Bruno Światłocień

Pociąg do Nic

Gatunek: Alternatywa

Pozostałe recenzje wykonawcy Bruno Światłocień
Recenzje
Konrad Sebastian Morawski
2018-12-20
Bruno Światłocień - Pociąg do Nic Bruno Światłocień - Pociąg do Nic
Nasza ocena:
9 /10

Bronisław Ehrlich wydaje się mówić, że świat płonie, choć my, ludzie, nawet nie dostrzegamy jeszcze płomieni.

Najnowszy, wydany własnym sumptem album jego projektu Bruno Światłocień pt. „Pociąg do Nic” zawiera łącznie dwanaście utworów, które trwają prawie osiemdziesiąt minut. To więc rozbudowany materiał o niezwykle osobistym ładunku emocji. Bronisław Ehrlich w dziele swojego życia rozlicza się ze współczesnym światem – marnieje w naszej obecności, a zarazem powstaje, równocześnie zatapiając się w melancholii i otwierając bramy mroku. Towarzyszą temu przestrzenie ambientu, spopielonego rocka i eksperymentów z elektroniką, które dowodzą, iż Bruno Światłocień, tak bardzo przesiąknięty pomorskimi demonami nieprzemijania, zasługuje na uwagę wszystkich słuchaczy poszukujących ambitnej, choć trudnej w odbiorze muzyki.

Taki też jest album „Pociag do Nic”. Trudny. Wszakże stanowi spowiedź jednego z najciekawszych i prawdopodobnie najmniej odkrytych artystów na polskiej scenie muzycznej. Bronisław Ehrlich wcale o splendor się nie uprasza. On na nowym krążku Bruno Światłocień staje przed trybunałem szaleńców, ponieważ pomiędzy stacjami współczesnego szaleństwa mknie „Pociąg do Nic”. W tym jakże gęstym, intensywnym albumie niełatwo się zatopić – album przytłacza swoim mrocznym i onirycznym klimatem, ale kiedy już zaufacie muzyce Ehrlicha, to będziecie chcieli się już zawsze topić w jego twórczych wizjach. Tym bardziej, że w sensie instrumentalnym na krążku wyłaniają się postrzępione efekty gitarowe, które w tej przerażającej przestrzeni okazują się znakomitymi drogowskazami po mapie mroku tworzącego „Pociąg do Nic”.

Ehrlich często łączy owe gitarowe zagrywki ze światem dark ambientu („Ogrody Zielone”, „Droga Do…”, „Joanna”, „Pociąg do Nic”, „Światłocień”, „Rezuni”, „Psalm 24”) nie przesadzając przy tym z ilością wokali. Śpiewając, mówiąc, szepcząc, płacząc wtedy, gdy ma coś do powiedzenia. Często mówi sama muzyka, w której nie brakuje też naturalnych efektów, wynikających z zainteresowania Bronisława Ehrlicha światem natury („Droga Do…”). Autor łącząc ową naturę z ambientem i gitarą przenika do świata niezmąconego współczesnymi miksturami zabijania tego, co ludzkie w człowieku. Czasem odnajdziemy tu także absolutne celebracje ambientu, klimat drone, trudne i nieprzystające do tego świata formy dźwięku („XXI Wieków”, „Muzyka na Koniec”), a także odważne eksperymenty („Pieśń Refleksyjna”, „Psalm 24”), gdzie Bruno Światłocień daje pełen upust swoim wizjom muzyki z ambientem i melancholią w tle. Jego muzyka łączy też wiele nienazwanych wpływów („Rezuni”), choć porusza się po osi dialogu gitary z ambientem, a także na krawędziach klawiszowych wstążeczek dźwięku.

Choć narracja wokalna na krążku często ustępuje mrocznym przestrzeniom, to każdy moment, w którym odzywa się Bronisław Ehrlich pozostaje niezapomnianym, trwale wpisującym się w świadomość słuchacza. To narracja często schowana jakby w tunelu, słyszana gdzieś z oddali („Ogrody Zielone”, „Melancholia”, „Pociąg do Nic”, „Pieśń Refleksyjna”), choć album nabiera też intensywności zarówno w warstwie instrumentalnej, jak również wokalnej („Płomienie”). Byłoby pewnym nadużyciem stwierdzenie, iż Ehrlich bawi się dźwiękiem i słowem, on raczej definiuje na płycie dźwięk i słowo do otaczającej nas trwogi tego świata. Czy macie na tyle odwagi, aby zmierzyć się z tą rzeczywistością? Nie każdy lubi patrzeć w lustro, bo istnieje ryzyko, że nie zobaczy tam siebie, tylko karykaturę przemieloną przez zepsuty rytm życia. Bruno Światłocień w swoim muzycznym lustrze widzi już pożogę. To płonie ludzkość.