FENDER ’62 DELUXE AMP
Rodzaj sprzętu: Wzmacniacz
Historia wzmacniaczy gitarowych bywa przedstawiana jako nieustanny marsz w stronę coraz większej mocy, czystszego brzmienia i bardziej rozbudowanych możliwości. Jest w tym jednak pewien paradoks. Wiele urządzeń, które dziś uważa się za szczególnie wartościowe, powstało w czasach, gdy producenci próbowali wyeliminować dokładnie te cechy, za które gitarzyści później je pokochali.
Dobrym przykładem są wzmacniacze Fender z krótkiego okresu przejściowego między końcem lat pięćdziesiątych a początkiem sześćdziesiątych. Konstrukcje określane jako brown-panel nie miały już tak surowego charakteru wcześniejszych modeli tweed, ale nie oferowały jeszcze charakterystycznego, szerokiego czystego brzmienia późniejszych black-paneli.
Powstawały zaledwie przez kilka lat, a mimo to wypracowały własną, bardzo rozpoznawalną osobowość. Fender ’62 Deluxe Amp przywraca jedną z najciekawszych konstrukcji tamtego okresu, opartą na układzie 6G3.
I robi to w czasach, kiedy większość nowych wzmacniaczy próbuje przekonać gitarzystę, że potrzebuje kilkudziesięciu symulacji, aplikacji mobilnej i przynajmniej trzech rodzajów pogłosu.
Brązowy rozdział historii
Nowy Deluxe jest wiernym stylistycznie powrotem do wzmacniaczy z 1962 roku. Brązowe pokrycie Nubtex, jasna tkanina maskownicy, skórzany uchwyt i charakterystyczne pokrętła nadają mu wygląd sprzętu, który mógłby stać na scenie niewielkiego amerykańskiego klubu ponad sześćdziesiąt lat temu.
Za historyczną estetyką kryje się jednak konstrukcja przygotowana do współczesnego użytkowania. Obudowę wykonano z litej sosny, co pozwala ograniczyć masę, a pojedynczy dwunastocalowy głośnik Celestion Custom Design zastępuje rozwiązania stosowane w oryginalnych egzemplarzach.
Wzmacniacz waży 15,4 kg. Jak na pełnowymiarowe, lampowe combo nie jest to przesadnie dużo, chociaż trudno mówić o urządzeniu, które można swobodnie przenosić jedną ręką przez kilka kilometrów.
Pod względem elektroniki otrzymujemy klasyczny układ lampowy z dwiema lampami końcowymi 6V6, trzema 12AX7 w przedwzmacniaczu oraz prostownikiem GZ34. Moc wynosi 20 W.
Do dyspozycji pozostają dwa kanały, Normal i Bright, wyposażone w oddzielne regulatory głośności oraz tonu. Każdy kanał ma dwa wejścia o różnej czułości. Panel uzupełniają regulatory szybkości i intensywności tremolo, nazywanego tradycyjnie przez Fendera vibrato.
Nie znajdziemy tu rozbudowanej korekcji, przełączników charakterystyki, cyfrowych efektów ani pamięci ustawień. Nie ma nawet wbudowanego pogłosu.

Cała obsługa sprowadza się do wyboru kanału, dopasowania poziomu głośności i ustawienia jednej gałki barwy. Dla jednych będzie to ograniczenie, dla innych prawdopodobnie największa zaleta wzmacniacza.
Między czystością a przesterowaniem
Układ 6G3 zajmuje szczególne miejsce w historii Fendera. W przeciwieństwie do późniejszych konstrukcji black-panel nie oferuje tak mocno wycofanego środka pasma i równie dużego zapasu czystej mocy. Brzmienie pozostaje cieplejsze, bardziej zwarte i wyraźniej skupione wokół średnich częstotliwości.
Na niższych ustawieniach głośności charakter tego wzmacniacza można opisać jako sprężysty, nieco drewniany i pozbawiony przesadnej ostrości. Czyste dźwięki nie mają aż tak szklistych konturów jak w niektórych późniejszych Fenderach. Zamiast tego pojawia się większe nasycenie środka i wyraźniejsze poczucie masy pojedynczej nuty.
Kanał Normal pozwala szczególnie dobrze wykorzystać tę cechę z klasycznymi single-coilami. Stratocaster czy Telecaster zachowują swój charakter, ale ich wysokie częstotliwości otrzymują łagodniejszą oprawę. To brzmienie dobrze pasujące do bluesa, tradycyjnego rocka, country i bardziej oszczędnych aranżacji, w których liczy się naturalna artykulacja.
Kanał Bright zapewnia wyraźniejszą górę i inną reakcję na atak kostki. Nie jest to jednak drugi kanał w nowoczesnym rozumieniu, z osobnym układem przesterowania czy możliwością przełączania między czystym i ciężkim brzmieniem jednym naciśnięciem przycisku.
Oba kanały pozostają ze sobą w fazie, dlatego można korzystać z nich równocześnie przy odpowiednim połączeniu sygnału. Pozwala to uzyskać dodatkowe możliwości kształtowania barwy, mimo bardzo ograniczonego zestawu regulatorów.
Najciekawszy charakter Deluxe ujawnia się jednak wtedy, gdy wzmacniacz zaczyna wychodzić poza zakres idealnie czystego dźwięku.
Zwiększanie głośności prowadzi do stopniowego zagęszczenia brzmienia, pojawienia się kompresji i coraz wyraźniejszego przesterowania. Nie jest to agresywny, ostry overdrive charakterystyczny dla wielu brytyjskich konstrukcji. Dominują raczej nasycone średnie częstotliwości, odpowiednio zaokrąglona góra i mocno zaznaczona reakcja na artykulację.
Właśnie w tym zakresie układ brown-panel pokazuje swoją odrębność. Łączy pewną fenderowską przejrzystość z przesterowaniem, które ma znacznie więcej masy, niż sugerowałaby niewielka liczba lamp i regulatorów.

Tremolo zapisane w lampach
Drugą wielką atrakcją Deluxe jest tremolo wykorzystujące modulację polaryzacji lamp końcowych, czyli tube-bias tremolo. To rozwiązanie istotnie różni się od popularnych układów optycznych, a także od współczesnych efektów cyfrowych.
Zamiast jedynie zmieniać poziom sygnału w oddzielnym obwodzie, układ oddziałuje na warunki pracy lamp końcowych. Dzięki temu modulacja ma naturalną, płynną charakterystykę, a zmiany głośności mogą wiązać się z subtelnymi zmianami odczuwanej dynamiki.
Przy niewielkiej intensywności tremolo wprowadza delikatne pulsowanie, które znakomicie uzupełnia wolniejsze partie akordowe i klasyczne brzmienia gitarowe. Głębsze ustawienia pozwalają uzyskać bardziej zdecydowany, rytmiczny efekt.
W zestawie znajduje się jednoprzyciskowy footswitch umożliwiający jego włączanie i wyłączanie.
To jeden z tych elementów, w których historyczna prostota okazuje się rzeczywistą zaletą. Nie trzeba wybierać przebiegu modulacji, zapisywać presetów ani synchronizować kilku parametrów. Wystarczy dopasować szybkość i głębokość do utworu.
Z drugiej strony brak synchronizacji tempa czy dodatkowych trybów modulacji może ograniczać możliwości muzyków przyzwyczajonych do współczesnych procesorów. Fender świadomie nie próbuje jednak rywalizować z takimi urządzeniami.

Dwadzieścia watów to nie zabawka
Moc wzmacniacza może sugerować, że ’62 Deluxe Amp będzie szczególnie przyjaznym rozwiązaniem do domowego grania. W praktyce dwadzieścia watów lampowej konstrukcji z dwunastocalowym głośnikiem to nadal poważny poziom głośności.
Co ważniejsze, uzyskanie charakterystycznego przesterowania wymaga odpowiedniego wysterowania układu. Bez regulatora Master Volume nie można niezależnie ustawić mocnego nasycenia i bardzo cichego odsłuchu. W mieszkaniu może to okazać się znacznie większym problemem niż sama nominalna moc.
Deluxe najlepiej pasuje więc do studia, sali prób i mniejszych scen, gdzie można pozwolić lampom pracować w interesującym zakresie. W większych przestrzeniach istotną rolę może odgrywać nagłośnienie wzmacniacza mikrofonem.
Warto także pamiętać o braku reverbu. Dla wielu gitarzystów klasyczne brzmienie Fendera jest niemal nierozerwalnie związane z pogłosem sprężynowym, którego tutaj po prostu nie ma. Wynika to z historycznego projektu, ale współczesny użytkownik może odczuć tę nieobecność. Rozwiązaniem pozostaje zewnętrzny efekt.
Pewnym ograniczeniem jest również skromna regulacja barwy. Pojedynczy potencjometr Tone nie zapewni takiej swobody, jak klasyczny trójpasmowy korektor. Trzeba zaakceptować charakter wzmacniacza zamiast próbować przekształcić go w kilka zupełnie różnych konstrukcji.
Stare brzmienie, współczesna decyzja
Fender ’62 Deluxe Amp nie jest propozycją szczególnie uniwersalną. W podobnej cenie można znaleźć wzmacniacze z dodatkowymi kanałami, regulacją mocy, pętlą efektów i zdecydowanie większą liczbą dostępnych brzmień. Niektóre z nich będą również wygodniejsze do ćwiczeń w domu.
Wartość Deluxe polega jednak na czymś innym. Jest to konstrukcja zbudowana wokół określonej reakcji lamp, specyficznego sposobu przesterowania i wyjątkowego charakteru tremolo. Wszystkie te elementy tworzą wzmacniacz, którego osobowość pozostaje stosunkowo wąska, ale bardzo wyrazista.
Można dyskutować, czy brak pogłosu, skromny panel i konieczność grania głośniej w celu uzyskania nasycenia powinny być dziś postrzegane jako zalety. Z użytkowego punktu widzenia często będą to zwyczajne niedogodności.
Trudno jednak oczekiwać od historycznej konstrukcji, że zacznie zachowywać się jak nowoczesny kombajn gitarowy. ’62 Deluxe Amp ma przede wszystkim przypominać okres, w którym wzmacniacze nie oferowały jeszcze dużego wyboru charakterystyk, za to ich własny charakter potrafił zdecydować o brzmieniu całego nagrania.
Nie jest to wzmacniacz dla każdego. Dla gitarzysty poszukującego konkretnego rodzaju lampowej dynamiki i lekko szorstkiego, nasyconego środka może jednak okazać się znacznie ciekawszy niż urządzenie oferujące dwadzieścia różnych symulacji klasycznego Fendera.
Czasami jedna dobra barwa jest warta więcej niż cała biblioteka ustawień.
SPECYFIKACJA TECHNICZNA:
Typ: lampowy wzmacniacz gitarowy combo
Konstrukcja: Fender 6G3, brown-panel
Moc: 20 W
Lampy przedwzmacniacza: 3× 12AX7
Lampy końcowe: 2× 6V6
Prostownik: GZ34 / 5AR4
Głośnik: 1× 12" Celestion Custom Design
Kanały: 2 – Normal i Bright
Wejścia: 4× jack 6,3 mm, po dwa na kanał
Regulatory: Volume i Tone dla każdego kanału, Vibrato Speed, Vibrato Intensity
Efekty: lampowe tremolo typu tube-bias
Obudowa: lite drewno sosnowe
Wykończenie: Brown Nubtex, maskownica Wheat, skórzany uchwyt
Wyjścia głośnikowe: 2× jack 6,3 mm, równoległe
Impedancja: 8 Ω
Wymiary: 533 × 432 × 241 mm
Masa: 15,4 kg
Akcesoria: jednoprzyciskowy footswitch, pokrowiec
Produkcja: USA