MOOER GE150 MAX LI

Rodzaj sprzętu: Efekty

Pozostałe testy marki MOOER
MOOER - GE150 MAX LI

Jeszcze niedawno tysiąc złotych wystarczał na kilka kostek albo przyzwoity multiefekt do ćwiczeń. Dziś Mooer dorzuca do tej kwoty modelowanie wzmacniaczy, ładowanie IR-ów, profile NAM, looper, automat perkusyjny, osiem przełączników nożnych, pedał ekspresji i akumulator. Brzmi jak lista życzeń. Problem w tym, że spełnianie wszystkich życzeń naraz bywa trudniejsze niż ich wpisanie do specyfikacji.

W świecie gitarowych procesorów dzieje się coś, co znamy już z telefonów. Funkcje z urządzeń kosztujących kilka tysięcy złotych stopniowo schodzą coraz niżej, aż pewnego dnia okazuje się, że sprzęt z dolnej części cennika potrafi na papierze więcej niż flagowiec sprzed kilku lat.

Mooer GE150 Max Li jest dobrym przykładem tej zmiany. Nie próbuje udawać minimalistycznej kostki ani prostego urządzenia do ćwiczeń. To pełnoprawny podłogowy procesor z 55 modelami wzmacniaczy, 170 efektami, możliwością korzystania z zewnętrznych odpowiedzi impulsowych, 200 miejscami na presety i rozbudowanym sterowaniem nożnym. Do tego dochodzi looper, automat perkusyjny, metronom, tuner oraz możliwość pracy bez zasilacza.

I właśnie ostatnia z tych rzeczy może w codziennym użytkowaniu okazać się ważniejsza niż połowa pozycji z folderu reklamowego.
Oznaczenie „Li” nie jest kosmetyką. W środku znajduje się akumulator litowo-jonowy 7,4 V o pojemności 2 000 mAh, który według producenta zapewnia do dziewięciu godzin pracy. To nie jest funkcja spektakularna na zdjęciach, ale bardzo szybko zaczyna mieć sens w praktyce.

Gitara, słuchawki i GE150 Max Li wystarczą, żeby ćwiczyć bez szukania wolnego gniazdka i rozplątywania kolejnego przewodu. W domu jest to po prostu wygodne, na próbie ogranicza liczbę rzeczy, o których trzeba pamiętać, a przy połączeniu z bezprzewodowym systemem gitarowym można właściwie pozbyć się przewodów wokół siebie.

Mooer nie przesadził też specjalnie z gabarytami. Obudowa ma 326 × 204 × 63 mm i waży 1,73 kg, więc spokojnie można wrzucić ją do plecaka albo większej kieszeni gig bagu. Konstrukcja jest częściowo plastikowa, ale nie sprawia wrażenia delikatnej. Tył wykonano z metalu, metalowy jest również pedał ekspresji, a osiem przełączników nożnych pracuje z wyraźnym, ale nie przesadnie głośnym kliknięciem.
Centralne miejsce zajmuje kolorowy ekran 3,5". Nazwa i numer presetu są wystarczająco duże, by odczytać je w pozycji stojącej. Mniejsze elementy toru sygnałowego wymagają już spojrzenia z bliższej odległości, ale trudno mieć o to wielkie pretensje w urządzeniu tej klasy cenowej. W porównaniu z prostszymi multiefektami GE150 Max Li bardziej przypomina urządzenie przygotowane do grania na żywo niż rozbudowany gadżet do sypialni.

Cztery dolne footswitche A–D służą do wyboru presetów, obok znajdują się przełączniki zmiany banków, tunera i Tap Tempo. Mooer oferuje również tryb CTRL, w którym przełączniki mogą sterować konkretnymi blokami efektów w obrębie presetu. Jest też Spillover – po zmianie brzmienia ogony delayów i pogłosów nie zostają brutalnie ucięte.

To drobiazg, dopóki nie użyje się go na scenie. Cisza albo nagłe urwanie reverbu pomiędzy presetami to jeden z tych szczegółów, które potrafią przypomnieć, dlaczego tańszy procesor jest tańszy. Tutaj Mooer przynajmniej próbuje zachowywać się jak znacznie poważniejsze urządzenie.

Pedał ekspresji również nie ogranicza się do regulacji głośności i efektu wah. Można przypisać go do wybranego parametru praktycznie dowolnego bloku, a więc w czasie gry zmieniać gain, czas delayu czy inne ustawienia toru. To daje znacznie ciekawsze możliwości niż klasyczne „pięta ciszej, palce głośniej”.

Sam interfejs wymaga jednak chwili przyzwyczajenia. Dwa enkodery Select i Mode pozwalają przemieszczać się po kolejnych modułach toru i zmieniać ich parametry. Logika działania nie jest szczególnie skomplikowana, ale na początku łatwo nacisnąć lub przekręcić nie ten element i wyjść z edycji. Przy bardziej rozbudowanym przygotowywaniu presetów wygodniejszy okazuje się komputerowy edytor.

Pierwszy kontakt z bankiem fabrycznych presetów nie pokazuje możliwości GE150 Max Li z najlepszej strony. Poszczególne brzmienia potrafią bardzo różnić się poziomem głośności, a część została ustawiona z przesadnie dużą ilością góry. Szczególnie przy gitarze z singlami potrafi zrobić się nieprzyjemnie ostro. To ważne, bo można przez chwilę dojść do wniosku, że problem tkwi w samych modelach wzmacniaczy. Dopiero ręczne ustawienie kilku własnych brzmień pokazuje, że sprzęt potrafi znacznie więcej niż sugerują fabryczne banki.

Czyste modele inspirowane Fenderem mają oczekiwane lekkie wycofanie środka i dużo przestrzeni. W brytyjskich klimatach można uzyskać przekonujący crunch, a przy większej ilości gainu pojawiają się brzmienia czerpiące z Mesa/Boogie czy 5150. Nie ma tu oczywiście głębi i organicznej reakcji najlepszych procesorów za kilka tysięcy złotych, ale dynamika artykulacji pozostaje na przyzwoitym poziomie, a moment przechodzenia czystego wzmacniacza w lekki breakup wypada zaskakująco naturalnie.

Najlepsze wrażenie robią brzmienia przesterowane. Po poprawieniu fabrycznych ustawień potrafią być zwarte, ciężkie i odpowiednio selektywne. Oferta modeli jest przy tym szeroka – obok klasycznych amerykańskich i brytyjskich wzorców znalazły się konstrukcje inspirowane m.in. Orange, Voxem, ENGL-em, Bognerem czy Two-Rockiem.

Nie wszystkie efekty utrzymują identyczny poziom. Overdrive'y i delaye wypadają dobrze, szczególnie jeśli zależy nam na podstawowych odmianach cyfrowych, taśmowych czy stereo. Gorzej prezentuje się symulacja sprężynowego reverbu. Efekty pitch również nie należą do najmocniejszych punktów GE150 Max Li – ich tracking potrafi zdradzić ograniczenia procesora.

To jednak problem charakterystyczny dla całej kategorii: producent może wpisać do menu sto siedemdziesiąt efektów, ale nie oznacza to, że każdy z nich będzie równie dobrym powodem do zakupu urządzenia.

Najbardziej współcześnie brzmiącą pozycją w zestawie możliwości Mooera jest obsługa profili Neural Amp Modeler. NAM stał się w ostatnich latach jednym z najciekawszych sposobów przechwytywania charakteru prawdziwych wzmacniaczy, więc możliwość załadowania podobnych materiałów do procesora kosztującego około tysiąca złotych wygląda na małą rewolucję.

Tyle że właśnie tutaj GE150 Max Li najbardziej przypomina, do jakiej półki cenowej należy.

Profile nie trafiają do urządzenia bezpośrednio. Muszą zostać przekształcone do formatu obsługiwanego przez Mooera, a konwersja wyraźnie wpływa na ich charakter. Brzmienie staje się mniej dynamiczne, cichsze i bardziej skompresowane. W rezultacie profile, które w natywnym środowisku NAM potrafią bardzo przekonująco reagować na grę, po przejściu przez proces konwersji tracą część tego, co było w nich najbardziej interesujące.



To nie znaczy, że funkcja jest bezużyteczna. Bardziej, że nie należy kupować GE150 Max Li wyłącznie dlatego, że w specyfikacji znalazły się trzy litery „NAM”. Na obecnym etapie własne modele Mooera są często bardziej satysfakcjonującym punktem wyjścia.

Być może kolejne aktualizacje oprogramowania poprawią sytuację. Na razie jednak obsługę profili należy traktować raczej jako bonus z potencjałem niż argument, który nagle zmienia budżetowy procesor w konkurencję dla Quad Cortexa.

Na tym funkcje się nie kończą. Looper pozwala nagrać do 80 sekund materiału i dogrywać kolejne warstwy. Obsługiwany jest bezpośrednio footswitchami, więc nie trzeba nurkować do menu. Do ćwiczeń można wykorzystać 40 rytmów perkusyjnych oraz 10 wariantów metronomu.

Automat perkusyjny spełnia swoje zadanie, ale jego brzmienia są dość mechaniczne. Wszystkie uderzenia mają podobną dynamikę, przez co po kilku minutach zaczynają przypominać bardziej urządzenie do utrzymywania tempa niż rzeczywistą sekcję rytmiczną. Metronom jest znacznie bardziej użyteczny, szczególnie że oferuje również mniej oczywiste metra, m.in. 5/4, 7/4, 7/8 czy 9/8.

Z tyłu znajdziemy komplet złączy, który pozwala myśleć o GE150 Max Li również jako o centrum niewielkiego zestawu koncertowego. Są dwa wyjścia jack 6,3 mm, dwa symetryczne XLR-y z Ground Lift, wejście AUX, wyjście słuchawkowe oraz USB-C. To ostatnie służy nie tylko do komunikacji z oprogramowaniem, ale również do nagrywania i odtwarzania przez OTG.

W praktyce można więc ćwiczyć na słuchawkach, nagrywać pomysły, wysłać stereo bezpośrednio do miksera albo aktywnych monitorów, a na scenie zostawić wzmacniacz w domu. Jak na urządzenie tej wielkości trudno narzekać na brak możliwości.

GE150 Max Li jest jednym z tych produktów, które najlepiej oceniać nie po tym, co potrafią natychmiast po wyjęciu z pudełka, ale po tym, jak wiele można z nich wyciągnąć po godzinie własnej pracy.

Fabryczne presety nie robią mu przysługi. Implementacja NAM także wygląda lepiej w tabeli niż brzmi w praktyce. Niektóre efekty zdradzają ograniczenia mocy obliczeniowej. Kto wcześniej grał na Heliksie, Kemperze czy Quad Cortexie, nie powinien oczekiwać, że Mooer za jedną piątą ich ceny dokona jakiegoś ekonomicznego cudu.

Tyle że nie musi.

Za około tysiąc złotych dostajemy bardzo szeroki wybór użytecznych modeli wzmacniaczy i efektów, pedał ekspresji, osiem przełączników, looper, tuner, rytmy, zewnętrzne IR-y, wyjścia XLR i akumulator, który pozwala przez wiele godzin zapomnieć o zasilaczu. Po stworzeniu własnych presetów GE150 Max Li może spokojnie obsłużyć domowe ćwiczenie, próbę zespołu, nagrywanie i pierwsze koncerty.

To właśnie jest jego największa zaleta. Nie demokratyzuje brzmienia najdroższych modelerów, choć specyfikacja czasami próbuje to sugerować. Demokratyzuje za to ich wygodę.

A to za niewiele ponad tysiąc złotych jest już całkiem niezłym interesem.

SPECYFIKACJA TECHNICZNA:

Typ: procesor gitarowy / multiefekt podłogowy
Modele wzmacniaczy: 55
Efekty: 170
Presety: 200 miejsc
Obsługa: MNRS, zewnętrzne IR-y i profile/modelowanie firm trzecich
Wyświetlacz: kolorowy 3,5"
Footswitche: 8 wielofunkcyjnych
Pedał: wbudowany Volume/Expression
Tryby: CTRL, Spillover
Looper: stereo, do 80 sekund, overdub
Automat perkusyjny: 40 rytmów
Metronom: 10 wariantów
Tuner: wbudowany
Wejście: 1× jack 6,3 mm mono
Wyjścia: 2× jack 6,3 mm mono L/R
Wyjścia symetryczne: 2× XLR L/R z Ground Lift
AUX IN: jack 3,5 mm stereo
Słuchawki: jack 3,5 mm stereo
USB: USB-C, komunikacja z edytorem oraz OTG recording/playback
Akumulator: Li-Ion 7,4 V / 2000 mAh
Czas pracy: do 9 godzin
Zasilanie: zasilacz 9 V DC / 1,5 A, minus w środku
Wymiary: 326 × 204 × 63 mm
Masa: 1,73 kg




Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Gitarzysta do ulubionych źródeł
Wynik testu
Cena
999.00 zł
Dystrybutor