HARLEY BENTON ST-62LA

Rodzaj sprzętu: Gitara elektryczna

Pozostałe testy marki HARLEY BENTON
HARLEY BENTON - ST-62LA

Relic ma swoich wyznawców i przeciwników. Jedni widzą w nim charakter instrumentu, inni coś w rodzaju fabrycznie podartych jeansów za dopłatą. Harley Benton proponuje trzecią drogę: wygląd gitary z historią, ale za pieniądze, przy których trudno długo obrażać się na jej brak autentycznej przeszłości.

Rynek gitar elektrycznych nauczył nas w ostatnich latach kilku rzeczy. Jedną z nich jest to, że określenie „budżetowy instrument” coraz mniej mówi o jakości, a coraz więcej wyłącznie o cenie. Drugą, że postarzanie gitar nie zamierza zniknąć, niezależnie od tego, jak wiele razy internet zdążył już odbyć dyskusję o sensie płacenia komuś za obicia, które można przecież zrobić samemu o futrynę.

Harley Benton ST-62LA łączy oba te zjawiska. To klasycznie skrojona gitara typu S, której nie trzeba przedstawiać nikomu, kto choć raz widział Hendrixa, Gilmoura, Blackmore'a albo Mayera z instrumentem w rękach. Trzy single, pięciopozycyjny przełącznik, tremolo i proporcje, które od dekad właściwie nie wymagają poprawiania. Różnica polega na tym, że ST-62LA już po wyjęciu z kartonu wygląda tak, jakby poprzedni właściciel zdążył przeżyć z nią kilka tras koncertowych.

Końcówka „LA” oznacza Light Aged. Harley Benton oferuje również mocniej postarzone warianty HA, ale tutaj ingerencja jest relatywnie oszczędna. Lakier przetarto w miejscach, w których rzeczywiście mógłby z czasem zniknąć, postarzone zostały również elementy osprzętu, a całość nie próbuje przekonywać nas, że właśnie znaleźliśmy instrument z 1962 roku na strychu nieżyjącego bluesmana. Każdy egzemplarz jest przy tym postarzany ręcznie, więc ślady zużycia mogą się nieco różnić.

To ważne, bo przy relicu granica między „charakterem” a „rekwizytem z taniego filmu” potrafi być bardzo cienka. ST-62LA przeważnie pozostaje po właściwej stronie tej linii. Nie każdy element wygląda równie przekonująco – szczególnie postarzenie jasnego pickguardu może zdradzać swoją fabryczną genezę – ale jako całość czarna wersja Light Aged prezentuje się zaskakująco spójnie.

Najciekawsze rzeczy zaczynają się jednak pod lakierem. Za nieco ponad tysiąc złotych dostajemy korpus z wyselekcjonowanej olchy amerykańskiej oraz przykręcany gryf z lekko karmelizowanego klonu kanadyjskiego. Z tego samego materiału wykonano podstrunnicę. To zestaw surowców, który jeszcze nie tak dawno w tej części cennika trudno byłoby uznać za oczywisty.

Gryf ma profil C, promień podstrunnicy wynosi 12 cali, a więc 305 mm, zaś 22 progi wykonano ze stopu nickel silver w rozmiarze medium jumbo. Nie jest to więc ortodoksyjna rekonstrukcja instrumentu z początku lat 60. Harley Benton bierze klasyczny punkt wyjścia, ale pod względem wygody idzie nieco bardziej współczesną drogą.

I dobrze, ponieważ właśnie gryf okazuje się jednym z najmocniejszych elementów całej konstrukcji. Jest gładki, wygodny i pozwala ustawić relatywnie niską akcję strun. Gitara pozostaje przy tym lekka i dobrze wyważona, więc nie próbuje po założeniu paska wykonać charakterystycznego nurkowania główką w stronę podłogi.

Budżet nie zniknął jednak całkowicie za kurtyną. W egzemplarzu będącym podstawą testu dało się wyczuć nierówności na krawędziach niektórych progów, pojawiło się również niewielkie brzęczenie struny H podczas gry bez wzmacniacza. Nie były to problemy dyskwalifikujące instrument, ale przypominają o jednej starej zasadzie dotyczącej niedrogich gitar: dobry setup po zakupie nadal potrafi być najlepszą inwestycją zaraz po samym instrumencie.

Najwięcej cierpliwości wymaga mostek. Klasyczne, sześciopunktowe tremolo pasuje do charakteru ST-62LA, ale jego ramię pracuje dosyć sztywno. Do subtelnego vibrato wystarczy, natomiast gitarzyści traktujący wajchę jako istotną część swojego języka mogą dość szybko zacząć myśleć o regulacji. Stabilność stroju jest przyzwoita, lecz intensywne używanie tremola nie jest najmocniejszą stroną tej konstrukcji.

Układ elektryczny nie próbuje wymyślać Stratocastera od nowa. Mamy trzy przetworniki Isola VT-ST z magnesami Alnico 5, pięciopozycyjny przełącznik oraz klasyczny zestaw jednego potencjometru głośności i dwóch regulatorów barwy.



Charakter całego instrumentu jest zdecydowanie jasny i bezpośredni. Mostkowy pickup ma dużo góry, ataku i tego charakterystycznego „szkła”, dzięki któremu pojedyncze cewki potrafią świetnie odnaleźć się zarówno w bluesie i country, jak i we współczesnych, poszarpanych partiach granych z niewielkim overdrive'em. Ważne, że góra nie zamienia się automatycznie w nieprzyjemną, tanią ostrość – częstą przypadłość najtańszych singli.

Środkowa pozycja dobrze spełnia rolę łącznika między skrajnościami. Ciekawiej robi się przy gryfie. Tutaj pojawia się więcej masy i dołu, dzięki czemu dźwięk dobrze sprawdza się przy pełniejszych partiach rytmicznych i pojedynczych nutach. Przy bardziej złożonych akordach czy szybkich arpeggiach basu może być jednak odrobinę za dużo, przez co brzmienie traci część klarowności. Da się nad tym zapanować ustawieniem elektroniki i wzmacniacza, ale różnica charakteru pomiędzy przetwornikami jest wyraźna.

Isola nie próbowała przy tym stworzyć trzech pickupów zachowujących się jak delikatne single sprzed ponad sześćdziesięciu lat. Alnico 5 daje tu sporo ataku i stosunkowo mocny sygnał. ST-62LA może wyglądać na gitarę, która pamięta narodziny rock'n'rolla, ale bez większych protestów przyjmie również mocniejszy drive. Przy wysokim gainie trzeba oczywiście pamiętać o szumach typowych dla pojedynczych cewek i uważać na bardzo jasną górę, lecz nie jest to instrument skazany na granie wyłącznie bluesowych zagrywek na czystym kanale.

Największą zaletą Harley Bentona jest ostatecznie nie samo postarzanie, ale to, co znajduje się pod nim. Za 1 059 PLN dostajemy pełnowymiarową gitarę z olchowym korpusem, bardzo przyjemnym klonowym gryfem, sensownymi pickupami i konstrukcją, która nie sprawia wrażenia instrumentu przejściowego kupowanego tylko po to, żeby za rok wymienić go na „prawdziwą gitarę”.



Oczywiście widać miejsca, w których oszczędzano. Wykończenie progów mogłoby być równiejsze, tremolo wymaga uwagi, a sama stylizacja Light Aged czasami bardziej przypomina świadomą kreację niż rezultat trzydziestu lat koncertów. Tyle że przy tej cenie trudno oczekiwać pracy lutnika z Custom Shopu, który spędził pół dnia nad każdą rysą.

ST-62LA jest raczej dowodem na to, jak niewygodne dla droższej konkurencji stały się współczesne gitary budżetowe. Nie udaje instrumentu za kilkanaście tysięcy złotych i brzmieniowo nim nie jest. Potrafi jednak zaoferować większość tego, czego oczekujemy od klasycznej konstrukcji typu S, bez typowego dla najniższej półki poczucia, że od pierwszego dnia trzeba wymienić połowę osprzętu.

A relic? Jeśli ktoś uważa, że każdą rysę na gitarze trzeba zdobyć osobiście, Harley Benton raczej nie zmieni jego światopoglądu. Pozostali mogą potraktować ST-62LA jako całkiem przyjemny skrót do instrumentu, który od pierwszego dnia wygląda tak, jakby miał już coś do opowiedzenia. Nawet jeśli jego najbardziej dramatyczną historią pozostaje na razie podróż w kartonie z magazynu Thomanna.

SPECYFIKACJA TECHNICZNA:

Typ: gitara elektryczna typu S
Korpus: wyselekcjonowana olcha amerykańska
Gryf: przykręcany, lekko karmelizowany klon kanadyjski
Podstrunnica: lekko karmelizowany klon kanadyjski
Profil gryfu: C, 20,5 mm na 1. progu / 22,5 mm na 12. progu
Promień podstrunnicy: 305 mm (12")
Menzura: 648 mm (25,5")
Progi: 22× medium jumbo 2,7 mm, nickel silver
Siodełko: grafitowe, 42 mm
Przetworniki: 3× Isola VT-ST Alnico 5 single coil
Sterowanie: Volume, 2× Tone, przełącznik 5-pozycyjny
Mostek: synchronizowane tremolo, sześciopunktowe
Klucze: Kluson-style
Pickguard: biały, 3-warstwowy
Osprzęt: chromowany, postarzany
Struny fabryczne: Harley Benton HQS EL Coated .010–.046
Lakier: matowy poliuretan
Wykończenie: Light Aged
Kolor: czarna
Masa: ok. 3,1 kg




Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Gitarzysta do ulubionych źródeł
Wynik testu
Cena
1 059.00 zł