The Winery Dogs

Unleashed in Japan

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy The Winery Dogs
Recenzje
2014-07-01
The Winery Dogs - Unleashed in Japan The Winery Dogs - Unleashed in Japan
Nasza ocena:
6 /10

Koncertowe wydawnictwo nowej grupy Mike'a Portnoya to w rzeczywistości - co może wydać się dość dziwne! - album mało koncertowy.

Zacznijmy jednak od przypomnienia, że błąkający się od supergrupy do supergrupy Mike Portnoy (ex perkusista Dream Theater) zaprzyjaźnił się z Richie Kotzenem (ex gitarzystą Mr.Big) oraz Billy'm Sheehanem (ex basistą UFO, Mr.Big), co ostatecznie przyczyniło się do stworzenia The Winery Dogs. Grupy ciekawej, bo chyba najbardziej rock'n'rollowej i luzackiej w historii zespołowych rotacji Portnoya, jawnie i bezpretensjonalnie nawiązującej do lat świetności Led Zeppelin, ale i ze sporą dawką odwołań do Aerosmith, Whitesnake i całej gamy hard rockowych grup lat osiemdziesiątych, jak również wycieczkami w stronę współczesności, ale tej czerpiącej garściami od klasyków. Panowie stwierdzili, że gra im się przednie rock'n'rolle, wypuścili więc w świat debiutancki "The Winery Dogs" (2013).

Pierwsza płytka tria spokojnie mogłaby znaleźć się na półce ze wszystkimi tymi hardrockowymi grupami, które pachną rockowymi rozróbami i gitarowym buntem lat siedemdziesiątych. Stylistyka jest dość wyraźna, więc "The Winery Dogs" powinno stać obok Black Country Communion (czy też obecnie California Breed), Rival Sons, The Answers, Scorpion Child czy nawet ostatniego albumu Slasha. Jest to granie zasługujące na ogromne uznanie - świetne melodie, porządne riffy oraz solówki, kunszt wykonawczy, bardzo rockowe wokale, zapach lat świetności Led Zeppelin i po prostu przebojowość materiału, który buja aż miło. Krótko mówiąc, pierwszorzędna hard rockowa płytka!

Po debiucie, niejako tradycyjnie dla zespołów Portnoya, grupa postanowiła wypuścić album koncertowy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby w istocie "Unleashed in Japan" (wersja 2CD) było bardziej koncertowe, a mniej studyjne, bowiem w digipack upakowano "The Winery Dogs" (czyli studyjny debiut) oraz koncert, przy czym płytka pierwsza trwa ponad godzinę, a rzecz, która powinna być daniem głównym, czyli live, niespełna pięćdziesiąt minut. Dodajmy, że ukazała się również wersja DVD tego wydawnictwa, gdzie zespół wykonał dwadzieścia utworów, tymczasem na edycji CD znalazła się zaledwie połowa tego materiału. Pojawia się pytanie - czy panowie z The Winery Dogs serwują nam album koncertowy, czy też postanowili opchnąć debiut w innym opakowaniu? Zrozumiałbym, gdyby do dwóch płytek koncertowych dorzucano, jako bonus, album studyjny. Tymczasem nabywanie "Unleashed in Japan" w wersji dwupłytowej, to tak jakby ponowny zakup debiutu, do którego gratisowo dodano okrojoną koncertówkę. Dość licha wymiana. Znacznie lepszym pomysłem wydawałoby się zrobienie wersji deluxe debiutu.

Pomijając ten zgrzyt otrzymujemy od The Winery Dogs kawał porządnego, rockowego grania. Zapominając o udanym debiucie, koncert pokazuje jak spory potencjał drzemie w grupie, która niejednokrotnie korzystając ze swoich niewątpliwych umiejętności instrumentalnych, sporo improwizuje, zabawia się z publicznością, daje czadu i po prostu należy do pierwszoligowych dziedziców spuścizny hard rocka lat siedemdziesiątych.

Niemniej, sprzedawanie "Unleashed in Japan" jako albumu koncertowego jest sporym przekłamaniem. W rzeczywistości jest to debiut z bonusową płytką live, a jeśli ktoś rzeczywiście zainteresowany jest pełnowartościowym występem The Winery Dogs musi zainwestować w DVD. Tylko i wyłącznie dlatego ocena wersji dwupłytowej jest tak niska.

Grzegorz Bryk