Kat

Acoustic - 8 filmów

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Kat
Recenzje
2014-02-28
Kat - Acoustic - 8 filmów Kat - Acoustic - 8 filmów
Nasza ocena:
6 /10

To będzie kontrowersyjna płyta. Bez wątpienia podzieli słuchaczy. Przez wielu zostanie opluta, gorące głowy zrównają ją z ziemią, ale będą i zajadli obrońcy. Piotr Luczyk musiał o tym wiedzieć, nim w ogóle przystąpił do jej nagrania.

Zapomnijmy na chwilę o "666", o "Oddechu Wymarłych Światów". Zapomnijmy o Romanie Kostrzewskim i podziale na dwa KATy. Postarajmy się również puścić w niepamięć paskudną okładkę "Acoustic - 8 filmów" i nie do końca jasny tytuł. Skupmy się wyłącznie na muzyce. Klasyki (głównie zresztą balladowe) Kata przearanżowane przez Luczyka na gitarę akustyczną i wokal z gościnnym udziałem instrumentów perkusyjnych, fortepianu czy klawesynu - taka jest idea nowej płyty. Luczyk zresztą nie odgrzał przysłowiowego kotleta - to nie powtórka z "Ballad". Gitarzysta sporo napracował się nad aranżacjami poszczególnych utworów, i może tylko "Łza dla cieniów minionych" niewiele różni się od oryginału, a i tu wersja bez prądu brzmi całkiem nieźle. "Głos z ciemności" pozbawiono wprawdzie pazura, ale świetnie uzupełniono całokształt o z lekka gotyckie, niepokojące dźwięki klawesynu, "Delirium Tremens" nabrało bluesowego charakteru (szkoda, że riff jakby beztroski), "Dark Hole" przekształcono w świetną, akustyczną balladę, podobnie jak "Czas zemsty" okraszony sporą dozą liryzmu. "Trzeba zasnąć" zamieniono w melancholijną fortepianówkę - bodaj najlepsza metamorfoza na płycie, niezłe wrażenie robi też podkolorowane wiolonczelami "I've Been Waiting".

Można by się długo spierać o wartość "Acoustic - 8 filmów", ale jest to bezsprzecznie płyta pomysłowa (może nie jeśli chodzi o sam koncept zagrania klasyków unplugged, ale aranżacje), genialnie zagrana i jeszcze lepiej zaśpiewana przez na co dzień związanego z zespołem Ścigani, Macieja Lipinę. Na swój sposób interesujące jest zrobienie z albumu konceptu - płynne przejścia między utworami dodają mu spójności, dźwięki pozamuzyczne (kroki, trzaski, wiatr) pozwalają nakreślić, choćby posilając się nadinterpretacją, pewien rys fabularny, a i klimat całości jest mroczny i niepokojący.

Nie podobać może się brzmienie gitar, zbyt studyjne i sterylne, pozbawione surowizny. Struny nie brzęczą jak trzeba. Lepszym pomysłem byłoby nagrywanie z mikrofonu, a nie (jak sądzę) przystawki. Próby nie wytrzymuje również "Niewinność", utwór, który nawet w oderwaniu od oryginału jest słaby. Niezbyt fortunnym są też premierowe miniaturki, zasadniczo nic nie wnoszące do całości, a upstrzony szumem morskich fal i mewim popiskiwaniem, trzyminutowy "Sen którego nie było", to akordowy potworek, który bez większych problemów mógłby zostać skomponowany przez początkującego gitarzystę.


To wszystko, gdyby zapomnieć o całej przeszłości Kata, tyle, że płyta sygnowana jest przecież tą wielką nazwą, a co za tym - konotacje nasuwają się same. Gdy zestawimy oryginały z wersjami akustycznymi, to "Acoustic - 8 filmów" wypada raczej blado. Mimo zmienionych aranży oraz sporej pracy włożonej w zbudowanie nowej wartości, nie udało się Luczykowi wygrać konfrontacji z przeszłością - ale było to przecież zadanie syzyfowe, zabawa w Don Kichota. Udało się natomiast stworzyć interesującą ciekawostkę, wartą przesłuchania, choć podpisywanie jej nazwą Kat niewątpliwie rozsierdzi fanów. To raczej taki tribute, hołd złożony wielkiej grupie - kuriozalnie jednak sygnowany nazwą Kat, a składanie hołdu samemu sobie jest, mówiąc delikatnie, niespotykane. Jeśli komuś nie przeszkadza okładka i informacja o autorze płyty, może śmiało dołożyć punkcik do oceny końcowej.

Grzegorz Bryk