newspaperflyhunting

no12listen

Gatunek: Rock i punk

Pozostałe recenzje wykonawcy newspaperflyhunting
newspaperflyhunting - no12listen newspaperflyhunting - no12listen
Nasza ocena:
5 /10

Przy okazji obcowania z płytą białostockiego newspaperflyhunting należy mieć na uwadze, że jest to rzecz nawet nie półprofesjonalna, amatorska raczej. Tworzona z pasji i autentycznej potrzeby wyrażenia się poprzez muzykę.

Oczywiście większość początkujących kapel wychodzi z takiego założenia, ale "no12listen" jest tu jeszcze bardziej skrajnym przypadkiem.

Nagrany w prywatnym studiu znanego z występów w grupie Dominium Wojciecha Bury materiał jest uroczo wręcz dyletancki. Kuleje angielski wokalistów, ich śpiew czasem aż kłuje w uszy fałszem, harmonie wokale bywają mało harmonijne (czasem rozmijają się melodią, innym razem totalnie nie trafiają w odpowiednie dźwięki), częste są błędy instrumentalistów, a i brzmienie pozostawia sporo do życzenia. Imponującą listę błędów wydawnictwa można by poszerzać jeszcze długo, tyle, że nie widzę takiej potrzeby, bo to album stworzony wbrew wszystkiemu, a kierujący się jedynie ideą pasji - a do realizowania pasji niekonieczne są ani umiejętności, ani nawet zdrowy rozsądek. Newspaperflyhunting chcieli mieć na półce płytę ze swoją muzyką i ją wydali. Chwała im za to.

Tym bardziej cieszy mnie fakt, że "no12listen" powstało, bo mimo całej palety technicznych niedoskonałości czuć w albumie owego ducha wspaniałej zabawy w tworzenie. Zespół porusza się po obszarze progresywnego-post rocka - trochę jakby Sigur Rós, trochę Nosound, jakaś nutka Pink Floyd, pojękuje czasem psychodela, przełom lat 60/70 jest tu niezwykle słyszalny (szczególnie w gitarach, które zazwyczaj przygrywają na cleanie - rzadko dotykany bywa przester), jest mrocznie, ale bywa i pogodnie w duchu jednak melancholijnym.


Na swój sposób wzruszający jest również układ utworów, który w tym przypadku sięga właśnie po floydowe "Meddle" czy "Atom Heart Mother" (można też tu przypomnieć crimsonowy "Lizard") oraz całą resztę albumów progresywnych, których jedna strona winyla składała się z krótkich piosenek, a stronę drugą zajmowała potężna suita. Na "no12listen" jest podobnie, a ów kolos w postaci "no-one to listen" pomyślany jest całkiem fajnie i miło się go słucha - na pewno warto sprawdzić, choćby z ciekawości, jak raczkujące i nie do końca profesjonalne zespoły grają tego typu rzeczy. Ogólnie w materiale newspaperflyhunting drzemie spory potencjał, tyle, że braki techniczne nie pozwoliły go w pełni zrealizować. Zespół bawi się za to progresywnymi patentami jak choćby wprowadzaniem w muzykę dźwięków pozamuzycznych (dźwięk radia, zmiana strony kasety etc.).

Mnie ta płyta, mimo potężnej dawki błędów, jednak przekonuje - głównie za sprawą pasji, jaka bije od dźwięków oraz atmosfery niezwykle zbliżonej do opisanych wcześniej albumów. Cieszy mnie fakt, że tacy muzycy mogą sobie swoją blaszkę wcisnąć w kolekcję płyt, że udało im się (nawet jeśli w sposób amatorski) zrealizować marzenie o nagraniu longplaya. Wreszcie cieszy mnie, że ten materiał trafił w moje ręce, bo za dwadzieścia lat, odkurzając własne zbiory, być może znów włożę płytkę w odtwarzacz i kliknę play, a z głośników popłynie muzyka newspaperflyhunting - siła materialnego wydawnictwa na pewno przetrwa w odróżnieniu od wersji multimedialnych. Oczywiście album polecam jedynie zatwardziałym, fanatycznym wręcz wielbicielom podziemia progresywnego i kolekcjonerom (prawdziwa to dla nich gratka!). Zespołowi zaś gratuluję, że mieli odwagę, ale nim dojdzie do nagrania kolejnego materiału radzę bardzo, bardzo dużo ćwiczyć.

Grzegorz Bryk

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Gitarzysta do ulubionych źródeł