Freddie Mercury

Messenger of the Gods. The Singles

Gatunek: Pop

Pozostałe recenzje wykonawcy Freddie Mercury
Recenzje
2016-11-03
Freddie Mercury - Messenger of the Gods. The Singles Freddie Mercury - Messenger of the Gods. The Singles
Nasza ocena:
5 /10

Zawsze kiedy biorę do ręki płyty wydane w formie "zagraniczna płyta - polska cena" czuję się jak kloszard. Mało tego, jak lekko oszukany kloszard, któremu serwuje się wybrakowany, zabiedzony i brzydki półprodukt.

Szczególnie widoczne jest to w obliczu tak pięknych, kolekcjonerskich wydawnictw jak "Messenger of the Gods" - w oryginalnej formie jest to 13 kolorowych, półprzeźroczystych siedmiocalówek zawierających największe single Mercurego. Słuchajcie - jak to pięknie wygląda! Jak siedem wyjątkowo okazałych cukiereczków. Aż chce się je schrupać. Po prostu bajka opakowana w czarny karton. Niestety postanowiono puścić to też na CD, bo - bądźmy szczerzy - na kolekcjonerach wielkiego zarobku nie ma. Wyszła więc i dwupłytowa składanka, na zachodzie wydana też niczego sobie. Niestety w Polsce nawet i to okrojono, władowano całość w "zagraniczna płyta - polska cena" i puszczono w dyskontowej formie do supermarketów z bojową misją, by na siebie zarabiało.

I zarobi, bo to przecież Mercury. Nie odbieram zresztą "Messenger of the Gods" prawa do zarabiania, tym bardziej, że to godzina czterdzieści minut najznakomitszego popu w historii. Trochę mniej, bo prócz podstawowych wariantów krążek zawiera między innymi trzy wersje "Living On My Own", instrumentalny "Time", dwie wersje "Excercises in Free Love" czy rockujący mix "Love Kills". Poza tym singlowe hiciory: "The Great Pretender", "In my Defence", "Made in Haven", "Love Me Like There's No Tomorrow", "I Was Born To Love You" etc. 25 utworów. Jest czego posłuchać. Na sylwestra pozycja wręcz obowiązkowa, bo pastelowa stylistyka Mercurego idealnie się do tego nadaje. Od razu wpada w ucho, żwawy rytm pozwala potańczyć, a i rozrywka przedniejsza. Sporo jest też tej pop-operowej części twórczości wokalisty, równie chwytliwej. W założeniu płyta pierwsza to główne gwoździe programu, tymczasem płyta druga to zbiór singlowych B-side'ów.

Pod względem muzycznym nie można niczego "Messenger of the Gods" zarzucić. Mnie, jako typowemu materialiście, rozchodzi się wyłącznie o polskie wydanie, które jest typowym składakiem typu "the best of". Jedni lubią, inni nie. I jeśli kogoś nie stać na dość drogi winylowy oryginał, to odsyłam jednak do zachodniego, dużo bardziej estetycznego i niewiele droższego wydania. "Zagraniczna płyta - polska cena" niech leży tam, gdzie jej miejsce - w ogromnym koszu z przecenionymi płytami za 5 zł, bo tyle jest warta. Ceny albumów i tak są wygórowane, a ta edycja nie jest wcale tak tania jak powinna. Prawdziwi fani Mercurego pewnie by się nawet obrazili gdyby dostali okrojoną wersję "Messenger of the Gods", dlatego lepiej jednak dołożyć tę dychę niż przepłacać za półprodukt.

Grzegorz Bryk