF w Nowym Orleanie, czego efektem jest "In the Clear". Trochę więcej spodziewałem się po propozycji ze Seattle, czyli piosence "Subterranean" - przyjemna rockowa ballada i tyle. Swoja muzyczną podróż grupa kończy w Nowym Jorku rozbudowanym, ponad 7-minutowym "I’am the River".

Na "Sonic Highways" nie ma kawałków na miarę "Everlong" czy "My Hero", ale płyta jako całość broni się zaskakująco dobrze. Wreszcie.

Maciej Pietrzak

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Gitarzysta do ulubionych źródeł