Ufomammut

Wywiady
2012-07-18
Ufomammut

O najnowszej płycie, analogowym rejestrowaniu dźwięku, koncertach, pieniądzach i przyjaźni w muzycznym biznesie rozmawialiśmy z Ufomammut.

Umówiliśmy się na wywiad na Hellfest, dzień przed sobotnim koncertem Ufomammut. Włoska ekipa przybyła w komplecie. Stawiła się nie tylko trójka muzyków, tj.: Urlo (wokal, bas), Poia (gitara), Vita (perkusja), ale także Ciccio - pełnoetatowy mamuci dźwiękowiec (czytaj: SoundLord). Choć na zewnątrz siąpił deszcz, a w prasowym boksie, w którym się zaszyliśmy, nie dla wszystkich wystarczyło plastikowych 'foteli', humory dopisywały. Nic więc dziwnego, że wywiad szybko przekształcił się w luźną rozmowę o wszystkim i o niczym. Zapraszamy do lektury. Fuck the analog. Let's go digital forever!

Logo
Wasz nowy album jest już na rynku jakiś czas, jak "Oro: Opus Primum" został odebrany przez media i fanów?


Logo
Generalnie, trudno nam to oceniać. Zbyt wiele łączy nas z tym materiałem, żeby zachować jako taki obiektywizm. W każdym razie, ludzie sprawiają wrażenie szczęśliwych, kiedy gramy na koncertach kawałki z nowej płyty. Dla nas, zwłaszcza na samym początku, odgrywanie "Oro" na żywo było swego rodzaju sprawdzianem. Coś na kształt: 'OK, czas sprawdzić, jak to wyjdzie’. Bez pewności co do efektu, bo granie nowego krążka live to spore wyzwanie dla naszych instrumentalnych umiejętności. Musieliśmy to solidnie przećwiczyć, mieliśmy naprawdę sporo prób, zanim w końcu zagraliśmy pierwsze koncerty z "Oro" w setliście. W końcu, krok po kroku, opanowaliśmy wszystkie struktury, na których opiera się "Oro". Poczuliśmy, że kiedy sami jakby bardziej wnikamy w płytę, zespalamy się z muzyką, to samo dzieje się z publicznością. To działa jak wymiana, wymiana emocji.


Logo
Symbioza z publiką?

Logo
Tak, coś w tym rodzaju.


Logo
Powiedziałeś, że materiał z "Oro: Opus Primum" był testem dla Waszych umiejętności. Na czym w szczególności polega różnica między Oro a poprzednimi płytami Ufomammut?


Logo
"Oro" jest bardziej skomplikowana pod względem muzycznym, bardziej wymagająca dla naszych możliwości jako instrumentalistów.


Logo
Bardziej wymagająca?


Logo
No wiesz, trzy nuty zamiast dwóch, jak to było dotychczas.


Logo
Nie do końca, nie zawsze tylko trzy, czasem nawet cztery.


Logo
Racja, czasem nawet cztery. Sami widzicie, to było w zasadzie niemożliwe do zagrania. No, co najmniej bardzo skomplikowane. Bez prób ani rusz.


Logo
I jeszcze jedno. Wszystkie nasze dotychczasowe płyty graliśmy w skali B.


(śmiech)

Logo
O czym my właściwie mówimy? (śmiech)


Logo
No właśnie, a ta płyta jest w zupełnie innej skali…


Logo
W "Oro" pojawiło się wiele zmian, chwilami gramy w C, chwilami zapominamy… co grać i jak.


Logo
Ok, koniec żartów chłopaki, lecimy dalej.


Logo
Ale to nie są żarty. Dokładnie tak było.


Logo
Jak z dzisiejszej perspektywy oceniacie ten materiał? Jesteście w 100% zadowoleni, czy zmienilibyście coś dziś, gdyby była ku temu okazja?


Logo
Zadowoleni, jak najbardziej.


Logo
Jeśli o mnie chodzi, jestem z tej płyty naprawdę bardzo zadowolony. "Oro" zajęło nam stosunkowo mało czasu. Z nową płytą sprawy potoczyły się zupełnie inaczej niż przy "Eve", co było dla mnie dość dziwne. Teraz, powoli, kiedy coraz częściej gramy materiał z nowej płyty, coraz bardziej się z nią oswajamy, przyzwyczajamy się do siebie nawzajem. Pierwsza, kwietniowa trasa, na której graliśmy "Oro", była dla nas w tym zakresie dość przełomowa. Po pierwszym show Ciccio wyznał nam szczerze: jesteście do bani. I dokładnie tak było, w głębi duszy sami czuliśmy, że jest fatalnie. Było nam naprawdę ciężko przyswoić sobie ten materiał, przetrawić go. Nie wiem, czy potrafię to wyjaśnić, ale dla nas jest on czymś zupełnie nowym, czymś zupełnie innym.


Logo
Tak, pierwszych kilka koncertów było… jakby to powiedzieć…


Logo
(z przekąsem)… Ciężkich.


Logo
Tak, ciężkich. W szczególności dla nas, na szczęście nie zauważyłem żadnych niepokojących reakcji po stronie publiczności. Tak jak mówiłem wcześniej, ludzie sprawiali wrażenie zadowolonych z tego, co słyszą. Z nami było już gorzej. Czuliśmy, że między nami a nowym materiałem jest coś, czego nie powinno być. Z początku nie potrafiliśmy się… zjednoczyć.


Logo
Nie było nam łatwo wejść w nowy materiał, nie od początku. To proces, coś, co nie następuje od razu. Teraz, zwłaszcza ostatnio, kiedy mamy za sobą więcej koncertów, na których pojawiał się również materiał z "Oro", kiedy odbyliśmy więcej prób, także w ramach przygotowań do jutrzejszego koncertu na Hellfest, poczuliśmy go, wiemy, że zagramy go jak należy. Teraz jest dobrze, gramy "Oro" łatwo, naturalnie, bez wysiłku. Dlatego dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że owszem, jestem z "Oro" zadowolony. Zarówno z płyty, jak i z odgrywania go na żywo. Spójrzcie na mnie - uśmiech na mojej twarzy znaczy jedno - jestem naprawdę szczęśliwy.


Logo
Dokładnie tak, ja też jestem zadowolony. W "Oro" nie zmieniłbym nic. Po kilku pierwszych występach, zmieniliśmy co nieco na potrzeby samych koncertów. Niektóre fragmenty okazały się zbyt długie do odgrywania ich na żywo w niezmienionej wersji. Na płycie sprawdzają się w takim kształcie, ale na koncercie naszym zdaniem już mniej, dlatego postanowiliśmy wprowadzić pewne modyfikacje na potrzeby grania ich na koncertach.


Logo
Fakt, zauważyliśmy to w Berlinie. Właściwie, mieliśmy dokładnie takie same spostrzeżenia po Desertfeście - niektóre partie z "Oro" były zbyt długie do grania ich na żywo w całości. Zawsze tak jest, że kiedy nagracie nowy materiał, potrzebujecie czasu, by się z nim oswoić, poczuć się z nim dobrze? Że nie działa to tak, że od razu wiecie: to jest skończone, nasze i na pewno damy radę zagrać to jak należy. Musi upłynąć trochę czasu, zanim nabierzecie przekonania, że nowe kawałki brzmią jak należy i pozbędziecie się wątpliwości co do tego, czy wszystko jest takie, jak powinno?


Logo
Tak, jest dokładnie tak jak mówisz. Potrzebujemy czasu. To nie dotyczy tylko muzyki, ale wszystkiego, co wydarza się w życiu. Żeby coś zrozumieć, potrzeba na to czasu. Muzyka rośnie w nas, to coś, co w pewnym sensie żyje własnym życiem. Coś, nad czym nie mamy pełnej władzy. Kształtuje się, zmienia, a można to dostrzec tylko wtedy, kiedy gra się ją na żywo. To coś zupełnie innego niż praca nad materiałem w studiu. Nie da się tego porównać.


Logo
W materiałach promocyjnych przed wydaniem "Oro", nawiązując do znaczenia tego słowa, porównywaliście krążek do rezultatu pracy alchemika. Czy ostateczny efekt jest waszym kamieniem filozoficznym, czy wciąż go szukacie?


Logo
Tak, to może być nasz kamień filozoficzny. Myślę, że każdy odnajdzie w tym albumie coś innego. Nasz przekaz, nasze założenie było takie, że "Oro" to poszukiwanie, dążenie do odnalezienia źródła wiedzy. Każdy musi odnaleźć swoją drogę sam, odszukać własną filozofię, która będzie dla niego odpowiednia, wyznaczy właściwą drogę w życiu.


Logo
Niektórzy twierdzą, że życie to nieustające poszukiwanie, które nigdy nie zostanie zwieńczone sukcesem. Żyjemy po to, by szukać i nigdy nie dochodzimy do celu, bo tak naprawdę sens tkwi w poszukiwaniu, nie w odnajdywaniu. Zgadzacie się z tym?


Logo
Cały problem polega na tym, że kiedy czegoś szukasz, kiedy do czegoś dążysz, a w końcu to odnajdziesz czy zdobędziesz, tracisz zainteresowanie i zaczynasz szukać czegoś innego. Z chwilą, w której, wydawałoby się, osiągasz cel, zaczynasz rozglądać się za czymś nowym.


Logo
Racja, to co mam przestaje być ważne. Celem jest to, co - na teraz - jest poza moim zasięgiem. Chcemy tego, co wydaje się być niedostępne.


Logo
Myślę, że "Oro", nawet jeśli miałoby być naszym ostatnim krokiem naprzód, jest tylko kolejnym krokiem na drodze do celu, który wciąż jest przed nami, to jest tego, co zamierzamy zrobić w następnej kolejności. Mam nadzieję, że to nie koniec i że zrobimy jeszcze niejedno. Chodzi mi to, że tak jak "Eve" jakiś czas temu była, przez moment, czymś na kształt naszego kamienia filozoficznego, rozumianego jako zwieńczenie jakiegoś procesu, działania, dopóki nie zrobiliśmy czegoś nowego, tak teraz tym nowym - nowym kamieniem - jest "Oro". Wierzę, że niebawem nastąpi kolejny etap, nadejdzie nowe.


Logo
No, nie wiem… Nie mam pewności, czy to naprawdę możliwe. (śmiech)


Logo
Co?


Logo
Więc Wasz kamień filozoficzny zawsze jest przed Wami?


Logo
Dokładnie. Na szczęście jest tak, że zawsze szukamy nowego celu. Nie wystarcza nam to, co już się wydarzyło. Za każdym razem, kiedy pracujemy nad nową płytą, staramy się coś zmienić, zrobić inaczej niż poprzednio. Kiedy wydaliśmy "Eve", nie byliśmy pewni, co będzie dalej, czy nastąpi po tej płycie coś nowego. Wszystko przez to, że Eve była dla nas dziełem kompletnym. Powiedzieliśmy sobie: ok, zrobiliśmy to, co teraz? A później pojawiło się "Oro".


Logo
Dwie rzeczy naraz!


Logo
Taa… Nagraliśmy "Oro" I teraz znów zadajemy sobie pytanie o przyszłość Ufomammut. Jaki będzie następny krok? Dokąd nas zaprowadzi?  Jeden, dwa, trzy. Do trzech razy sztuka, czeka nas kolejne wyzwanie. To jest… pewna umiejętność, sztuka, coś czemu musimy podołać…


Logo
To jest wyzwanie.


Logo
Zgadza się, to jest wyzwanie.


Logo
Vita jest taki mądry!


Logo
Bo jestem z Was najstarszy!


(ogólny śmiech)

Logo
A wracając do tematu, to dla nas wyzwanie, za każdym razem - zrobić, nagrać materiał, który w jakiś sposób będzie się różnić od tego, co zrobiliśmy wcześniej, choć nadal będzie tworem tych samych ludzi, tego samego Ufomammut. Na teraz, z dzisiejszej perspektywy - tak, "Oro" jest naszym kamieniem filozoficznym, ale za jakiś czas to się z pewnością zmieni, a punktem zwrotnym w dziejach Ufomammut stanie się coś innego, coś nowego.


Logo
Dzieje się tak pewnie dlatego, że kamień filozoficzny jest czymś, czego zdobyć się nie da. To, coś co nie istnieje w namacalnym sensie. Nie da się fizycznie zdobyć, jest gdzieś TAM.


Logo
Coś w tym jest. Wiem, co masz na myśli.


Logo
(wskazując na dyktafon) Mam nadzieję, że to się nagra tak jak trzeba. To jest TAM!


Logo
Pewnie, to sprytne ustrojstwo.


Logo
Tu bardziej chodzi o podróż, zmierzanie do celu, nie o miejsce, do którego zamierzasz dotrzeć. Jak w życiu, każdy z nas ma to przecież na co dzień. To dokładnie ta sama zasada, która rządzi życiem każdego z nas.


Logo
Każdy wasz wcześniejszy krążek różnił się od poprzedniego, wprowadzaliście nowe elementy obracając się w dawno wypracowanej stylistyce. Pod tym względem "Oro" jest nieco inny i bazuje przede wszystkim na dobrze znanych patentach. Czy to był efekt zamierzony?


Logo
Może to znak, że skończyły nam się pomysły?


Logo
Może…


Logo
To zamierzony efekt, czy po prostu tak wyszło?


Logo
Musicie zaczekać na drugą część.


Logo
Wierz mi, że czekamy! Słyszałeś ją już?


Logo
Tak. Moim zdaniem, "Oro" to dzieło kompletne, które powinno być oceniane jako całość. Tworzą je dwa albumy. Kiedy przesłuchasz drugą część, zobaczysz, że są tam elementy, których dotąd w muzyce Ufomammut nie było. Nie ma tam żadnych rewolucyjnych zmian, żadnych ekstremalnych nowości, ale…


Logo
Chcesz powiedzieć, że mamy takie a nie inne wrażenie, ponieważ nie wiemy wszystkiego o "Oro", tak?


Logo
Dokładnie. Na tak zadanie pytanie, moja odpowiedź brzmi: tak. Jeżeli przesłuchałaś tylko jedną z dwu części, poznałaś połowę całości. O ile "Eve" stanowiła jedną całość, składała się jakby z jednego elementu. "Oro" to też jedna, tyle że większa całość, a różnica polega na tym, że podzielona została na pół, na dwa kawałki, które jednak są ze sobą tak ściśle powiązane, że tworzą nierozerwalną całość. "Oro" najlepiej poznawać w ten sposób, że osłuchasz się z jedną częścią, później na trochę o niej zapomnisz, zajmiesz się czymś innym, a następnie…


Logo
Może więc decyzja o podziale Oro na 2 części nie była do końca trafna?


Logo
Moim zdaniem nie masz racji. Po prostu, chodzi mi o to, że moim zdaniem powinnaś… Najważniejsze jest wsłuchać się w płytę, poznać ją dobrze, a później nacisnąc stop I zająć się czymś innym. Zaczekać na drugą, ostatnią część podróży, znów - poznać ją i dopiero wtedy przejść do ocen. Niezależnie od tego, co finalnie będziesz myśleć o całym "Oro", jak ocenisz koncept złożony z dwóch krążków, myślę, że po odsłuchu, uważnym poznaniu drugiej części to pytanie brzmiałoby jednak inaczej.


Logo
Jeszcze jedna rzecz. Zdecydowaliśmy się podzielić "Oro" na dwie części, ponieważ materiał nie mieścił się na jeden płycie, a my nie przepadamy za podwójnymi wydawnictwami płytowymi…


Logo
Dlaczego?


Logo
Naszym zdaniem są zbyt długie. Dlatego większość ludzi… a przynajmniej ja zawsze w takim przypadku bardziej i częściej słucham tylko jednej z dwu płyt. Zawsze tak jest. Poza tym, pozytyw polega na tym, że  kiedy na przykład gramy naszą muzykę na żywo, możemy swobodnie przechodzić od jednego utworu, czy jednego fragmentu utworu do drugiego, robiąc pomiędzy kolejnymi utworami z danej płyty dowolne przerwy. Dlatego uznaliśmy, że podobnie postąpimy z nowym albumem. Damy ludziom część całości, by się z nią oswoili - wsłuchali, przyzwyczaili się do niego, przyswoili go, wchłonęli, krótko mówiąc, nasłuchali się go do woli, bez presji posiadania drugiego krążka, która leży gdzieś tam i czeka. W ten ów drugi krążek nie zostanie zdominowany przez pierwszy, zgodnie z regułą, o której wspomniałem przed chwilą.

Kiedy już pierwsza płyta zostanie wstępnie ‘przetrawiona’, słuchacz dostanie drugą. Cały proces nastąpi od początku, zaczynasz słuchać nowego materiału, drugiej płyty, po czym wracasz do pierwszej i poznajesz w ten sposób - lepiej, dokładniej - obydwie, a nie tylko jedną z zestawu. Tylko w ten sposób możesz w pełni zrozumieć przekaz "Oro". Traktując każdy krążek oddzielnie, jako nową płytę, którą poznajesz jak każdy nowy materiał, ale z drugiej strony ze świadomością, że dopiero obydwie płyty tworzą całość.

Gdybyśmy podali Wam od razu półtorej godziny muzyki w jednym podejściu, za jednym zamachem, skupilibyście się na jednej albo drugiej płycie, na pewno nie poświęcilibyście uwagi każdej z nich. Po pobieżnym przesłuchaniu obydwu uznalibyście - wolę ten, albo tamten krążek, i już. Ludziom nie chciałoby się wówczas wsłuchiwać w cały album, traktować dwu płyt jako jednej, słuchać ich zawsze razem, etc. Jedna z pewnością poszłaby w odstawkę. W sytuacji, gdy daty obydwu wydań dzieli kilka miesięcy, jest na to większa szansa.

A tak, najpierw słuchasz pierwszej, odnajdujesz w niej taki czy inny przekaz, później dostajesz drugą, słuchasz, wracasz do pierwszej, poszczególne elementy z każdego krążka mieszają się nawzajem, przenikają się, zaczynasz traktować obydwa wydawnictwa - zgodnie z naszym założeniem - jako dwa elementy tej samej układanki. Dlatego uznaliśmy, że wydanie "Oro" w takiej formie to dobra decyzja. Dzięki temu materiał w pewnym sensie jakby bardziej żyje własnym życiem. Jest tworem o zmiennej strukturze w tym sensie, że z upływem czasu odbiera się go inaczej niż na początku. Muzyka, co do zasady, ewoluuje w czasie. Często jest tak, że pierwsze wrażenie po przesłuchaniu diametralnie różni się od tego, co myślisz, czy czujesz, kiedy ten sam materiał przesłuchasz kolejny raz. Odkrywasz nowe płaszczyzny, drugie dno i takie tam. By doświadczyć muzyki w pełniejszym zakresie, nie wystarczy włączyć albumu raz i na tym poprzestać.

Poza tym dziś, w świecie cyfrowej muzyki, generalnie jest tak, że ludzie ściągają płytę z netu, odsłuchują ją raz-dwa i wywalają z dysku. Tutaj przynajmniej nie wyrzucą jej całej od razu, ale będą musieli zaczekać, aż ukaże się druga część i może dopiero wtedy zrobią delete? (śmiech) Mimo wszystko, może taki manewr sprawi, że druga część skupi na sobie więcej uwagi, niż gdyby została od razu dołączona do pierwszej, gdybyśmy wydali "Oro" jako dwupłytowy album. Poza tym, wracając do pytania, wciąż jesteśmy Ufomammut, a to co robimy niezmiennie rodzi się w tym samych trzech umysłach, co zwykle. Więc może, w pewnym sensie, wszystko co robimy jest w gruncie rzeczy ciągle tym samym, ale moim zdaniem dopiero, kiedy pozna się cały materiał, wsłucha w obydwie płyty pozwoli w pełni zrozumieć koncept, odczytać nasze zamiary. W moim odczuciu, można powiedzieć, że pierwszy krążek to klasyczny, typowy Ufomammut, a drugi jest nieco inny.


Logo
Wiecie, chodzi nam o to, że sporo odbiorców Waszej muzyki spośród naszych znajomych po odsłuchu pierwszego krążka "Oro" mówiło: 'Tak, to brzmi jak Ufomammut, ale to wszystko już było'. Tak, jakby czuli się rozczarowani, że tym razem zabrakło nowego elementu, jak choćby przy "Eve", gdzie wykorzystaliście całkiem nową formułę. Wasz muzyczny styl jest w pełni ukształtowany i kompletny. Nie chodzi mi o oczekiwanie na rewolucję, tylko o brak nowych rozwiązań, jakbyście czerpali pomysły tylko i wyłącznie ze zbioru już gdzieś, kiedyś wykorzystanych. Chodzi nam o to, że "Oro" to dla słuchaczy nowość, ale po odsłuchu mówią, że materiał niby nowy, jest jakby stary - bo wiedzą, jak gra Ufomammut.


Logo
Ok, rozumiem, ale moim zdaniem mówią tak dlatego, że nie poświęcili "Oro" zbyt wiele czasu. Przesłuchali raz i odłożyli na bok. Ograniczyli się do odbioru, oceny materiału na pierwszym poziomie, bez wsłuchania się w niego bardziej, głębiej.


Logo
Może i tak.


Logo
Wiele osób słucha dziś muzyki w ten sposób - wrzuca krążek na ruszt jeden raz, stwierdza, że jest nudny i nigdy do niego nie wraca. Może warto zdobyć się na więcej niż jedno przesłuchanie. Może jeśli ktoś wsłucha się bardziej i zrozumie, że…


Logo
Że to jest faktycznie tak nieprawdopodobnie nudne…


Logo
A wtedy trzeba słuchać tego jeszcze bardziej, częściej, więcej. Ile się da!


(ogólny śmiech)

Logo
I dopiero wtedy, kiedy Twoje znużenie sięgnie granic wytrzymałości, zrozumiesz.


Logo
Moim zdaniem, "Oro" nie jest prostym materiałem, który można ocenić po jednym przesłuchaniu. Muzyka Ufomammut powstaje przede wszystkim po to, żeby grać ją na żywo. Lubimy grać ją na żywo. Kiedy przesłuchasz pierwszy krażek, czy nawet pierwszy utwór, możesz rzecz jasna powiedzieć: ok, to wciąż ten sam riff, w kółko ten sam motyw. Ale ten materiał ewoluuje, istnieje na więcej niż jednym poziomie, jest wielopłaszczyznowy, a żeby to zauważyć, potrzeba czasu. Można go lubić, docenić albo wręcz przeciwnie, to jasne, ale dla nas to coś zupełnie innego, coś nowego, czego wcześniej nie zrobiliśmy. Fakt, że to wciąż efekt działania tych samych ludzi, ale różny od dotychczasowych. Nasze nastawienie przy pracy nad tym materiałem było zupełnie inne.


Logo
I pamiętajcie, to co już znacie, to na razie tylko połowa całej roboty.


Logo
Tak, tak, pamiętam o tym! Na pewno poświęcę drugiej części więcej czasu niż tylko jeden odsłuch. Tak szczerze, generalnie macie rację co do zmiany oceny materiału pod wpływem czasu. Gdybym dziś oceniał "Eve", dostałaby 10/10, ale po pierwszych paru przesłuchaniach nie byłem skłonny wystawić jej takiej oceny. Sposób odbioru muzyki, nastawienie do muzyki ewoluuje, fakt.


Logo
A poza tym… "Oro" to dziwna, dość specyficzna płyta, przynajmniej dla mnie. Za każdym razem, kiedy jej słucham (co generalnie nie zdarza się specjalnie często, ponieważ nie bardzo lubię zasłuchiwać się w naszej własnej muzie), odnajduję w niej coś innego, nowego. Moim zdaniem, to co jest najfajniejsze w naszym zespole jest to, jak gramy. Nie chodzi mi o nasze umiejętności jako instrumentalistów, bo te nie są szczególnie imponujące. Chodzi mi o to, że każdy z nas stara się dołożyć coś od siebie, każdy koncentruje się na swoim odcinku. Dotyczy to wszystkiego po kolei, basu, wokalu, ścieżek gitarowych, bębnów czy wizualizacji. Każdy jest zaangażowany.

Stąd, wydaje mi się, że za każdym razem, kiedy znów posłuchasz "Oro", znajdziesz w tej płycie coś, co umknęło Twojej uwadze poprzednio. Ta wielopoziomowość jest jej największą zaletą. "Oro" nie jest jednoznaczne, nie odkrywa wszystkich kart od razu. Dlatego, tak jak powiedziałem, nie trzeba tej płyty polubić, nie trzeba się do niej przekonać, bo to wszystko kwestia gustu, ale moim zdaniem ten materiał ma to coś, co sprawia, że odróżnia się od wszystkiego innego, co zrobiliśmy dotychczas. Dlatego ktoś może powiedzieć: ok, to jest ufomammut, a my powiemy tak: ok, to jest zajebiste. Dziś zbyt wiele kapel brzmi podobnie, zbyt mocno przypomina inne zespoły, gubi własne ja, traci tożsamość, a może nigdy jej nie zyskuje. A nam zależy zasadniczo przede wszystkim na tym, żeby brzmieć jak Ufomammut. Nie, żeby wymyślać nowe rzeczy. Bardziej niż tworzyć nowe, chcemy pozostać sobą, nie stracić tego, co sprawia, że ludzie, słuchając nas, wiedzą, że to właśnie my. To jest dla nas ważne, o to nam


Logo
Tu masz rację, Ufomammut to Ufomammut. Pewnie dlatego cieszymy się na jutrzejszy koncert tak samo jak na wszystkie wcześniejsze. Skąd wzięła się koncepcja na tak symboliczną tematykę "Oro"?


Logo
To co w szczególności odróżnia "Eve" od "Oro", to fakt, że "Eve" była w pełni improwizowaną płytą. Zaczęliśmy od pewnego starego riffu, wygrzebanego z zamierzchłych czasów, a cała reszta ukształtowała się z tego całkiem spontanicznie. Wszystkie wykorzystane tam pomysły pochodziły z okresu sprzed Ufomammut. Kiedy zaczęliśmy pracę nad "Oro", dysponowaliśmy kilkoma partiami, niewykorzystanymi w sesji nagraniowej "Eve". Uzupełniliśmy to o nowe elementy powstałe na bazie pojedynczych, nowych riffów. Poszło dość szybko i łatwo. W pewnym momencie uznaliśmy, że materiał jest mniej więcej domknięty, wymieniliśmy spostrzeżenia i wkrótce uznaliśmy, że "Oro" jest gotowe. Proces, nazwijmy go, twórczy przebiegał w ten sam sposób, jak zwykle. Często ogrywaliśmy to razem, pozwalając, by muzyka narastała, rozwijała się jakby samoistnie.

W końcu mieliśmy już najważniejsze elementy, coś na kształt szkieletu, kilka najważniejszych ścieżek stanowiących podstawę struktury całego albumu, na których oparta została cała reszta. Chcieliśmy, i graliśmy to na wszelkie możliwe sposoby, najpierw od pierwszej części do drugiej, później zmieniając, mieszając poszczególne fragmenty, zmieniając struktury, przesuwając poszczególne elementy w jedną czy drugą stronę, do chwili aż w końcu w którymś momencie powstało to, co jako "Oro" trafiło na pierwszą płytę, a za chwilę ukaże się na drugiej. Po wypracowaniu ostatecznego kształtu "Oro", przed rejestracją albumu zmieniliśmy jeszcze kilka rzeczy, z których nie byliśmy zadowoleni i tyle. Materiał mieliśmy gotowy w nieco ponad 2 tygodnie, później tylko nagranie i koniec. Może dlatego poszło tak szybko, że od początku mieliśmy w głowach dość jasno wyklarowany pomysł na ten album.


Logo
A dlaczego skupiliście się na złocie?


Logo
Dlatego, że złoto to rezultat poszukiwań, cel, coś, czego źródłem miał być tak pożądany przez wszystkich kamień filozoficzny. Alchemicy szukali złota, pragnęli zdobyć umiejętność przekształcania przedmiotów w ten kruszec. A my, przy pomocy "Oro", dążyliśmy do tego, by Ufomammut, który dotąd był jak kamień, przemienić w złoto, przekształcić w coś cenniejszego w zestawieniu z tym, czym był dotychczas. A poza tym, złoto to w końcu także metal.


Logo
Dokładnie, metal to podstawa.


Logo
Poza tym, "Oro" po łacinie oznacza ‘prosić, modlić się’, to rodzaj mantry, coś, czego możesz słuchać, przy czym możesz się zrelaksować. Z kolei w jidysz ‘or’ oznacza światło - dlatego w grafice znalazło się jakby podwójne ‘or’, czytane od prawej i od lewej. Ciemność i jasność zawsze współistnieją, nie ma jednego bez drugiego. To kwintesencja życia.


Logo
Złoto kojarzy się też ze słońcem. Jedno i drugie jest cenne. Poza tym, co nie bez znaczenia, złoto to pieniądze, a my chcemy wreszcie zarobić trochę kasy. Mnóstwo kasy. Zarobić mnóstwo szmalu - taki  jest nasz cel.


Logo
Najważniejsze jest dla nas to, żeby ludzie wiedzieli, żeby dostrzegali, że to, co robimy, robimy dla nich. Kiedy gramy koncert i widzimy, że ci którzy nas słuchają, są z tego powodu szczęśliwi, czerpiemy tego energię. Z tą płytą chcieliśmy dać ludziom pretekst to zastanowienia się nad paroma nowymi kwestiami, dostarczyć nowego materiału do przemyśleń, własnych interpretacji, etc., z nadzieją na to, że ich emocje, wrażenia wrócą do nas w postaci czegoś w rodzaju nowej energii, mocy do dalszego działania. "Oro" może być wszystkim, dla każdego z osobna może być źródłem czegoś zupełnie innego. Wszystko zależy od ludzi, ich potrzeb, oczekiwań, przeżyć, rozważań, spojrzenia na życie…


Logo
Wzajemny transfer myśli i emocji…


Logo
Tak, dokładnie.


Logo
Także artwork nowej płyty jest najbardziej symboliczny spośród wszystkich dotychczasowych obrazków zdobiących Wasze krążki. Mógłbyś powiedzieć o tym parę słów?


Logo
Wcale tak nie jest.


Logo
Owszem, jest.


(ogólny śmiech)

Logo
Moim zdaniem, artwork do "Lucifer Songs" był najbardziej ikoniczny, ze wszystkich okładek płyt, jakie zrobiliśmy dla Ufomammut.


Logo
Zgoda, ale to okładka do "Oro" pełna jest ukrytych symboli, na przykład wąż dookoła obrazka, cała filozoficzna symbolika dotycząca złota, etc. Moim zdaniem "Lucifer Songs" nie zawiera aż tylu ukrytych symboli, aż tylu znaczeń.


Logo
OK, niech będzie. Tak naprawdę ten pomysł nawet nie jest nasz, skopiowaliśmy go…(śmiech) A tak poważnie, okładka, jak zawsze w przypadku Ufomammut, miała odzwierciedlać ideę, która kryje się za albumem. Miała nawiązywać do liryków, do zawartej na "Oro" muzyki, współgrać z konceptem, który, jak mówiłem, nie jest jednoznaczny i pewnie każdy odczyta go inaczej, na swój własny sposób. Wydaje mi się jednak, że nawet "Idolum" był bardziej symboliczny, bo tytuły wszystkich utworów zostały zawarte w okładce. "Eve" zresztą też (śmiech). Przy "Oro" było podobnie, staraliśmy się stworzyć artwork, który w miarę możliwości będzie w stanie stanowić odbicie, czy ilustrację tego, co wypełnia krążek.


Logo
"Oro" to rodzaj łącznika, element wspólnego w poszczególnych etapach pracy alchemików. Zyskaliśmy okazję do wykorzystania wszystkich symboli, dlatego wszystkie łączą się ze sobą nawzajem. Staraliśmy się odnaleźć ich kształt. "Oro" bardziej niż inne okładki Ufomammut odwołuje się do antycznej symboliki. Może dlatego dostrzegasz tam więcej odniesień, więcej ukrytych przekazów, nawiązań do przeszłości, niż miało to miejsce na naszych poprzednich płytach. "Idolum" też stanowiła rodzaj reinterpretacji, ale w inny sposób. Nie potrafię jednoznacznie zdefiniować tej różnicy. Generalnie, chodzi tu o zdolność poszukiwania nowych inspiracji poprzez czerpanie z przeszłości, z minionych dokonań.


Logo
Zawsze jest tak, że źródłem dla koncepcji okładki jest muzyka, nigdy na odwrót? Najpierw musi powstać materiał, a dopiero po nim szata graficzna płyty?


Logo
Zawsze wszystko ma swoje źródło w muzyce. Teksty też. Bez muzyki nie dzieje się nic, od niej zaczyna się cały proces. Musimy mieć w głowie koncepcję, zarejestrować ścieżki i wtedy pojawia się reszta. Muzyka jest najważniejsza i to w szerszym sensie, nie tylko jeśli chodzi o chronologię zdarzeń w związku z pracą nad płytą. Generalnie, wszystko co robimy, nie tylko jako Ufomammut, rodzi się z muzyki. Wszystko. To jest jak rzeźba w kamieniu. Krok po kroku, usuwasz zbędny materiał, pozbywasz się tego, co niepotrzebne i w końcu odnajdujesz w jego wnętrzu właściwy, poszukiwany kształt.


Logo
Ponownie pracowaliście w studio z Lorenzo. Wyobrażacie sobie współpracę z jakimkolwiek innym producentem?


Logo
Lorenzo jest dla nas wystarczająco dobry, dlatego nie ma potrzeby nic zmieniać. Mniej od nazwisk interesuje nas to, czy z danymi ludźmi możemy osiągnąć zamierzone cele. Jeśli tak, dla nas jest OK. Niewykluczone, że współpracując z innymi moglibyśmy na tym czy tamtym polu osiągnąć więcej, niż osiągamy teraz, ale z naszego punktu widzenia nie ma to sensu. Czujemy się dobrze z Lorenzo i to nam w zupełności wystarczy. Za każdym razem, gdy przychodzi do rejestracji nowej płyty, czujemy, że Lorenzo rozumie naszą muzykę, pomysły, konkretną płytę, potrafi odczytać właściwie nasze oczekiwania. Poza tym, jest naprawdę pomocny w pracy nad płytą, podpowiada, sugeruje, zwraca uwagę na elementy, które jego zdaniem wymagają zmiany czy poprawy. Angażuje się w to co dla nas robi. Tak samo jest z Ciccio, od zawsze gramy z nim przy boku, chociaż wiadomo, że jest mnóstwo innych dźwiękowców lepszych od niego…


Logo
No pewnie, całe mnóstwo! Tysiące!!! Wystarczy, że otworzysz drzwi, a nadciągną ich całe tłumy!


Logo
Dla nas najważniejsze jest, że możemy na nim polegać, że ustawi wszystko w taki sposób, że publiczność dostanie dokładnie to, czego od nas oczekuje. Znamy się, wiemy czego możemy nawzajem od siebie oczekiwać. Dlatego naszym zdaniem taki a nie inny dobór ludzi do współpracy dobrze sprawdza się w praniu. Lorenzo zawsze gotów jest udzielić nam rady, zasugerować coś, pomóc odnaleźć właściwy dźwięk i tak dalej. Wszystko działa jak należy.


Logo
Lorenzo jest otwarty i ma do nas cierpliwość. A my mamy sporo cierpliwości dla niego…


Logo