Servants of Silence

Two Billion Seconds

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Servants of Silence
Recenzje
2013-07-04
Servants of Silence - Two Billion Seconds Servants of Silence - Two Billion Seconds
Nasza ocena:
7 /10

Puławski zespół Servants of Silence wydał właśnie własnym sumptem zdobiony klimatyczną grafiką debiutancki album "Two Billion Seconds", będący rewelacyjną, trwającą prawie godzinę muzyczną wizytówką i jednocześnie zaproszeniem w rejony atmosferycznego grania.

"Two Billion Seconds" to właśnie przede wszystkim dźwiękowy, hipnotyzujący pejzaż malowany z pomocą przemyślanych kompozycji, których przynależność gatunkowa oscyluje gdzieś w rejonach instrumentalnego post-rocka z wycieczkami w stronę ambientu. Panowie zresztą grają bardzo przyjemnie i zarażają klimatem swoich muzycznych opowieści - duża w tym zasługa ciepło brzmiących gitar, które momentami potrafią zdrapieżnieć i porządnie zaryczeć (końcówka "Waiting for The End"); ale o sile materiału Servants of Silence stanowią przede wszystkim pastelowe klawisze z rozciągniętymi w czasie akordami oraz motywami fortepianowymi, idealnie zagęszczającymi fakturę utworów.

Porządna jest też sekcja rytmiczna, z początku powolna i transowa, by w pewnym momencie przebudzić się i zasiać sporo emocji w zaangażowanym słuchaczu. A "Two Billion Seconds" potrafi zaangażować, bo i głównym jej założeniem jest kreacja klimatu odosobnienia i osamotnienia - nieprzypadkowo grafika zdobiąca album przedstawia gwieździste niebo ponad pustkowiem bliżej niesprecyzowanej samotni. I to się akurat panom z Servants of Silence udaje nie najgorzej.


Nie są to wprawdzie dźwięki w żaden sposób odkrywcze, rewolucyjne, a nawet i sama struktura kompozycji odnosi się do najbardziej tradycyjnych w post-rocku założeń: powolny, monotonny start, stopniowe zagęszczanie dźwiękiem, aż do momentu owego muzycznego katharsis, gdzie zespół serwuje klasyczną ścianę dźwięku - wszystko to rozciągnięte w utworach o średniej długości około ośmiu minut (najdłuższy na płycie "When Our Lights Disappear" ma ponad dziesięć minut). Rewolty nie ma, ale wcale jej nie potrzeba, bo i "Two Billion Seconds" to materiał na bardzo wysokim poziomie, jak na debiutantów to wręcz imponującym. Smakuje ta muzyczna opowieść fantastycznie zarówno jako tło do codziennych czynności, ale i gdy człowiek potrzebuje posłuchać czegoś czarująco-kojącego, to absolutnie zatopi się w świecie puławskiej grupy. Ze swojej strony polecam się z "Two Billion Seconds" zapoznać, bo ogromne pokłady wrażliwości zawarte w tej muzyce warte są zasmakowania.

Grzegorz Bryk