Believe

VII Widows

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy Believe
Recenzje
2017-11-13
Nasza ocena:
9 /10

Na kilka lat kazano zapomnieć słuchaczom progresywnego rocka o Believe.

Wiązało się to z głównie z reaktywacją Collage - czołowej polskiej kapeli progresywno - rockowej, z której wywodzi się trzech muzyków Believe: Mirosław Gil, Przemysław Zawadzki i Tomasz Różycki. Believe stał się na dłuższą chwilę nieaktywny, choć wciąż dochodziły z obozu jakieś wieści. Między innymi o tym, że po trzech albumach zespół opuścił wokalista Karol Wróblewski. Zastąpił go Różycki, gardłowy z dwóch klasycznych krążków grupy, choć ostatecznie za mikrofonem stanął Łukasz Ociepa. Skład uzupełniają oczywiście Gil oraz Zawadzki, do wielkiego grania wróciła skrzypaczka Satomi, a za zestawem zasiadł znany z Clostekeller czy Róż Europy Robert Kubajek. Zespół pozostał również bez wydawcy. Zaskakujące, biorąc pod uwagę, że wydany po raz pierwszy bez pomocy wytwórni album w istocie jest najlepszym krążkiem sygnowanym nazwą Believe. Przypadek?

Najlepszy krążek Believe? Zdecydowanie! To głównie dlatego, że grupa wróciła do brzmienia, jakie wypracowała na "Yesterday Is a Friend" - w mojej opinii dotychczas najmocniej przemawiającego materiału świty Gila. Oczywiście przez wszystkie lata to była muzyka art-rockowa i progresywno rockowa (albo neoprogresywno, jak kto woli). Nie o gatunek tu chodzi, ale patenty odróżniające Believe od innych, a powiedzmy sobie jasno, że ten zespół ma mocno wyeksponowane muzyczne DNA. Przede wszystkim znów w najlepsze grają skrzypce, które ponownie stały się znakiem rozpoznawczym zespołu. Satomi cały czas, przez pięć poprzednich krążków, występowała z Believe, ale chociażby na poprzednim longplayu "The Warmest Sun in Winter" (2013) jej gra była czysto gościnna, jakby marginalna. Charakter "Siedmiu wdów" budują właśnie skrzypce, no i gitary - Mirosław Gil już dawno nie zagrał tak wielu przejmujących, długich gitarowych solówek, nawet na solowej "I Want You to Get Back Home" (2012), która kuriozalnie była płytą mało gitarową. Czuć pasję i ładunek emocjonalny wyszarpywany dzięki strunom (wytarczy posłuchać jak cudownie ryczy gitara w finale "VII").

Sprawa trzecia to fantastyczna perkusja, szczególnie gdy Kubajek dudni w kotły (skąpane mrokiem "I", doskonałe w połączeniu ze skrzypcami w "IV") - nadaje to ciężaru, mroku i plemienności muzyce, dokładnie tak jak prawie 10 lat temu w utworze "Mystery Is Closer" z "Yesterday Is a Friend", ale tu brzmi to o wiele lepiej, potężniej, dosadniej. Sporo życia w Believe wprowadził Łukasz Ociepa, wokalista, który na "Siedmiu wdowach" ma kilka naprawdę przejmujących emocjonalnie fragmentów - niesamowite wrażenie robi "III" i "IV", dawno w Believe nie było tak wielu dobrych, dających się zapamiętać linii wokalnych, a tak klasowych prawdopodobnie w kapeli Gila nie było nigdy.

Przede wszystkim jednak obłędne wrażenie robi sam klimat krążka. Jest mroczny, nostalgiczny, dzięki skrzypkom nieco celtycki, gitary często wkraczają na grunt uroczysty i podniosły. Doskonale współgra to z tekstami Roberta Sieradzkiego. W istocie "VII Widows" to koncept album, a każdy utwór to opowieść napiętnowana stratą, smutkiem, pożegnaniem. Stąd symboliczne wdowy - coś musiało zostać stracone, coś zostało odebrane.

"VII Widows" to bezwzględnie najlepsza i najdojrzalsza płyta Believe, a kto wie czy i nie najjaśniejszy punkt dyskografii muzyków związanych z Collage od czasów "Moonshine" (1994). Jest połączeniem elegancji i emocji. Bez wątpienia kunsztowna instrumentalnie i przemyślana pod względem kompozycji. Na swój sposób marzycielska. Po prostu wielkie dzieło współczesnego art-rocka. "VII Widows" to jedno z ważniejszych wydarzeń roku artystycznego rocka. Trzeba znać.

Grzegorz Bryk