Alcest

Le Secret

Gatunek: Metal

Pozostałe recenzje wykonawcy Alcest
Alcest - Le Secret Alcest - Le Secret
Nasza ocena:
7 /10

Na początku przyszłego roku ukaże się trzeci krążek francuskiego duetu Alcest. Prophecy Productions postanowiło uprzyjemnić czas oczekiwania, wydając reedycję pierwszej epki, a zarazem pierwszego oficjalnego wydawnictwa zespołu.

Mam świeżo w pamięci bardzo udany debiutancki LP "Souvenirs D'un Autre Monde". Po nim przyszedł nieco słabszy "Écailles De Lune"; mimo to z niecierpliwością czekam na "Les Voyages De L'Âme" zapowiadany na styczeń 2012 roku.

Za oknem szare niebo, mroźna aura, gdybym nie mieszkał w mieście, tylko gdzieś bliżej lasu, byłaby to idealna sceneria do zanurzenia się świat kreowany na "Le Secret". Lider zespołu, Neige, to bardzo uduchowiony człowiek i taką też muzykę chce tworzyć. Opisać za pomocą instrumentów baśniowy świat, z którym, jak mu sie wydaje, ma kontakt. Szybko doszedł do wniosku, że najlepszym konglomeratem będzie black metal i shoegaze/post-rock. Surowe brzmienie gitar, łączone z rozmytymi, eterycznymi partiami. Blackowy skrzek i czyste, delikatne wokale. Przynajmniej takiego wyboru dokonał nagrywając "Le Secret".

Reedycja "Le Secret" zawiera cztery utwory. Na początku umieszczone zostały zremasterowane wersje "Le Secret" i "Elevation". Po nich można posłuchać oryginalnych wersji. Czysto muzycznie, pierwszy numer przypomina nieco debiut Norwegów z In The Woods..., nim uciekli w progresywny, psychodeliczny rock/metal na kolejnych albumach. Właściwie "Le Secret" stoi między tym, co proponowali wtedy Norwegowie, a twórczością Agalloch. Klawiszowe wprowadzenie, po nim blackowa galopada perkusyjna, natomiast temat gitarowy w innej aranżacji mógłby spokojnie znaleźć się na dowolnej post-rockowej płycie.


W dalszej części następuje przesunięcie w kierunku klimatycznego grania. Gitary grają rozmyte pasaże, pojawia się znów klawiszowe tło. Czynniki te w głównej mierze wpływają na "leśny" klimat epki. Neige również drze się podobnie, jak czynił to Jan na "Heart Of The Ages". Alcest z "Le Secret" dość udanie nawiązuje do klimatu, który kreowali Norwegowie na początku swej kariery. Choć czysto muzycznie to, z całym szacunkiem dla Francuzów, nie ta klasa. "Elevation" to nieco inna historia. W tym utworze Neige gra subtelniejsze dźwięki. Na początku ów baśniowy klimat objawia się w pełni. Gitary grają lżej, ciszej, jest więcej przestrzeni. Dalej temat zostaje rozwinięty z wykorzystaniem mocniejszych, bardziej surowych gitar, aż wreszcie wprowadzony zostaje czysty śpiew, a dźwięki, choć żwawiej grane przy narastającym tempie, są jakby przykryte woalem, nieco wytłumione i bardziej rozmyte. Do tego obowiązkowo dochodzi klawiszowe tło.

Nie ma potrzeby rozwodzić się nad sensem takiego wydawnictwa. Nagrywanie ponownie starych numerów to zwykle przejaw niemocy twórczej i chęć wyciągnięcia kasy od fanów. W tym przypadku chyba jednak nie chodzi o kasę, ani o brak weny. Nie jest to zespół, na którym szef Prophecy zarobi na nowe Porsche, więc wspomniane wcześniej powody należy raczej skreślić. Chodzi bardziej o przypomnienie, jak wyglądały początki Alcest. Nie każdy dojrzewał wraz z tym zespołem. Poprawione zostało brzmienie, nieco przearanżowano oba utwory i w nowych wersjach brzmią one po prostu lepiej, co powinno zadowolić zarówno starych, jak i nowych słuchaczy.


"Le Secret" można spokojnie polecić fanom klimatycznego grania, niekoniecznie blacku. Oba, trwające 27 minut kawałki, na pewno usatysfakcjonują wielbicieli Agalloch czy Les Discrets.

Sebastian Urbańczyk

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Gitarzysta do ulubionych źródeł