Korpus

Respekt

Gatunek: Metal

Pozostałe recenzje wykonawcy Korpus
Metal
2017-09-14
Nasza ocena:
7 /10

W latach osiemdziesiątych Korpus to była pierwsza liga i znacząca nazwa. Wojowali na scenie obok TSA, KATa i Turbo, będąc zarazem jednym z symboli polskiego heavy metalu.

Na początku lat dziewięćdziesiątych zespół zawiesił działalność. Dziś, prawie 37 lat od powołania formacji i 27 od rozwiązania, Korpus wydaje album... debiutancki. Band jest aktywny już od 2013 roku, reaktywowany przez wokalistę, Janusza Stasiaka. Koncertowali tu i ówdzie, metodycznie wypuszczali single, aż wreszcie ukazał się "Respekt". Oczywiście poprzednie nagrania (mniej lub bardziej oficjalne) wciąż można odnaleźć gdzieś w internecie, ale nigdy nie ukazały się na długogrającym wydawnictwie. Stąd też "Respekt" to połączenie starego, nagranego na nowo, i zupełnie nowego, współczesnego oblicza Korpusu.

Stylistycznie zespół obraca się w granicach podkolorowanego syntezatorami heavy metalu, trochę kiczowatego, ale w dobrym stylu, grania dość typowego dla lat osiemdziesiątych. Takiego w guście Europe i Van Halen, przefiltrowanego oczywiście przez współczesne brzmienie, bo rzeczywiście "Respekt" brzmi rasowo, mocno i soczyście. Instrumentalnie to zresztą bardzo dobra płyta. Ciężkie riffy, porządne solówki, solidna sekcja i kolorujące wszystko klawisze - przede wszystkim te ostatnie stanowią o brzmieniu grupy (w "Asie" funkcjonują na takiej samej zasadzie jak w "Jump" Van Halen), zbliżając je do współczesnego Europe. Jest to tak charakterystyczna stylistyka, że takie dźwięki trzeba lubić, albo z Korpusu po prostu zrezygnować.

Materiał jest wypadkową przeszłości i teraźniejszości. Znalazły się tu kompozycje z lat osiemdziesiątych i to przede wszystkim one stanowią o sile wydawnictwa. "As" to piekielnie dobre otwarcie naszpikowane klawiszami i solówkami plus chwytliwy refren. Dobrym riffem uderza "Imperator", choć część instrumentalna grana na ironmaidenowo w pieprznej wersji z przeszłości bujała dużo lepiej niż ta obecna, nieco wygładzona i ugrzeczniona. Dobrze łomocze "Nafta" i "Żądło" ponownie z charakterystycznym klawiszowo-gitarowym intro. Najbardziej hard 'n' heavy szyje bezpretensjonalny i surowy "Bal żebraków", może nawet na punkowo. Całkiem ciekawe są "Tajemnice" - trochę pod Dżem, trochę pod Tadeusza Nalepę, bardzo lirycznie. Niestety, nie najlepiej wyszły spokojniejsze numery w tym również dżemowy, przesłodzony "Esemes" czy niezdatnie lukrowy "Nienasyceni". Mieszana uczucia wywołują też zbyt popowe "Postre Restante" i "Respekt", który średnio został zaśpiewany w refrenie.

"Respekt"
to dobra płyta. Czy od Korpusu należało oczekiwać czegoś więcej? Chyba nie, bo i myślę, że zespół startował z czystą kartą - młodsi słuchacze ich nie znali, a starsi zapewne zdążyli zapomnieć. Ten album to porządne przetarcie szlaku, ale powiedzmy też sobie szczerze, że dopiero ewentualny drugi krążek pokaże, co chciałby w XXI wieku grać Korpus i czy odnajdzie się w zupełnie innych realiach rynku muzycznego.

Grzegorz Bryk