SQUIER PARANORMAL TROY VAN LEEUWEN TELECASTER XII

Rodzaj sprzętu: Gitara elektryczna

Pozostałe testy marki SQUIER
SQUIER - PARANORMAL TROY VAN LEEUWEN TELECASTER XII

Telecaster nigdy nie był instrumentem szczególnie skomplikowanym. Dwie przystawki, kilka potencjometrów, prosty korpus i konstrukcja, która od ponad siedemdziesięciu lat opiera się kolejnym próbom ulepszania. Troy Van Leeuwen uznał jednak, że można dołożyć do tego zestawu jeszcze sześć strun. Co ciekawe, rezultat wcale nie sprawia wrażenia eksperymentu przeprowadzonego wyłącznie dla efektu wizualnego.

Gitarzysta Queens of the Stone Age od lat traktuje instrumenty jako narzędzia do budowania faktur i nastroju, a nie tylko odgrywania kolejnych riffów. Jego dwunastostrunowy Telecaster powstał pierwotnie w Fender Custom Shop przy współpracy z Paulem Wallerem. Teraz pomysł trafił do znacznie bardziej przystępnej cenowo serii Squier Paranormal. Za około 2 300 PLN otrzymujemy gitarę, która wygląda jak osobliwy relikt alternatywnego rozdziału historii Fendera.

I w pewnym sensie dokładnie tym jest.

Dwanaście strun, jeden Telecaster

Największym osiągnięciem projektantów było zachowanie rozpoznawalnego charakteru Telecastera pomimo istotnej zmiany konstrukcji. Korpus z drewna nyatoh ma tradycyjny kształt, bez nowoczesnych profilowań czy wycięć ergonomicznych. Miedziane wykończenie Copper Age, zestawione z czterowarstwową płytką tortoiseshell, nadaje całości wygląd instrumentu znacznie droższego, niż sugerowałaby cena.

Najbardziej charakterystycznym elementem pozostaje oczywiście główka, wydłużona i przeprojektowana tak, żeby pomieścić dwanaście kluczy. Jest efektowna, ale jednocześnie pozbawiona przesadnej ekstrawagancji. Można odnieść wrażenie, że gdyby Leo Fender w latach pięćdziesiątych postanowił stworzyć dwunastostrunowego Telecastera, rezultat mógłby wyglądać podobnie.

Klonowy gryf o profilu C otrzymał satynowe wykończenie, podstrunnicę z lauru indyjskiego oraz 21 progów narrow tall. Menzura wynosi klasyczne 25,5 cala, natomiast szerokość siodełka to 42,86 mm. Ta ostatnia wartość zasługuje na uwagę, ponieważ jest zaskakująco niewielka jak na instrument z dwunastoma strunami.

Osobnym rozwiązaniem jest mostek łączący mocowanie strun przez korpus z systemem top-load. Sześć strun przechodzi przez korpus, a pozostałe mocowane są bezpośrednio w mostku. Pozwala to pomieścić wszystkie pary bez stosowania skomplikowanego osprzętu. Sam układ pozostaje przy tym stosunkowo łatwy do regulacji.

Dwa razy więcej pracy?

Dwunastostrunowa gitara elektryczna wymaga pewnej zmiany przyzwyczajeń. Cztery niższe pary składają się ze struny podstawowej i oktawowej, natomiast dwie najwyższe stroi się unisono. Dzięki temu nawet prosty akord zyskuje dodatkowe harmoniczne, których zwykła sześciostrunówka nie jest w stanie wygenerować w ten sam sposób.

Oczywiście nie dostajemy tych możliwości całkowicie za darmo. Przy dociskaniu strun potrzeba więcej precyzji, tłumienie niechcianych dźwięków wymaga większej uwagi, a podciąganie staje się zdecydowanie mniej wygodne. Szybkie solówki oparte na szerokim vibrato również nie są naturalnym środowiskiem tej konstrukcji.

Squier stara się jednak nie komplikować sytuacji bardziej, niż to konieczne. Profil gryfu pozostaje znajomy, satynowe wykończenie sprzyja swobodnemu przesuwaniu dłoni, a promień podstrunnicy 9,5 cala nie wymusza radykalnej zmiany techniki. Układ strun jest wystarczająco zwarty, żeby podstawowe akordy nadal układały się pod palcami w intuicyjny sposób.

Więcej cierpliwości wymaga strojenie. Dwanaście strun oznacza dwanaście potencjalnych źródeł niewielkich rozbieżności, które mogą stać się szczególnie słyszalne przy długich, wybrzmiewających akordach. To cecha całego gatunku instrumentów, a nie szczególna wada Squiera. W zamian otrzymujemy charakterystyczną, lekko pulsującą strukturę brzmienia.



Telecaster po drugiej stronie lustra

Za przetwarzanie sygnału odpowiadają dwa zaprojektowane przez Fendera przetworniki single-coil z magnesami Alnico. Konfiguracja pozostaje tradycyjna: trójpozycyjny przełącznik, wspólna regulacja głośności i tonu.

Zachowanie klasycznych pickupów jest tutaj ważniejsze, niż mogłoby się początkowo wydawać. Dwunastostrunowe konstrukcje często kojarzą się przede wszystkim z szerokim, dzwoniącym brzmieniem, w którym poszczególne instrumenty zaczynają przypominać siebie nawzajem. Telecaster XII zachowuje jednak własną tożsamość.

Przetwornik mostkowy wnosi charakterystyczny dla Telecastera atak, podkreśloną górę i wyrazistość środka. Dodatkowe struny nie odbierają mu zadziorności, lecz zagęszczają wybrzmiewanie. Akordy mają jednocześnie sprężystość i pewien rodzaj harmonicznego rozedrgania. To interesujące połączenie klasycznego twangu z niemal psychodeliczną przestrzenią.

Pickup przy gryfie przesuwa charakter brzmienia w stronę bardziej miękkich i zaokrąglonych barw. Tutaj dodatkowe oktawy szczególnie dobrze uzupełniają spokojniejsze pasaże, arpeggia i długie akordowe struktury. Połączenie obu przetworników pozwala znaleźć kompromis między wyrazistością ataku a harmonicznym bogactwem.

Instrument nie musi przy tym pozostawać w świecie idealnie czystych brzmień. Lekki overdrive potrafi pięknie podkreślić naturalne interferencje pomiędzy parami strun. Przy większym przesterowaniu konieczna jest natomiast ostrożność. Nadmiar gainu szybko zamienia harmoniczne bogactwo w trudną do opanowania masę, szczególnie przy gęstych akordach granych na dolnych strunach.

Ciekawie prezentuje się także współpraca z efektami modulacyjnymi i przestrzennymi. Chorus, tremolo czy delay potrafią dodatkowo rozwinąć tę złożoną strukturę. Trzeba jednak pamiętać, że sama gitara generuje już dużo ruchu w dźwięku. Niekiedy skromniejszy zestaw efektów daje bardziej czytelny rezultat.


Instrument do szukania pomysłów

Najłatwiej byłoby potraktować Telecastera XII jako dodatkową gitarę do kilku konkretnych utworów. Taką, którą wyjmuje się z futerału, kiedy aranżacja potrzebuje odrobiny dwunastostrunowego blasku. Byłoby to jednak dość poważne niedocenienie jego możliwości.

Prawdziwy potencjał tej konstrukcji ujawnia się wtedy, gdy przestajemy grać na niej dokładnie tak samo jak na zwykłym Telecasterze. Prosty riff może nabrać zupełnie innego ciężaru harmonicznego. Oszczędny dwudźwięk staje się pełniejszy, a pojedyncze szarpnięcia strun układają się w złożoną, niemal syntezatorową fakturę.

Są oczywiście ograniczenia. Zmiana kompletu strun trwa dłużej, strojenie wymaga uwagi, a niektóre techniki solowe stają się mniej praktyczne. Nie ma też wersji leworęcznej ani szerokiego wyboru wykończeń. Trudno jednak uznać te kwestie za poważne zarzuty wobec instrumentu, który z definicji nie ma zastępować klasycznej sześciostrunówki.

Squier Paranormal Troy Van Leeuwen Telecaster XII ma jedną szczególną zaletę: zachęca do grania rzeczy, które na innej gitarze prawdopodobnie w ogóle nie przyszłyby nam do głowy. Jest oryginalny, rozsądnie zaprojektowany i wyceniony znacznie bardziej przystępnie niż większość równie nietypowych instrumentów.

To gitara, której w zasadzie nie potrzebuje nikt. Dopóki nie okaże się, że właśnie takiego brzmienia brakowało w kolejnym utworze.

SPECYFIKACJA TECHNICZNA:

Typ: dwunastostrunowa gitara elektryczna
Korpus: nyatoh
Gryf: klon, przykręcany, profil C, satynowe wykończenie
Podstrunnica: laur indyjski
Promień podstrunnicy: 241 mm / 9,5"
Menzura: 648 mm / 25,5"
Siodełko: Micarta, szerokość 42,86 mm
Progi: 21 narrow tall
Przetworniki: 2× Fender Designed Alnico Single-Coil
Elektronika: pasywna
Regulatory: Master Volume, Master Tone, przełącznik trójpozycyjny
Mostek: Telecaster 12-String Top-Load/String-Through
Klucze: w stylu vintage
Pickguard: czterowarstwowy tortoiseshell
Wykończenie: Copper Age, błyszczący poliuretan




Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Gitarzysta do ulubionych źródeł
Wynik testu
Cena
2 300.00 zł